31 stycznia 2014

"Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni..."




Tak śpiewa Kazik Staszewski, i ja się podpisuję... pod częścią tekstu tej piosenki oczywiście (hi hi hi)... Jedno jest jednak pewne - przez najbliższe dwa tygodnie nie muszę iść do pracy (czytaj: czytam ;) Ale teraz czas podsumować moją pracę w tym semestrze, czyli odcinek z cyklu: "Szaleństwa Panny Anny" :)



Ostatnie 2 miesiące w szkole to był, w moim wykonaniu rzecz jasna, istny cyrk... Pochłonęła mnie dosłownie praca i dzieciaki. Ale nie zamieniłabym tego na nic w świecie, no może na obietnicę, że po czekoladzie nie będzie mi przybywało w biodrach...  Zacznijmy od początku...




JASEŁKA
(jeszcze o grudniu 2013)


Każdego roku przygotowuję Jasełka, w tym roku jednak moje dzieciaki potrzebowały jakiejś odmiany... Przyznaję, że historię Jezusa urodzonego w stajence znają już wszyscy, a moi uczniowie potrafią nawet  rozszyfrować hebrajską nazwę Betlejem. Przedyskutowaliśmy zatem pomysł przedstawienia tematu Świąt Bożego Narodzenia w formie bardziej nowoczesnej, czyli multimedialnego wydania "Wiadomości".


wywiad z owcami




Przygotowania trwały długo, bo wyruszyliśmy z kamerą szkolną w różne miejsca, związane ze świętami. I tak.... byliśmy w Obserwatorium Astronomicznym szukać przez teleskop Gwiazdy Betlejemskiej, odwiedziliśmy Poznańskie ZOO i próbowaliśmy porozmawiać z osłem i owcami - bezskutecznie!







szukamy Gwiazdy Betlejemskiej

W Muzeum Etnograficznym malowaliśmy bombki,  a nasz nieustraszony korespondent wyruszyło na poszukiwania świętego Mikołaja. Maluchy przesłuchaliśmy na okoliczność oczekiwanych prezentów, ekspert (czyli nasza pani katechetka) opowiedział o roratach, a nasz "pogodynek" martwił się, że w Betlejem są zaledwie 22 stopnie na plusie... i będzie musiał to przekazać w materiale....



Największym jednak hitem okazał się Masterchef w wydaniu naszych szóstoklasistów! Zorganizowali, przygotowali, napisali scenariusz i odegrali wszystkie role. Wcielili się w Magdę Gessler i Michela Moran,  uczestnicy na wizji przygotowali pierniczki, a jury oceniło ich smak. Jeden uczeń musiał niestety "oddać fartucha", ale zabawa była doskonała. Mieliśmy nawet profesjonalnego kamerzystę - jeden z uczniów interesuje się montażem filmowym... Po nagraniu wszystkich wywiadów i filmów, weszliśmy do studio (czytaj: nasza pracownia szkolna) i zmontowaliśmy poszczególne filmy.



W dzień Jasełek, na scenie do złudzenia przypominającej studio TVP, nasze prezenterki poprowadziły specjalne wydanie Wiadomości. Zapowiadały kolejne materiały, a potem odtwarzaliśmy nasze dzieło na rzutniku.... Efekt przerósł nasze oczekiwania. Najlepszą nagrodą były słowa ekipy filmowej, tym razem już z profesjonalnej telewizji, która filmowała nasze jasełka. Pan kamerzysta powiedział, że mieliśmy świetny pomysł i, jak na skromny sprzęt, wyszło fenomenalnie. Pogratulował naszym dzieciakom zapału i pasji...


Ale nie byłabym sobą, gdybym nie miała niespodzianki dla moich uczniów. Doceniając ich poświęcenie i zaangażowanie w powstanie tych jasełek, skontaktowałam się ze znajomymi z Izraela i poprosiłam o krótkie życzenia dla naszej szkoły prosto z ojczyzny Jezusa... Sami zobaczcie !












CALINECZKA
(już o styczniu 2014)


Niestety nie mogę publikować zdjęć dzieci, więc pozostaje sama scenografia ;)



Nasze Koło Teatralne wystawiło z maluchami trzy przedstawienia. Oj długo by o tym pisać, powiem tylko tyle, że bawiliśmy się rewelacyjnie (jak to mawiają moje szkraby). Pikanterii i adrenaliny dodawał fakt, że w szkole panowała epidemia zachorowań i codziennie zaczynałam pracę od sprawdzenia, ilu moich aktorów trzeba zastąpić. Stokrotka uczyła się roli w przerwie spektaklu, Calineczka na każdym przedstawieniu musiała poślubić innego elfa (o zgrozo!), tylko chętnych do roli myszek, które jadły ciasto na scenie, nie brakowało...  Ostatecznie dzieci zgrały fenomenalnie. I tu nie chodzi o efekt końcowy, choć byliśmy długo oklaskiwani, a słodkie wpadki tylko dodawały uroku przedstawieniu, ale o zaangażowanie dzieci. Fakt - w większości na scenie pojawili się trzecioklasiści, ale niebywałe jest to, że przez te 2 lata odkąd prowadzę zajęcia teatralne, nauczyli się samodzielności i odpowiedzialności. Moje skarby doskonale już wiedzą, że zawsze w strategicznych miejscach na scenie leży specjalnie dla każdej roli przygotowany tekst (w razie amnezji), pomagają młodszym dzieciom w odnalezieniu się w roli, ba... nawet uczą się kilku ról, żeby w przypadku choroby, zastąpić inne dzieci. Przez cały tydzień, na każdej przerwie stawałam się doradcą kostiumowym, bo elfy, motylki i kwiatki przybiegały pokazać swój strój... Moje aniołki same organizowały wklejanie komunikatów do dzienniczków i roznosiły zaproszenia... Ja właściwie byłam tam tylko od spełniania życzeń.... Myszki chciały jeść podczas spektaklu prawdziwe ciasto... proszę bardzo! Calineczka marzyła, żeby schować się w ogromnym kwiatku.... nie ma sprawy, zrobiłyśmy błyszczącą lilię.




Domek Calineczki
Stojąc z boku i pomagając dzieciom ciągle się od nich uczę. Czego? Spontaniczności, zaufania, pasji i bycia wiernym sobie. Dla nich warto zarywać nocki i obmyślać plan klejenia kwiatka, z nimi warto się śmiać, kiedy kolejny raz Calineczka nie chce się zgodzić, żeby poślubić elfa. Nic innego się nie liczy, gdy przeziębione kwiatki boją się wyjść na scenę, no i oczywiście nic nie zstąpi uczucia, gdy patrzysz, jak w przerwie spektaklu znika ciasto, bo już przestało grać swoją rolę ;) A... i jeszcze jedno - dla ich uśmiechu możesz nawet zagrać awaryjnie motylka w ostatnim przedstawieniu.... (to nic, że akurat w 200% pasuje określenie "Motylem byłem, ale przytyłem").






Tydzień przedstawień był morderczy, zbiegł się z wystawianiem ocen,  radami pedagogicznymi, wywiadówkami i pisaniem sprawozdania z rozwoju zawodowego. Ale moi uczniowie nigdy się nie zniechęcają i nawet w najbardziej stresujących chwilach potrafią mnie podnieść na duchu. Szóstoklasiści zrobili przepiękne kartki z pozdrowieniami dla dzieci z Zambii, upiekli pierniczki i sprzedali na kiermaszu szkolnym w ramach projektu UNICEF.



Kartki dla dzieci z Zambii



Dziś, gdy byłam już potwornie zmęczona, na ostatniej lekcji z kochanymi klasami VI, usłyszałam, że gdy pójdę do nieba, to będą na mnie czekali cytuję: "na bramie", ale jak będę musiała coś jeszcze odpokutować, to przyprowadzą moich pierwszoklasistów i to będzie trudne doświadczenie, bo oni są najbardziej wymagającą grupą dzieci w szkole i będzie mi odhaczony czyściec  :) Sprytne, przyznaję :)

Dali mi cukierka i życzyli odpoczynku w ferie...


I jak tu ich nie kochać :)

Anna M.


30 stycznia 2014

Przeczytane w 2014

 Książki przeczytane w 2014 roku



Bowen James    "Kot Bob i ja"    

Cesarz Wojciech  "Pamiętnik grzecznego psa"

Coble Colleen  "Pensjonat na wyspie"

Coren Michael   "Tolkien. Człowiek, który stworzył Władcę Pierścieni" 

Foxley Janet   "Mały olbrzym"

Goodall Nigel  "Johnny Depp. Sekretne życie"

"Gwiezdne Wojny. Mroczne Widmo" Terry Brooks

Hasan Jusuf Musab  "Syn Hamasu"

Hatzfeld Jean    "Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy"

Hatzfeld Jean   "Sezon maczet"


Hopkins Jerry, Sugerman Danny   "Nikt nie wyjdzie stąd żywy. Historia Jima Morrisona"

Krakauer Jon   "Wszystko za życie" ("Into the Wild")

Lapierre Dominique, Collins Larry     "O Jeruzalem"

Lomax Eric   "Droga do zapomnienia"


Mead Richelle   "Akademia Wampirów"

Mead Richelle   "W szponach mrozu"

Mead Richelle  "Pocałunek cienia" 

Mull Brandon   "Baśniobór I"

Mull Brandon   "Baśniobór II. Gwiazda Poranna wschodzi"

Mull Brandon   "Baśniobór III. Plaga cieni"

Paolini Christopher   "Eragon"

Paolini Christopher   "Brisingr"

Paolini Christopher   "Najstarszy"

Pawlikowska Beata  "W dżungli zdrowia"

Primi Michele  "Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie" 

Radziwinowicz Wacław   "Soczi. Igrzyska Putina" 

Rutkiewicz Wanda   "Na jednej linie" 

Strayed Cheryl   "Małe cuda"

Tolkien J.R.R.  "Hobbit" 

Tomza Piotr    "Pokolenie kolosów"

Wall Mick   "Bono. Święty i grzeszny"

Zusak Markus    "Złodziejka książek"






26 stycznia 2014

"Najstarszy" Christopher Paolini





Koniec niedzieli...

Weekend upłynął mi pod znakiem dalszych przygód Eragona. Po pokonaniu Durzy młody Eragon wyrusza na szkolenie do Ellesmery. Tam witają go Królowa Elfów, Arya i ktoś jeszcze... Wątpliwości, cierpienie, ból i nadzieja... Czy czasy Smoczych Jeźdźców powrócą, czy Eragon pomyślnie ukończy trening, czy potrafi zaufać sobie i innym? Czy znajdzie odpowiedzi na odwiecznie trapiące go pytania? Czy ta wiedza nie doprowadzi go do obłędu i rezygnacji?



Przygody Eragona i jego Smoczycy tak mnie pochłonęły, że zapomniałam o całym świecie. Nie jadłam całą sobotę, odłożyłam sprzątanie, ba... nawet schowałam do szuflady papiery, które muszę na jutro przygotować... Zrobiłam duży dzbanek kawy, ustawiłam ogrzewanie na maximum, wskoczyłam pod koc, włączyłam cicho muzykę (tym razem Lorena Mckennit) i przeniosłam się do Alagaesii. Wraz z Eragonem przedzierałam się przez Góry Beorskie do Vardenów, by potem szukać tajemniczego Du Weldenvarden...  Przez ponad 600 stron miałam nadzieję, że prawda, którą czułam w każdym zakątku mojego umysłu, okaże się inna. Walczyłam, żeby zmienić przeznaczenie zapisane w prastarej mowie...  Czytałam i czytałam, mijały godziny... słońce zaszło za Carvahall, zmęczona (o 2.00 nad ranem) poddałam się sennemu znużeniu. Ciekawość nie pozwalała mi jednak zmrużyć oka, po godzinie walki ze snem, zapaliłam nocną lampkę i czytałam dalej... aż świt rozbłysnął nad Imperium. Słuchałam starych podań i legend, uczyłam się magii wraz z Elfami i ćwiczyłam swoją cierpliwość obserwując życie mrówek.... Najbardziej zaciekawiły mnie same elfy, ich zwyczaje i prawa... Wiedzieliście np. że elfy nie jedzą mięsa?


"Czemu elfy nie jedzą mięsa? A czemu mielibyśmy? (...) Wszystko, czego potrzebujemy możemy wyśpiewać z roślin, łącznie z jedzeniem. Byłoby barbarzyństwem skazywać zwierzęta na cierpienia tylko po to, by zyskać kolejne danie na stole".


Proste, prawdziwe i do bólu szczere tak, jak cała filozofia tej rasy.  Pradawne, surowe i bezkompromisowe prawa zachwyciły mnie do tego stopnia, że poczułam bezgraniczny podziw i szacunek dla tych, którzy ich przestrzegają i uczą o nich przyszłe pokolenia. Miłość, wzajemny szacunek, brak zdolności do kłamstw, prostota i unikanie sporów. To nie tylko szacunek dla wszystkiego, co żyje, ale również pragnienie poznania siebie i przekraczanie swoich granic i narzuconych przez współczesny świat barier. W rzeczywistości kreowanej przez ludzi, liczą się władza, pochodzenie, wiedza i nieustanny wyścig szczurów. W krainie elfów czas nie istnieje, a spokój można osiągnąć nie przez gromadzenie dóbr, ale poprzez wyciszenie i radość czerpaną z życia...


"Mimo, że to trudne, musisz nauczyć się zapominać  kłopotach i skupiać całkowicie na aktualnym zadaniu. Znajdź spokój wewnątrz siebie i pozwól, by promieniowały z niego wszystkie twoje czyny"

"W żaden sposób nie możesz wpłynąć na swój stan, a rozmyślania tylko pogorszą sprawę. Żyj chwilą obecną i nie lękaj się przyszłości, ta bowiem jeszcze nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć. Jest tylko teraz".


Litery układały się w słowa, a te zamieniały się w zdania, które w mojej głowie tworzyły zaskakujące myśli... Nie odważyłam się wypowiedzieć ich na głos, bo w pradawnej mowie nie mogłabym kłamać, a chyba nie byłam jeszcze gotowa na prawdę o sobie... Czytałam zatem dalej, mogąc z poczuciem ulgi zrzucić winę na autora powieści...  Ale kres złudnego czasu pokoju unosił się w powietrzu echem złowieszczych przepowiedni, nawet poza Alagaesią, strach stawał się wszechogarniający... Co stanie się z Elfami, krasnoludami, czy urgale zwyciężą, i kim jest ów "Najstarszy"? Gdy dziś około południa nastał czas walki o wolność, walki do której stanęły wszystkie rasy i ludy zapomnianych krain, wiedziałam już, że nie wypuszczę książki z ręki, nim nie zamknę ostatniej strony... Jeździec i jego Smok stanęli do bitwy... nie tylko z wrogiem, ale i z samymi sobą, swoją przeszłością, z prawdą, która boli bardziej niż zadane przez nieprzyjaciela rany... Ale to my kształtujemy swoje życie i swoją teraźniejszość, żadne wydarzenia nie są w tanie zdeterminować naszego losu... O wielkości człowieka świadczą jego czyny, a nie pochodzenie... 



Zamykając opowieść o Eragonie w duszy nuciłam piosenkę Nightwish... Ona chyba najbardziej przypomina mi o bohaterskich czynach legendarnych ludów... 







  The sun is sleeping quietly
Once upon a century
Wistful oceans calm and red
Ardent caresses laid to rest

 
For my dreams I hold my life
For wishes I behold my nights
A truth at the end of time
Losing faith makes a crime 



Już nie mogę się doczekać kolejnych legend. Jutro zatem, zaraz po lekcjach, wyruszam do księgarni po kolejny tom przygód Eragona i Saphiry...


Anna M.
eioba

21 stycznia 2014

"Eragon" Christopher Paolini






Kolejna książka z cyklu "polecona prze moich uczniów". Film widziałam jakiś czas temu i po przeczytaniu powieści uważam, że to był ogromny błąd. I w tym miejscu ukłony dla moich podopiecznych. Na którymś ze spotkań naszego koła czytelniczego rozmawialiśmy o adaptacjach filmowych i wtedy zaskoczyli mnie stwierdzeniem, że nie oglądają filmów na podstawie książek, bo to kaleczy lekturę. Wolą wyobrażać sobie miejsca i postacie zamiast karmić się hollywoodzkim kiczem. No i przyznaję, że coś w tym jest. Nawet taki belfer, jak ja, może się od dzieciaków wiele nauczyć, bo do tej pory zazwyczaj najpierw oglądałam film, a potem sięgałam po książkę... Po przeczytaniu "Eragona" uroczyście oświadczam, że zmieniam przyzwyczajenie i czas zapisać nowy kod podświadomości (jak mawia Beata Pawlikowska). Mam wyobraźnię, więc pora zacząć jej używać. Film może być jedynie deserem, ale miejsca i postacie żyją w mojej głowie i tylko ja decyduję o ich wyglądzie, cechach i znaczeniu. Nic nie powinno mnie ograniczać, tym bardziej  reżyser i kasowi aktorzy. A już doszczętnie mnie zaskoczyła wypowiedź jednego z uczniów: "nie lubię nawet kupować książek, których okładka pochodzi z filmu, szukam takich, gdzie jest normalna". Szacun!




las-elfa.bloog.pl


"Nie pozwólcie, by ktokolwiek zawładnął waszym ciałem bądź umysłem. Dołóżcie wszelkich starań, aby wasze myśli pozostały swobodne. Nawet wolny człowiek może być bardziej skrepowany niż niewolnik. Służcie ludziom w potrzebie uchem, lecz nie sercem. Okazujcie szacunek tym u władzy, lecz nie podążajcie za nimi ślepo. Osądzajcie, kierując się logiką i rozumem, lecz nie komentujcie głośno. Nie uważajcie nikogo za lepszego od siebie, bez względu na to, kim jest w życiu. Traktujcie wszystkich uczciwie, by nie narazić się na zemstę. Rozważnie wydawajcie pieniądze. A co do miłości... moja jedyna rada brzmi: bądźcie uczciwi. To najpotężniejsze narzędzie otwierające serca i zyskujące przebaczenie, To wszystko, co mam wam do powiedzenia"



Dni spędzone z "Eragonem" minęły bardzo szybko. Nie trudno zgadnąć, że akurat kończy się semestr i w szkole mamy małe zamieszanie. Już zlokalizowanie 14 dzienników graniczyło z cudem, a co dopiero wystawienie ocen. Dodatkowo w czwartek gramy przedstawienie "Calineczka" z naszą zwariowaną trupą teatralną. Moje dzieciaki chorują, tak więc zapewne ja będę również grała... Mam nadzieję, że kwiatka, choć wczoraj na próbie byłam i kwiatkiem i elfem i ... motylem... (doprawię sobie skrzydełka i w razie czego zaśpiewam "motylem jestem...aaaa"). W całym tym zgiełku odkryłam jedną rzecz - książki stanowią dla mnie ucieczkę przed problemami i odstresują skuteczniej niż czekolada. Niestety są droższe, ale cóż... przynajmniej tyłek od nich nie rośnie. Wracając do "Eragona" - wstawałam codziennie o 4.00 (alb do 4.00 czytałam) i na godzinę przenosiłam się do świata wyobraźni. Całą sobą chłonęłam słowa, historie i obrazy... Potem jadłam śniadanie i wychodziłam na basen... I tu też przenosiłam się do świata wyobraźni próbując uwierzyć, że kiedyś schudnę... Niestety o 8.00 zaczynałam pracę... i moje dzieciaki również zmuszały mnie do przebywania w krainie fantazji, ale tym razem z nadzieją, że coś zapamiętają z moich lekcji... Po powrocie do domu wyjmowałam z plecaka książkę i ... czytałam dalej... Gdy z przerażeniem stwierdziłam, że zostało mi już tylko 50 stron, nie myśląc wiele, wsiadłam do autobusu, zlokalizowałam w Empiku półkę w dziale fantastyka (nie wiem dlaczego akurat w tym dziale) i z wielką ulgą "dopadłam" kolejny tom opowieści o Eragonie... Teraz spokojnie mogę iść do szkoły i robić kolejne próby mojego przedstawienia, wiem bowiem, że po powrocie czeka na mnie Saphira i Smoczy Jeździec...



Fragment rozmowy Eragona z Saphirą:

eragon-smoki.blog.onet.pl
"* Garrow odszedł na zawsze. Z czasem nie też to czeka. Miłość, rodzina, niezwykłe czyny - wszystko znika, pozostawiając pustkę. Jaką wartość ma to, co robimy?
* Samo działanie jest wartością. Twoja wartość znika, gdy rezygnujesz z chęci do zmian i doświadczania życia. Masz jednak wybór, dokonaj go i poświecić się. czyny te dadzą ci nowa nadzieję i poczucie celu.
* Ale co mam zrobić?
* Jedynym prawdziwym przewodnikiem jest serce. Nie pomoże ci nic prócz przemożnego pragnienia..."






Zakochałam się w książce i świecie elfów, krasnoludów i smoków. I tak szybko się z niego nie wydostanę... Świat ludzi wydaje się przy tym tylko niewyraźnym odbiciem pradawnej chwały... Ale od czego są książki i wyobraźnia!



Czytałam rożne opinie o książce... A to, że powiela schematy, że Autor kopiuje znane motywy, że wydał książkę, bo rodzice prowadzą wydawnictwo... Gdzieś indziej napisali że język powieści jest na niskim poziomie. Powiem tylko tyle, uczę w szkole, czytam prace dzieci, proszę zatem dać swojemu dziecku kartkę, pióro i kazać napisać pracę na jakiś temat. A potem przeczytać i porównać z książką Christophera Paolini.  Chciałabym, żeby w każdej klasie znalazła się choćby jedna osoba z taką wyobraźnią, wiedzą i zasobem słownictwa... Czy już Twoje dziecko coś napisało odważny krytyku? Pozostawię to więc bez komentarza...


Anna M.




18 stycznia 2014

"Baśniobór I" Brandon Mull



Leniwa sobota... Miałam dziś iść na siłownie, ale... przeziębiłam się trochę i ... niestety: gorąca herbata, kocyk, książka, ukochana polopirynka... Telewizor zamknęłam w szafie, bo ostatnio zbyt wiele przed nim tracę czasu. Za oknem mgła, zimno i wilgotno. Przygotowałam kanapki z ulubionym serem (uwielbiam "francuskie śmierdziele") i usiadłam przed regałem z książkami. W ostatnich tygodniach miałam mało czasu na czytanie, a wieczorami byłam tak zmęczona i śpiąca, że książka wypadała mi z rąk. Ale moi uczniowie mobilizują mnie w wielu sprawach. A tak na marginesie, to dzięki 6c i ich poczuciu humoru przetrwałam wystawianie ocen semestralnych w 14 klasach :) Ale wróćmy do regału z książkami. Mam kilka nowych nabytków i już czekają na dzisiejszy wieczór. Wyśle tylko w świat ten post i ... noc planuję spędzić nad... historią Malali. I tak, siedziałam przed regałem, ale tuż przy łóżku leżała wyjątkowa książka. Jakiś niesłyszalny głos zachęcał mnie, abym otworzyła ją i zaczęła czytać. Co prawda przeczytałam w tygodniu jakieś 30-40 stron, ale wydawało mi się, że mam tyle innych książek, na które tak długo czekałam...  



Jak to się stało, że zaczęłam  czytać tego typu powieść? Moi uczniowie, tym razem z 6b, przekonywali mnie do przeczytania "Baśnioboru" Brandona Mulla. Pożyczyli mi nawet swój egzemplarz i co kilka dni pytali, jak mi się podoba. Zrobiliśmy też listę książek, które powinnam przeczytać, aby zrozumieć ich świat.



Posłuchałam więc szeptu dobiegającego z wnętrza książki i wzięłam ją do ręki. Usiadłam w fotelu, przykryłam się kocem i ... zostałam na kilka godzin zaczarowana... Skończyłam czytać grubo po północy. Moi uczniowie kolejny raz mieli rację, pokochałam świat wróżek, potworów i niebezpiecznych tajemnic. Potrzebna mi była ta podróż do świata wyobraźni, zbyt długo nie otwierałam drzwi do niego prowadzących. Od czasu do czasu trzeba wejść na ścieżkę wiodącą do magicznego ogrodu pełnego wróżek, troli i skrzatów. Tym razem jednak ten świat nie jest miejscem bardzo złowrogim, domem wszelkich niebezpiecznych istot. W codziennym życiu nie dostrzegamy ich istnienia, ale w ogrodzie, w Baśnioborze, w gęstwinie drzew, krzewów, w plątaninie zarośli czai się to, czego najbardziej się obawiamy - zło. Nie zawsze jest szpetne i odrzucające, częściej jest piękne, jak wróżki, pociągające i podstępne niczym najady. Potrafi zwieść, zniewolić i omamić. Dlaczego więc podobne do Baśnioboru "rezerwaty" nadal istnieją? Bo każda istota ma prawo do życia, każda jest wolna, a przymierze sprzed wieków chroni opiekunów ogrodu. Jeśli człowiek nie przekracza granicy, nie schodzi ze ściezki i nie zajmuje się magią, jest bezpieczny, a nieproszone stworzenia nie mają prawa wstępu do jego świata... Tak stanowią pradawne reguły.



Co jednak się stanie, gdy w domu zagoszczą dzieci? Czy uda się utrzymać istnienie Baśnioboru w tajemnicy? Jakie niebezpieczeństwo im zagraża? I czy aby na pewno dziadkowie nie chcą, żeby dzieci  poznały prawdy o niewidzialnych istotach? A może to część jakiegoś planu? Jak potoczą  się losy Kendry i Setha? Czy są zdolni do przestrzegania zasad, czy może jednak otworzą okno...








Wczorajszy wieczór spędziłam zatem w towarzystwie przemądrzałych i zazdrosnych wróżek, zapatrzonych w siebie najad i figlarnych satyrów. Nie przestraszyłam się diablików, a wiedźma Muriel nie zdołała rzucić na mnie złowrogiego zaklęcia. Przepiękny świat, tajemniczy las, Zaginiona Kaplica, okrutny demon Bahumat i osnuta tysiącem legend i podań Królowa Wróżek...  Skończyłam czytać w nocy, sama w pustym mieszkaniu i choć nie boję się prawie niczego (prawie, bo wyjątek stanowią jedynie pająki), nie podchodziłam do okna, aby nie kusić złych chochlików. Noc bowiem, podobnie jak ciemności, kryje wiele nieznanych nam istot... Kto wie, gdzie znajduje się tajemniczy "Baśniobór"....



Zgasiłam światło i ...poszłam spać...bez zadawania zbędnych pytań. Jak mawiają strażnicy owych ogrodów - czasem właśnie niewiedza chroni nas bardziej, niż jakiekolwiek zaklęcia... A przecież każdy wie, że wróżki istnieją... Jeśli nie wierzycie moim słowom, zapytajcie każdego dziecka, a poznacie prawdę...



Specjalne podziękowania dla moich uczniów... Kochani... chętnie przeczytam jeszcze jakąś książkę... z Waszego "świata"...


Anna M.


16 stycznia 2014

"Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie" Michele Primi





Nie mogę się uwolnić od... muzyki... Towarzyszy mi zawsze i wszędzie. Gdy słucham ulubionej piosenki, mam w pamięci wszystkie chwile, w których niosła mnie ona przez życie. Pierwsze sekundy, pierwsze nuty, pierwsze słowa i już czuje, że żyję! Zakładam słuchawki i....  Piosenka na... smutek, na frustracje, na strach. Inna melodia pomaga na zdenerwowanie, czy zmęczenie. Gdy jestem wściekła słucham metalu, gdy potrzebuję energii do pracy włączam rocka. Smutek? Nic tak nie pomaga, jak metal symfoniczny... A co na 200% poprawi mi humor? Oczywiście Bon Jovi z lat 90-tych... Najlepiej mi się myśli słuchając Doorsów, a gdy nie mogę zasnąć włączam Nick'a Drake'a. Mogłabym tak wyliczać i wyliczać, ale to zbyt intymne... I pomyśleć, że nie potrafię nic zaśpiewać, a tym bardziej zagrać. Nie umiem i tyle, zresztą pani od muzyki w podstawówce po moim wykonaniu Hymnu Narodowego powiedziała: "Matysiak, jeśli chcesz okazać patriotyzm - nigdy publicznie nie wykonuj sama hymnu". Błędu Edyty Górniak udało mi się uniknąć, ale nadal cierpię, gdy muszę nauczyć moje dzieciaki w szkole nowej piosenki.  Trudno, jestem dzielna i śpiewam... 



Muzyka to coś więcej niż nuty - to energia, marzenia, emocje i myśli.  To wreszcie styl życia jej twórców.





Wypatrzyłam w księgarni książkę Michele Primi pt. "Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie" i nie mogłam się powstrzymać! To rodzaj albumu, przewodnika po burzliwych życiorysach gwiazd rock and rolla. 63 historie, tragedie, marzenia i pasje. Jeden wspólny mianownik - destrukcja, śmierć, zniszczenie. Zdjęcia gwiazd, które tylko na chwile zagościły na ziemi, by do dziś jaśnieć na nieboskłonie.  Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison, John Lennon, Bob Marley, Michael Jackson, Amy Winehouse i wielu innych... 



Książka Michele Primi to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników dobrej muzyki. Dlaczego? No cóż..., jak zrozumieć muzykę Doorsów, gdy nie poznamy Jimiego? O czym śpiewał Kurt Cobain i dlaczego u szczytu sławy napisał, że jest już zmęczony, że nie ma już w nim pasji... Można zrozumieć poezję Nicka Drake tylko wtedy, gdy wiemy, że był tak nieśmiały, iż nawet w studio nagrywał swoje utwory odwrócony twarzą do ściany... A jego muzyka? Czysta magia... To tylko kilka przykładów, świat rock and rolla jest  pasjonujący.



Ale jest coś niepokojącego w tych nutach..., coś destrukcyjnego i  tajemniczego... Muzyka pochłonęła swoich twórców, życie okazało się zbyt trudne, a rzeczywistość przerosła pasje. Żyli za krótko, zbyt mocno odczuwali świat, zbyt daleko zawędrowali.... Odeszli... No właśnie, czy rzeczywiście zostawili nas samych? Zawsze będą żyli, śpiewali, fascynowali i inspirowali coraz to nowe pokolenia. Nie mogę się tylko pogodzić z tym, że to, co ich kształtowało, powoli ich też zabijało, niszczyło i okazało się śmiertelną pułapką... A jednak... muzyka pozostała... i paradoksalnie nadal jest światłem...



Taką Whitney pokochałam...





Hmmm, bez komentarza... Jim - moja wielka słabość...




Słowa, które mnie inspirują....







Jedna z piosenek, które słucham, gdy jest mi źle...






A teraz uciekam... Włączyłam właśnie Janis Joplin i ... zaparzyłam kawę. Czeka teraz na mnie "Baśniobór"...


Anna M.

eioba

6 stycznia 2014

POWRÓT DO KORZENI....



Długi weekend  :) kawa :) książka:) 


Ciasteczkowy Potwór na odwyku ma dziś prawie metafizyczne przemyślenia. Widocznie poziom cukru w krwi sięgnął pozycji minusowych, zwłaszcza, że wczoraj Potwór był na imprezie, gdzie na stole uginało się od ukochanych przez niego ciasteczek. Ciasteczkowi Dilerzy prześcigali się w dostarczaniu towaru, ale Potwór dał rade :) Kolejne zwycięstwo na drodze powrotu do biegania ...




A co do przemyśleń książkowych....



Kilka dni temu czytałam na blogu "Miasto książek" ciekawy post o blogerach książkowych. Mnie również intryguje temat ilości książek czytanych przez niektórych z nich. Sama siebie nie nazwałabym blogerem książkowych, ale czuję, że w jakiś sposób mnie też dotyczy pytanie: czytać mniej czy więcej? I odrazu przyznam się, że na początku zabawy z blogiem, miałam pokusę, żeby czytać więcej, dużo, mnóstwo i publikować recenzje. Wydawało mi się, że tylko wtedy ludzie będą mnie czytali... Goniłam za tytułami i publikowałam swoje posty wszędzie, gdzie tylko się dało... Ale z biegiem czasu, zaczęłam się zastanawiać, co jest najważniejsze w mojej pasji i dlaczego właściwie czytam książki? Czy dlatego, żeby się pochwalić, że "zaliczyłam" sztandarowe pozycje literackie? A może, żeby podbudować własne ego, częściowo zniszczone przez czasy licealne? Usiadłam na dywanie i zapytałam siebie, dlaczego masz takie a nie inne książki na regale, i które kochasz najbardziej? Czy są książki, które od długiego czasu czekają, aż je zauważysz, czy są też takie, które, gdy bierzesz do ręki, to przebiega cię dreszcz? Odpowiedź była zadziwiająco szybka i prosta: SĄ! Kolejne zatem pytanie brzmiało: dlaczego ich nie czytasz, tylko gonisz za pozycjami, które zdaniem innych  trzeba koniecznie w swoim życiu przeczytać? I tu długo z sobą rozmawiałam i słuchałam moich książek...



Przez ostatnie miesiące, od czasu do czasu, pojawiały się moje ulubione tytuły, ale było ich zdecydowanie za mało, albo czytałam je za szybko... Ale też podczas tych paru miesięcy, kiedy to prowadzę bloga, zauważyłam, że coraz częściej skłaniam się do uwielbianej przeze mnie jeszcze na studiach literatury faktu i do biografii. Cieszę się, bo po wielu latach czytania różnych błahostek, wróciłam na ścieżkę, która prowadziła mnie przez życie i z której czerpałam wiele inspiracji do bycia sobą...








W tym roku złożyłam sobie obietnicę, że będę czytała tylko to, co uznam za słuszne, bo nie warto poświęcać czasu i energii na książki, które nic nie wniosą do mojego życia. Coraz częściej też skłaniam się do wybierania tytułów, których potrzebuję, żeby żyć, a moje "recenzje" coraz częściej odbiegają od norny i stają się raczej podróżą z książką wgłąb siebie, niż opisem książki i jej poleceniem innym. Z tego względu nie nazywam siebie blogerką książkową. Ostatnio nawet zrezygnowałam z oceniania książki i  dodawania o niej notki. Gdy patrzę na książki w księgarni, szukam tej jednej, która na ten moment jest mi potrzebna, i która sprawi, że pójdę dalej. Kiedy czytam, zatracam się w niej cała... Podobne uczucie daje mi tylko słuchanie muzyki, bieganie  i... do niedawna jedzenie czekoladek (obecnie na odwyku)...



Postanowiłam też czytać zdecydowanie wolniej, bo często zaznaczam ulubione fragmenty, przepisuję je, piszę własne refleksje... Tak, tak - moje książki są prawie zawsze popisane ołówkiem na marginesach, zwyczajnie - one żyją własnym życiem ... i są moimi przewodnikami i drogowskazami... Bardzo często się zdarza, że nawet po ich przeczytaniu, nie dają mi spokoju, więc wracam do nich, czytam ponownie, kreślę, piszę... To nie koniec przygody, ponieważ zawsze szukam informacji o autorze, czytam na jego temat dostępną literaturę, zaprzyjaźniam się z jego filozofią życia, próbuję zrozumieć i zaadaptować ważne dla mnie refleksje...  








Czy to normalne? Nie wiem....

Lubię takie książki i tyle.... a każda z nich żyje we mnie i działa....



Anna M.


3 stycznia 2014

"Nikt nie wyjdzie stąd żywy. Historia Jima Morrisona" Sugerman Danny, Hopkins Jerry







 
"Here are things known, and there are things unknown, and in between are the doors"




To jeden z moich ulubionych cytatów. Jim Morrisom zaczerpnął go od William'a Blake'a. Jak mawiała przy różnych okazjach moja polonistka: "Anno, co poeta miał na myśli?". Wtedy zazwyczaj odpowiadałam: "Nie wiem, nigdy z nim nie rozmawiałam i nie pytałam..." Oczywiście poza tróją z odpowiedzi, uczyłam się wtedy rozumieć poezję i pytać o swoje uczucia. Zatem, co dla mnie znaczą te słowa? Do jakich przemyśleń mnie skłania? Otóż daje mi możliwość rozwoju i bycia tym, kim chcę, jeśli znajdę w sobie odwagę i otworzę odpowiednie drzwi, bądź zamknę za sobą inne...


 



"You know the day destroys the night
Night divides the day
Tried to run
Tried to hide
Break on through to the other side 


(...)

 Made the scene
Week to week
Day to day
Hour to hour
The gate is straight
Deep and wide
Break on through to the other side"






 
Z muzyką The Doors pierwszy raz zetknęłam się na studiach. Mój najlepszy kumpel uwielbiał Jima Morrisona, więc często miałam okazję słuchać Doorsów. Zakochałam się w muzyce (w kumplu niestety też), ale ponieważ zawsze byłam do bólu racjonalna (jak to umysł ścisły) czytałam też teksty, żeby przypadkiem nie słuchać czegoś, z czym się nie zgadzam (pierwsza zasada osoby wierzącej w Boga i słuchającej rocka i metalu - zawsze tłumacz tekst, bo choćby nie wiem, jak podobała się piosenka, słowa są o niebo ważniejsze!). Z tego też powodu są też takie piosenki moich ukochanych zespołów, w tym i Doorsów, których nigdy nie zaakceptuję... Ale nie o tym chcę pisać.






 
Kim był Jim Morrison? Ile osób o to zapytamy, tyle uzyskamy odpowiedzi... Do dziś jest zagadką, a jego śmierć nigdy nie została do końca wyjaśniona. Nawet to, co o sobie mówił udzielając wywiadów, często było iluzją i jego fantazją. Jerry Hopkins i Danny Sugerman w swojej książce "Nikt nie wyjdzie stąd żywy. Historia Jima Morrisona" starają się przedstawić życie jednego z największych wizjonerów muzyki, poety wyklętego, outsidera i bluźniercy. Książkę zaczęłam czytać już w grudniu (8 grudnia minęło 70 lat od urodzin Jima) jednak liczne obowiązki w pracy nie pozwoliły mi się odpowiednio wyciszyć... Czytałam też ebooka i wszędzie szukałam wydania papierowego, zwyczajnie lubię pisać ołówkiem po książce, a podczas lektury miałam coraz więcej przemyśleń... Wreszcie się udało! Sięgnęłam po ten tytuł, bo chciałam  zrozumieć, co takiego jest w ludzkiej psychice, że odrzucony przez ludzkość geniusz może niszczyć wszystko dookoła, idąc ścieżką  destrukcji, a jednocześnie pociągnąć za sobą tłumy i na stałe wejść do panteonu gwiazd muzyki. Chyba nie można do końca rozgryźć i  zrozumieć Jima... A jednak nieustannie fascynuje, nie pozwala o sobie zapomnieć, zmusza do pytań i szukania odpowiedzi...





Czytając książkę o Jimie Morrisonie, słuchałam na okrągło płyt Doorsów i oglądałam stare nagrania z koncertów. Jego głos ma w sobie złowrogi magnetyzm, zawsze o tym wiedziałam, i tym razem chodziłam ciągle ze słuchawkami na uszach, czytałam jego wiersze. Dla mnie był chyba bardziej poetą niż muzykiem rockowym i chyba jemu samemu też w pewnym momencie przestało się podobać, że ludzie postrzegali go w kategoriach gwiazdy i interpretowali po swojemu. Nie chciał już być "maszyną do zarabiania pieniędzy", chciał, by świat zrozumiał jego słowa. Dlatego pisał, buntował się przeciw wszystkim i wszystkiemu, ale nie uniósł tego ciężaru, pił, brał narkotyki, odrzucał publiczność, prowokował, balansował na granicy, a potem z uśmiechem na twarzy ją przekraczał... 







Niezwykle inteligentny, wrażliwy i nieziemsko charyzmatyczny... - dziecko swoich czasów... Potrafił przerwać nagle śpiew i recytować wiersze, mówić o tym, co czuje i jak widzi świat....  Uwielbiany przez tłumy, ogłoszony bogiem przez prasę, by potem zostać przez tych samych ludzi odrzuconym...  Niestety alkohol i narkotyki wygrały... Destrukcja, o której ciągle mówił i pisał, zawładnęła jego życiem i w krótkim czasie mroczna strona jego osobowości doprowadziła go na skraj drogi... czy znalazł tam drzwi? Czy otworzył te odpowiednie? Cóż... Jim kiedyś powiedział:



"Drzwi! Jest znane. I jest nieznane. A to, co je dzieli, to DRZWI i nimi właśnie chcę być. Ja chcę być Drzwiami"



Dla mnie Jim Morrison już na zawsze zostanie poetą wyklętym, który wyprzedzał swoje czasy i patrzył na świat inaczej niż wszyscy inni. Zniszczyły go alkohol, narkotyki i własne demony... Wiele oddał i poświęcił, aby ktokolwiek go usłyszał i pokochał, ale nigdy nie dane mu było tej miłości doświadczyć..., nikt jego krzyku nie słyszał...





"Ulubieńcy bogów umierają młodo, lecz później żyją wiecznie w ich towarzystwie" 
 Fryderyk Nietzsche. 





Kilka lat temu, kiedy znudzona włóczyłam się po Paryżu, postanowiłam pojechać na cmentarz Père-Lachaise. Odnalazłam grób Jima Morrisona i długo przy nim siedziałam. Bliska mi była wtedy piosenka Doorsów  "People Are Strange"...





Anna M.


eioba

2 stycznia 2014

KOŁO TEATRALNE









Teatr :) Cóż, nie był to mój wybór... Zostałam poproszona o poprowadzenie koła teatralnego w szkole... Pierwsza reakcja - przerażenie... Ale okazuje się, że Pani Dyrektor zna mnie lepiej jako nauczyciela, niż ja sama siebie. Pokochałam teatr szkolny, a moi mali aktorzy inspirują mnie do nowych poszukiwań...



W każdym z nas mieszka małe dziecko i przyznaję się, że na próbach bawię się równie dobrze, jak moi uczniowie. A i jeszcze jedno... Z powodu choroby jednej z dziewczynek, w ostatnim przedstawieniu zagrałam... motyla L) I oczywiście pogubiłam się w scenariuszu... Cóż....



Moje inspiracje, czyli dlaczego zainteresowałam się teatrem...







"PIOTRUŚ  PAN"

























19.02.2013           "Przygody Piotrusia Pana" James Matthew Barrie
                           Pierwsza próba pisania scenariusza....


20.02.2013           "Piotruś Pan i Wendy" James Matthew Barrie 
                                   prace nad scenariuszem



21.06.2013            Przedstawienie "Piotruś Pan"
                                        Nibylandia ocalona...












"CALINECZKA"









                                                     Koniec semestru pełen emocji....







GALERIA ZDJĘĆ

"Piotruś Pan"







:)





"Johnny Depp. Sekretne życie" Nigel Goodall




Wszyscy znamy Johnny'ego Deppa z jego spektakularnych ról. Wystarczy wymienić: "Czekoladę", czy oczywiście "Piratów z Karaibów".  Zapewne też wiele kobiecych serc złamał... 


Wiele złego można o nim powiedzieć, sam o sobie nie wypowiada się najlepiej, mnóstwo błędów w młodości, kilka skandali w minionych latach, jedna bolesna i do dziś tajemnicza sprawa .... Jednak, gdy zajrzymy głębiej to dostrzeżemy kogoś inteligentnego i twórczego, wiernego sobie i swoim pasjom...


Ja lubię Depp'a za... nieszablonowość, filozofie życia, buntowniczą naturę i ... muzykę. Bo komercyjno-konsumpcyjne społeczeństwo mało interesuje się prawdą, a żyje tym, co napiszą na "Pudelku"... Johnny Depp wiele razy powtarzał, że aktorem jest przez przypadek, a na sercem na zawsze pozostanie muzykiem. I za to go cenię.






Bardzo lubię ten utwór Eddie'go, zresztą kocham film "Wszystko za życie", a książkę Jona Krakauera czytałam chyba milion razy. Kiedyś o niej napisze, jak zbiorę się na odwagę, bo wiele przemyśleń jest bardzo osobistych...





Wpadła mi ostatnio w ręce książka "Johnny Depp. Sekretne życie"  Nigela Goodalla. Zawsze lubiłam czytać biografie, więc zabrałam się do niej z entuzjazmem, a że miałam przed sobą dwie godziny w pociągu, z przyjemnością umiliłam sobie jazdę siedząc na podłodze koło WC - wiadomo podróż w Wigilię z PKP jest zarezerwowana tylko dla odważnych! Czekało mnie również świętowanie z ciotkami i kuzynkami w domu i powrót tym samym (miałam nadzieję, że jednak nie) pociągiem. Zatem włączyłam moją wysłużoną już MP3, ustawiłam na "Him" i przeniosłam się w świat Jehnny'ego Depp'a. Szybko okazało się, że nie mogłam się już z niego wyrwać. Po kilkudziesięciu stronach opisujących dzieciństwo i wczesną młodość, zaczyna się podróż przez filmy z udziałem aktora. Poznajemy Johnny'ego z innej strony, niż przeciętny widz siedzący w kinie i zachwycający się jego aktorstwem lub jakaś tam nastolatka wzdychająca na widok jego pięknych ... oczu... Autor stara się uchwycić prawdziwe oblicze zaszufladkowanego przez szare masy aktora. Oto, co z tego dla siebie zachowałam....






Postanowiłam równolegle z czytaniem książki, jeszcze raz zobaczyć wszystkie filmy z udziałem Deppa. Większość z nich już kilkakrotnie widziałam, więc zabawa była niesamowita. Wcześniej czytałam rozdział i oglądając film miałam w głowie wszystko, czego normalny widz nie wie, osobiste rozterki aktora, kulisy, kłótnie, romanse, nieporozumienia, ucieczki przez paparazzi, szukanie samotności... Kiedy na całym świecie dziewczyny wieszały plakaty z Depp'em, on walczył z ukutym przez bulwarową prasę wizerunkiem przystojniaka, snuł plany na przyszłość, czytał Dostojewskiego, oglądał stare filmy i grał na gitarze...



Johnny Depp na scenie wspólnie z Aerosmith





___________________________________________________

Ok. Wybrałam kilka filmów z Depp'em, które są dla mnie ważne, z wielu powodów.




 "Co gryzie Gilberta Grape'a"





Znalazłam kilka wypowiedzi Johnny'ego na temat tej postaci:



"Nie sądzę, że się ograniczam,ponieważ robię coś, co uważam za prawdziwe. Widzę w tych postaciach więcej normalności niż w tym, co uchodzi za normalność. Wydaje mi się, że przez moje aktorstwo wciąż przewija się pewien stały temat - ludzi, których tak zwana normalna część społeczeństwa postrzega jako cudaków. Ciągnie mnie do tych ekscentrycznych ról chyba dlatego, że i moje życie jest trochę nienormalne". 






"Ze względu na okoliczności Gilbert musi zrezygnować ze swych marzeń. Ma w sobie wrogość, której nie może wyrazić z powodu swych obowiązków i odpowiedzialności za rodzinę. Aby móc sobie radzić ze sobą każdego dnia, musiał się w pewien sposób znieczulić, uodpornić na otaczającą go rzeczywistość"





 
"Gilbert mógłby się wydawać całkiem normalnym facetem, ale ciekawiło mnie, co się w nim dzieje pod powierzchnią, cała ta kipiąca w nim wrogość i gniew, które jest w stanie uzewnętrznić w filmie tylko kilka razy. Rozumiem to poczucie ugrzęźnięcia, czy to w kategoriach geograficznych, czy emocjonalnych. Rozumiem wściekłość wywołaną pragnieniem ucieczki od wszystkiego i od wszystkich, by rozpocząć nowe życie".




"Gibert jakby w pewnym momencie pozwolił sobie umrzeć w środku, jakby się powoli zabijał czy zamęczał dla rodziny, stając się w niej zastępczym ojcem (...). Tego rodzaju lojalność może wyrosnąć z czystej miłości, ale może się też obrócić przeciwko tobie, gdy miłość i oddanie zamieniają się w niechęć, poczucie winy i utraty samego siebie, co jest najgorszą rzeczą, jaka się może człowiekowi przytrafić - bo wtedy nienawidzisz innych za to, co zrobiłeś sam sobie"







Na drugim miejscu znajduje się Finding Neverland, czyli  "Marzyciel" z 2004 roku.


Książkę "Piotruś Pan" czytałam wielokrotnie, napisałam nawet na jej podstawie scenariusz przedstawienia, które moje małe urwisy zagrały w zeszłym roku szkolnym...  I uczciwie przyznaję, że pomysł wpadł mi po kolejnym obejrzeniu "Marzyciela". To przepiękna opowieść o miłości, samotności i marzeniach. Zbyt wcześnie dorastamy i nie potrafimy już patrzeć na świat oczami dziecka. Ja ciągle się uczę....










Miejsce III

"Człowiek, który płakał"






Na temat tego filmu nic nie napiszę, trzeba go zwyczajnie zobaczyć. Należy on do najmniej znanych obrazów z udziałem Depp'a, ale dla mnie ważny ze względu na tematykę Holokaustu, którą podejmuje...





"Arizona Dream"


Koniecznie trzeba zobaczyć ten film! Film Kusturicy z muzyką Bregovic'a jast tak samo zakręcony i wielopoziomowy, jak rzeczywistość, która nas otacza. To nic nie jest oczywiste i proste, realizm miesza się z marzeniami, a relacje między głównymi bohaterami mogą być rozpatrywane z wielu stron i widzowi nigdy się nie znudzi szukanie sensu życia... Film dla odważnych..., którzy nie boją się myśleć... i szukać własnej drogi...











"Piraci z Karaibów"



No i poza wszelkimi rankingami są "Piraci z Karaibów". Wiem, wiem, komercja... ale zwyczajnie lubię Depp'a w tej roli. Nic dodać, nic ująć....









_________________________________________________________


Tak sobie czytałam i czytałam książkę o Johnny'm i wiecie co? Od zawsze wiedziałam, że nie da się go opisać w żaden sposób.  Mnie ujął szczerością gry aktorskiej, rozbrajającym, na przekór wszystkiemu i wszystkim, podejściem do życia, odwagą, by stawić czoła demonom przeszłości i wyjść z uzależnień, ale i zamiłowaniem do muzyki i książek. Wiedzieliście, że potrafi spędzić tydzień w bibliotece, albo, że za jego sprawą wydano kilka książek? Prowadził też audycje dokumentalną w radiu BBC na temat wpływu James Deana jako idola na całą generację muzyków rockowych... Wśród wielbicieli Deana znajdowali się bowiem m.in. Presley, Bob Dylan i John Lennon... W audycji gościli:  Morrissey, Paul McCartney, David Bailey i Dennis Hopper... 



Jak tu nie kochać Depp'a, skoro wymyślając postać kapitana Jacka wzorował się na osobie Keitha Richardsa, a wcielając się w J.M.Barriego w filmie Marzyciel, szukał inspiracji u.. Ozzy'ego Osbourne'a. I co? Można, jak się kocha rocka i metal...! A to jest mi bardzo bliskie...



 A na koniec jeszcze jedne mały występ na scenie wspólnie z... Billy'm Gibbons'em  ;)









Musze przyznać, że czytając książkę i oglądając filmy spędziłam miłe dwa tygodnie.  Czasem się śmiałam, innym razem płakałam, zjadłam mnóstwo... jabłek (to z powodu diety) i wypiłam litry ... wody mineralnej (ten sam powód). Och, urodziłam się co najmniej dekadę za późno...


Anna M.


1 stycznia 2014

Roztrzygnięcie konkursu





Moi Drodzy, długo się zastanawiałam komu przyznać nagrodę w konkursie, w którym zadanie brzmiało: "Gdybyś miał/a napisać książkę, jaki byłby jej tytuł i o czym byś napisał?





Zdecydowałam, że książkę  "Telefony do przyjaciela" Anny Łaciny  otrzymuje.... dziewczyna, która co prawda się nie przedstawiła, ale ujęła mnie swoją dojrzałością i co tu dużo ukrywać, skradła moje serce pasją i zainteresowaniem tematyką II Wojny Światowej. Nazwę ją Marzycielką, bo taki ma mail.

GRATULUJĘ





 

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła małej niespodzianki. Zafascynował mnie też wpis MayaEchelon. Urzekłaś mnie swoim indywidualizmem i wrażliwością w patrzeniu na świat i życie. Dlatego postanowiłam nagrodzić Cię, nazwijmy to książką specjalną, czyli "Planetą dobrych myśli" Beaty Pawlikowskiej. Sądzę, że znajdziesz tam wiele inspiracji dla swoich opowiadań.








Dziękuję też Wszystkim, którzy brali udział w konkursie.
 Kochani, nie przestawajcie marzyć i w tym Nowym Roku realizujcie swoje plany... :)



Anna M.




Recent Posts