9 grudnia 2014

"Dotknięcie pustki" Joe Simpson




"Jestem okropnie senny, ale wydaje mi się, że przed zaśnięciem zostało jeszcze coś ważnego do załatwienia. Powieki ciążą jak ołów... Przypominam sobie.
- Simon...
- Co?
- Ocaliłeś mnie życie, prawda? To musiało być dla ciebie straszne tamtej nocy. O nic cię nie winię. Nie miałeś wyboru. Rozumiem to, rozumiem także, dlaczego uwierzyłeś, że zginąłem. Zrobiłeś wszytko, co mogłeś. Dziękuję, żeś mnie ściągnął na dół.
(...)
- Naprawdę myślałem, że nie żyjesz. Byłem tego pewny... Nie mogłem sobie wyobrazić, jak mógłbyś ocaleć...
- W porządku. Wiem...
- Boże schodząc sam... Schodząc w dół, nie mogłem sobie z tym poradzić. To znaczy... Co miałem powiedzieć twoim rodzicom? Że co? Przepraszam pani Simpson, ale musiałem przeciąć linę..." 







Rok 1985, pasja, partnerstwo i marzenia... Historia zdobycia Siula Grande zawładnęła mną na dobre kilka dni. Potwornie ciężkie wejście zachodnią ścianą to tylko połowa tego, czym jest "Dotknięcie pustki". Joe Simpson i   Simon Yates stanęli naszczycie, ale podczas zejścia pogoda się załamała, a Joe złamał nogę. Dla obydwu nie było wątpliwości, Joe nie miał sznaps na przetrwanie. Oboje wiedzieli, że złamana noga na 6 tysiącach to wyrok. 


"Nigdy przez to nie przejdę, a Simon także nie zdoła mnie tam wciągnąć. Zostawi mnie! Na myśl o tym brak mi tchu. Miałbym tu zostać? Sam? Robi mi się zimno. Pamiętam jak zostawiono Roba, na pewną śmierć... Ale on już konał, był nieprzytomny (...)
- Złamałem nogę.
Wyraz jego twarzy natychmiast się zienia. Obserwuję na niej całą gamę reakcji. Przyglądam mu się uważnie, nie chcąc niczego uronić.
- Jesteś tego pewny?
-Tak.
Simon wbija we mnie twarde spojrzenie. Potem gwałtownie odwraca głowę, jakby czując, ze patrzył za długo i zbyt intensywnie. Zdążyłem jednak uchwycić w jego twarzy wymowny błysk i odgadłem, co znaczy. On wie, że już nie jesteśmy razem. Odbiera mi to resztę odwagi - rośnie poczucie całkowitej obcości, jakbym był czymś zupełnie różnym od Simona. W jego oczach chaos uczuć i myśli. Litość. Tak, politowanie i coś jeszcze. Dystans, przepaść między człowiekiem a rannym zwierzęciem, któremu nie da się pomóc. (...)



Nie rozmawiali jednak o tym, a Simon podjął pierwszą dramatyczną decyzję, że będzie na linie opuszczał partnera jak długo się da. Akcja z góry skazana była na niepowodzenie, ale walka trwała do końca. Ten był bliski, podczas jednej z serii opuszczania na linie, nocą, przy szalejącej śnieżycy, Joe spadł i uderzył o skały, nie dawał znaków życia. Simon zablokował linę i czekał ponad godzinę, aż Joe ocknie się i odciąży linę, ale niestety nie dawał znaków życia, co więcej jego ciężar zaczął ściągać ze stanowiska Simona. Kawałek po kawałku zjeżdżał ku przepaści i wtedy podjął najtrudniejszą decyzję - wyjął z plecaka nóż i... przeciął linę. Joe spadł do kilkudziesięciometrowej szczeliny. Simon ocalał. Wszystko w jednej chwili się skończyło. Simon przetrwał w jamie noc i rankiem zszedł z góry do obozu.Zapis jego przeżyć, dylematów i rozterek jest szokujący. Krytykowany przez wszystkich, musiał zmierzyć się przede wszystkim ze samym sobą. Nie miał wyjścia, ale przecież skazał przyjaciela na śmierć. A może to góra wydała wyrok? Może ona było coś jeszcze zrobić? Czyje życie było ważniejsze? Joe został sam, zasypany? A może sam tego chciał, wiedział, że to jedyny sposób, by Simon ocalał?




A - miejsce złamania nogi, B - odcięcie liny




Joe jednak przeżył upadek, obudził się w zupełnych ciemnościach w szczelinie, po długiem, nerwowej, pełnej bólu nocy i długiej walce wyszedł na powierzchnie. Przez kolejne 4 dni czołgał się do obozu w nadziei, że zastanie tam kolegów. Bez jedzenia, wody, w nocy i w dzień, na mrozie i w słońcu nie poddawał się. Zapomniał o bólu, samotności i lęku. Pustka, nicość, obsesja wody, powolne konanie. Słysząc niezwykły głos, który wybudzał go z omdlenia walczył ze sobą, ze światem, śniegiem i okrutną górą. Skoro nie poddał się po złamaniu nogi, nie mógł zasnąć teraz... O jego nadludzkim wysiłku i odwadze świadczy choćby fakt, że w ciągu tych dramatycznych dni stracił 20 kg.





Książka jest niesamowita, czytając wspomnienia Joe przeplatane zwierzeniami Simona, ma się wrażenie, że na chwilę rozumie się góry. Oczywiście nikt z nas nie jest w stanie pojąć, co dzieje się z człowiekiem na takiej wysokości, przy mrozie, odwodnieniu i braku tlenu. Można jednak wzbudzić w sobie szacunek zarówno dla gór, jak i dla ludzi, których one przyzywają. Nie lubię gdy inni mówią, że ludzie niepotrzebnie się tam wspinają i giną. Każdy z nas ma wybór jaką drogą iść, ma swoją pasje, której jest w stanie poświęcić wszystko, czasem nawet życie. Ludzie nie idą w góry, aby tam zginąć, do końca walczą, by zdobyć szczyt, bo jest tam coś, co ich woła. Ja tego nie słyszę, do mnie szczyty nie mówią, ale rozumiem pasję, która nie pozwala zasnąć. Wiem, że gdzieś tam każdy z nas ma zapisane swoje życie, swoje wybory, swój cel. Można przed nim uciekać, ale czy wtedy będę szczęśliwa?



Historia Joe i Simona to nie tylko opowieść o przetrwaniu wbrew logice i naturze, jest to też świadectwo przyjaźni, "partnerstwa liny", dramatycznych decyzji czyje życie ocalić, wreszcie przebaczenia i zrozumienia. Długo nie mogłam dojść do siebie po jej przeczytaniu. Zaczęłam się zastanawiać nad życiem, śmiercią, poświęceniem, odwagą i pasją... Co jestem w stanie poświecić dla marzeń, jak ciężko pracuję? A może odpuszczam sobie zbyt często? 



Cztery dni walki ze sobą, z górą, z przeznaczeniem, bez jedzenia, wody, w zamieci, czołgając się by żyć... Czy góra pokonała Joe? Hmm... Po dwóch latach i kilku operacjach znów związał się liną z partnerem by zdobyć kolejny szczyt... 





"Czekając na Joe" - film opowiadający o wyprawie na Siula Grande.





Anna M.








2 komentarze:

  1. świetna, wspaniała książka. Jedna z tych, której zazdroszczę tym, ktorzy jeszcze ją maja przed soba w czytaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już czytam kolejną książkę tego samego autora :)

      Usuń

Recent Posts