19 grudnia 2014

„Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” Jacek Hugo-Bader







  


''Od śmierci w dolinach zachowaj nas, Panie''
 Jerzy Kukuczka.






Sama nie wiem, co napisać o tej książce. Przeczytałam ją jednym tchem, potem jeszcze całą noc siedziałam nad różnymi tekstami wokół kontrowersji, jakie wywołała, a nad ranem zaczęłam pochłaniać blog Tomasza Kowalskiego. Nie będę pisała o tragedii na Broad Peak, bo uważam, że kompletnie nie znam się ani na wspinaniu, ani na zdobywaniu szczytów, a ktoś kto tam nigdy nie był chyba nie ma prawa oceniać uczestników zimowej wyprawy z 2013 roku. Nie chcę też pisać na temat Raportu Polskiego Związku Alpinizmu o przyczynach tragedii, wreszcie nie przeczytacie tu o kontrowersjach wokół samej książki i udziału jej autora w wyprawie poszukiwawczej ciał himalaistów. O tym wszystkim wiemy, słyszeliśmy, tygodniami żyły tym telewizja, prasa, Facebook. W kraju, gdzie każdy z pozycji swojego wygodnego fotela przed telewizorem jest ekspertem od wszystkiego, nie ma sensu kolejny raz rozdrapywać ran. Nikomu to nic nie da... Dla mnie liczą się tu słowa Krzysztofa Wielickiego, które przytacza Jacek Hugo-Bader:


"W latach osiemdziesiątych w środowisku alpinistów odbywa się wielka dyskusja na temat etyki wspinania - wspomina Krzysztof Wielicki. - Głos zabierają wszyscy wspinacze z mojego pokolenia. Idea wyjściowa jest taka, że moralność jest jedna. I na wysokości zero, i na ośmiu tysiącach, ale w trakcie dyskusji okazuje się, że jednak nie. Moralność mogłaby być jedna, gdyby stan umysłu na każdej wysokości był ten sam. Ale nie jest. (...) Obowiązuje jednak braterstwo liny". (s.59)





O czym więc napiszę? Przekornie o sile marzeń...



Czterej polscy himalaiści stanęli jako pierwsi na świecie w zimie na szczycie Broad Peak. Cena za ten wyczyn była okrutna, dwoje z nich na zawsze pozostało ponad chmurami. Dramat podczas schodzenia na zawsze pozostanie dla nas, ludzi nizin, nie do zrozumienia. Nawet jeśli znamy raport, przeczytamy kilka książek, nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć tej siły, która pchała ich coraz wyżej... wbrew logice...  To pasja jest tym, co kształtuje życie człowieka. Każda pasja. Jedni marzą o zdobywaniu gór, inni o medalu olimpijskim, wydaniu książki, stanięciu na biegunie, locie w kosmos, urodzeniu dziecka, ukończeniu Harvardu, pokonaniu choroby. Jeszcze inni chcą wyjść na wolność, walczą o prawa człowieka, czy jeżdżą w najniebezpieczniejsze rejony świata, by pokazać dramat żyjących tam ludzi. Nie można wartościować marzeń, nie da się ich oceniać, nie warto krytykować ludzi, którzy je noszą w sobie. Dlatego mam ogromny szacunek dla wszystkich, którzy z uporom sięgają gwiazd, nawet jeśli te marzenia dla mnie pozostają niezrozumiałe. Czytałam już książki o biegaczach, muzykach, podróżnikach, korespondentach wojennych i reporterach. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych opowieści jest właśnie owa niezwykła pasja, która pcha człowieka do przodu, bez względu na opinie innych, bez oglądania się za siebie, bez żalu, że zostawia się coś niedopowiedziane.Wtedy dziecięce marzenie staje się realne, a życie w mgnieniu oka dopełnia się i osiąga swój własny szczyt.




Czytając książkę Jacka Hugo-Badera paradoksalnie utwierdziłam się w przekonaniu, że należy iść zawsze za głosem serca. Autor przytacza mnóstwo opinii o przyczynach tragedii, zachowaniu uczestników wyprawy, tej z roku 2013 jak i kolejnej, tym razem już tylko poszukiwawczej ciał. Można przeczytać o braterstwie, przyjaźni, samotności, pozostawieniu. Słyszymy głos Krzysztofa Wielickiego, czujemy ból Jacka Berbeki i czy rodziców Tomasza Kowalskiego. Wreszcie czytelnik musi się zmierzyć z opowieścią Adama Bieleckiego i dramatem Artura Hajzera. Głos zabierają nawet sławny Simon Moro i Piotr Pustelnik. Ale ja wolę posłuchać echa głosu Tomasza Kowalskiego: 



"Jestem tu i nie mogę w to uwierzyć. Jestem uczestnikiem zimowej wyprawy Polskiego Związku Himalaizmu. To jest coś o czym marzyłem odkąd pamiętam, ale tak naprawdę nigdy nie sądziłem, że może się to spełnić. I teraz jestem tu, jakby nigdy nic żartując sobie przy stole z Krzyśkiem Wielickim, gościem który jest dla mnie bohaterem. Czuje się tak jakbym był jakimś młodym gitarzysta z początkującego zespołu i zagrał razem z Mickiem Jaggerem i rolling stonesami na pełnym stadionie Wemblay. to chyba dobre porównanie:)
Jutro ruszamy w góry. Kolejna, ale naprawdę wyjątkowa wyprawa życia. Trzymajcie kciuki,bo jest okazja napisać kolejny rozdział historii himalaizmu.  Ale by było..." 
(blog Tomasza Kowalskiego http://magisterkowalski.blogspot.com/2013/01/broad-peak-2013.html)



Śpijcie spokojnie tam na górze....




Anna M.

 "Każdy ma swój własny Mount Everest, dla którego zdobycia pojawił się na ziemi" Hugh Macleod.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts