17 kwietnia 2014

Na zakręcie...




 
Kabaret Neo-Nówka ma rewelacyjny skecz pt. "Niebo". Otóż skacowany diabeł (Lucjan) dzwoni do nieba (do Bogu) z pretensjami, że ten przysłał Polaków. Kiedy Bogu pęka ze śmiechu usiłując zrozumieć potok słów Lucjana, ten zadaje kluczowe dla nas pytanie: "Bogu, co z nami będzie, kiedy spotkamy się na zakręcie?", na co da się słyszeć głos z nieba: "Nie martw się Lucjan, mignę ci światłami". Cóż - jestem na zakręcie, czekam na światło...






Kolejne książki, karta płatnicza, debet na koncie. Coraz szybciej, coraz więcej, nic nie pozostaje. W pędzie życia i wyścigu szczurów zgubiłam drogę. Przyłapałam się na tym, że coraz częściej czytam książki już nie dla przyjemności, ale żeby zamieścić ich recenzję na blogu. Coś jest nie tak, ale co? Może chodzi o presje? Może o licznik lektur? A może o zwykłe poszukiwanie siebie?



Zastanawiam się, w jakim kierunku pójść? Interesują mnie przede wszystkim reportaże, literatura faktu, biografie i wspomnienia. Moja ciekawość świata rośnie wraz z liczbą przeczytanych książek i co jakiś czas zmieniam uliczki  i alejki w księgarniach przemierzając coraz to nowe działy. Przyszło jednak zmęczenie i znużenie... Może to zwykłe przesilenie wiosenne,  może zły nastrój jest podyktowany nieuchronnie zbliżającymi się trzydziestymi trzecimi urodzinami, a może zwyczajnie potrzebuję zmiany i konkretnej drogi? Z tą myślą zaczynałam czytać kolejne książki, które od miesięcy zalegają półki. Szukałam tej jednej, która spowoduje, że krew w żyłach się zburzy,  a świat zniknie sprzed oczu. Ciągle czułam głód i ciągle nie wiedziałam, jak go zaspokoić. Znajomi doradzają, abym nadal pisała bloga, a jednocześnie nie mają czasu, żeby się spotkać i porozmawiać, no chyba,że czegoś potrzebują... Za mną kilka trudnych tygodni w pracy, no kilka przede mną... Czas płynie, a ja czuje, że coś zgubiłam i nie wiem co. Ta myśl mnie prześladuje...



Zmęczona wszystkim włączyłam kabaret... Wybór padł na Neo-Nówkę i skecz "Niebo". Słowa Lucjana "Co z nami będzie, kiedy spotkamy się na zakręcie?" wstrząsnęły mną. Otóż przypomniałby mi o pierwszej miłości mojego życia i zapewniam Was, wcale nie chodzi o Lucjana ;), a o Biblię! Brzmi pompatycznie i wzniośle, ale tak nie jest. Od kilku tygodni coraz częściej i bliżej "kręcę się" wokół Biblii. Podchodzę i biorę ją do ręki, kartkuję i odkładam bojąc się, że gdy się zagłębię, przepadnę na długi czas. Strony są gorące i parzą w dłonie... Odkładam kolejny raz, bo przecież są ważniejsze rzeczy do zrobienia, inne książki do przeczytanie, bo przecież czytelnicy mojego bloga nie chcą zapewne słuchać i czytać o moich fascynacjach religią... A jednak Biblia jest zawsze tuż obok mnie, w zasięgu ręki...  Przeczytałam kiedyś u Szymona Hołowni, że trzeba przebywać w dobrym towarzystwie, aby być dobrym, trzeba nasiąkać optymizmem, czynić dobro i być po jasnej stronie mocy: "Jeśli będziesz siedział wyłącznie wśród ludzi psioczących na wszystko i widzących wszędzie zagrożenia – żebyś nie wiem jak był silny, w końcu trafisz do psychiatry albo zrobisz sobie lub komuś krzywdę" (cały artykuł)Przyznaję, czuję się trochę, jakbym słuchała Mistrza Jody, ale cóż, jaki uczeń, taki mistrz...




Biblia była pierwszą książką, jaką przeczytałam, potem wiele razy wracałam do niej we wszystkich tych dobrych i tych trudnych momentach. Czytałam ją, zaznaczałam wybrane fragmenty, wpisywałam komentarze, zapisałam się nawet na kurs hebrajskiego i greckiego... Również z wykształcenia jestem biblistką... choć to zdecydowanie za poważnie brzmi...


Jaki to wszystko ma związek z moim blogiem i po co to wszystko piszę narażając się na kpinę i kolejne kliknięcia z oznacznika "lubię to" na "nie lubię"? Jestem zmęczona... Czas na powrót do korzeni... Nie chodzi przecież o to, by zrezygnować z prowadzenia bloga, albo, by sprzedać książki i zerwać kontakt ze znajomymi... Tak na marginesie - zlikwidowałam konto prywatne na Facebooku i czuję się z tym rewelacyjnie. Przynajmniej już nie śledzę mało wnoszących do mojego życia newsów od wątpliwych i już tylko wirtualnych znajomych, no i nie porównuję swojej "marnej" codzienności z prawdziwie "ciekawym" życiem innych... Ach i kilka dni temu wyrzuciłam telewizor. Dlaczego? Szkoda mi czasu i energii na zaprzątanie sobie głowy śmieciowymi informacjami, programami, czy filmami. Wracam do prostoty i ciszy, zwalniam tempo życia, żeby żyć na prawdę. A co z tą Biblią? Znów zaczęłam ją czytać - codziennie, systematycznie, rzetelnie i poważnie...  Nie robiłam tego od miesięcy... To skomplikowane, bo przez 8 godz. dziennie zawodowo zajmuję się Biblią i wszystkim, co z niej wynika, więc niby czytam... "Niby" robi wielką różnicę...  



- "Bogu, co z nami będzie, kiedy spotkamy się na zakręcie?"
- "Nie martw się Lucjan, mignę ci światłami"


No i mignął mi światłami po oczach. Trochę mnie oślepiło i teraz przyzwyczajam wzrok do owego światła. Gdy zmrużę oczy, daje się już coś odczytać, kartka po kartce, linijka po linijce. Znów serce mocniej bije, ręce drżą przewracając strony, nic poza tym nie istnieje i nie jest w stanie mnie odciągnąć od lektury... Ciekawa jestem, co dalej Bogu wymyśli...




Anna M.

P.S. Kochani, cierpliwości... Z pewnością wrócę niedługo do czytania reportaży i pisania bloga, bo to silniejsze, niż moje zmęczenie, potrzebuję tylko chwile odpoczynku... od wszystkiego...




13 kwietnia 2014

"Sezon maczet" Jean Hatzfeld






Kwiecień... za chwilę Święta Wielkanocne, a potem maj i trochę spokoju w szkole.... Wszystko budzi się do życia i mam nadzieję, że ciepło i słońce na dobre pozostaną z nami... Tylko moje lektury pozostają mroczne i pełne okrucieństwa. Coś każe mi patrzeć na świat bez różowych okularów, ktoś ciągle wyciąga mnie ze świata fikcji i pcha w stronę ludzkich tragedii... Nadal pozostaję w tematyce ludobójstwa w Rwandzie. Jakoś nie mogę się uwolnić od tego tematu. Nie mogę spać po nocach, śnią mi się koszmary i chyba muszę doprowadzić to do końca.  Kolejną książką, którą przeczytałam to "Sezon maczet" Jeana Hatzfelda. To druga cześć trylogii o Rwandzie tegoż autora. "Sezon maczet" czytałam z przerwami, odkładałam ją na kilka dni, by później wrócić do tej przerażającej lektury. W "Nagości życia" Jean Hatzfeld rozmawia z ocalałymi z okolic Naymaty. Teraz postanawia wrócić w to samo miejsce i spotkać się z oprawcami...





Notka o autorze (na stronach Wydawnictwa Czarne):




Jean Hatzfeld (ur. w 1949 roku) — reporter, korespondent wojenny, pisarz. Opisywał upadek komunizmu w Europie Środkowej, pracował jako korespondent wojenny z objętych kryzysem zbrojnym krajów Bliskiego Wschodu, na Haiti, w Kongu, Algierii i Burundi, trzy lata spędził w byłej Jugosławii, gdzie został ranny podczas ostrzału Sarajewa. Doświadczenia te zaowocowały dwiema książkami: L’air de la guerre (1994) oraz La guerre au bord du fleuve (1999). W 1994 roku wyruszył do Rwandy. Opublikował trzy książki poświęcone rwandyjskiej wojnie domowej: w 2000 roku Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy (uhonorowaną m.in. Nagrodą im. Pierre’a Mille’a i Francuską Nagrodą Kultury), w 2003 roku Sezon maczet, za którą otrzymał Nagrodę im. Josepha Kessela i Nagrodę Femina Essai, oraz Strategię antylop, wyróżnioną w 2007 roku Nagrodą Médicis, jedną z najbardziej prestiżowych francuskich nagród literackich. W Polsce książkę tę uhonorowano w 2010 roku Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego. Za książkę Ostatni wyścig Jean Hatzfeld otrzymał Nagrodę im. Tristana Bernarda przyznawaną twórcom piszącym o sporcie.









Jean Hatzfeld powrócił do Rwandy i, choć początkowo nawet nie chciał myśleć o rozmowach z Hutu, tym razem jego reporterska dociekliwość kazała mu dalej szukać odpowiedzi na pytania, których nikt nigdy nie ośmieli się zadać... W więzieniu w Rilimie autor odnalazł kilkoro ze sprawców rzezi z 1994 roku.  Opowieści, które owi "bohaterowie" książki snują są przerażające i bezlitośnie szczere. Nasi rozmówcy opowiadają o niedawnych wydarzeniach bez emocji, wstydu, czy skruchy. Często sami nie potrafią wyjaśnić, jak do tego doszło i dlaczego sięgnęli po maczety. Wstrząsające argumenty, że była to tylko zwykła praca, nic więcej, sprawiają, że zaczęłam się kolejny raz zastanawiać nad ludzką naturą i naszą skłonnością do okrucieństwa. Jak to jest, że jeden człowiek nagle przestaje widzieć w swoim sąsiedzie drugiego człowieka? Kolega, żona, dziecko przestają być dla niego ludźmi, a stają się "czymś". Jaki jest mechanizm sięgania po przemoc? Kiedy tracimy kręgosłup moralny i jak można zatrzymać zło? Wśród oprawców możemy znaleźć zwykłych rolników, nauczycieli, urzędników, czy gorliwych chrześcijan. Ale w kwietniu 1994 roku ci zwykli, uczciwi ludzie chwycili za maczety, jak zresztą codziennie. Od dziecka posługiwali się tym narzędziem w pracy na roli. Ale nie poszli ścinać bananowców czy karczować lasu, ale poszli zabijać... I tak, jak wcześniej, po "pracy" wracali do domów, do rodzin... Kolejny dzień i kolejna do wykonania "robota". Żaden z rozmówców nie próbuje się usprawiedliwiać, czasem tylko chce zrozumieć własne zachowanie, a czasem nie poznaje już siebie...



"Gdy chwytaliśmy Tutsi na bagnach, nie widzieliśmy już w nich ludzi. To znaczy ludzi podobnych do nas, którzy dzielą te same myśli i uczucia. To było dzikie polowanie, myśliwi byli dzicy, zwierzyna była dzika, umysły ogarniało zdziczenie. Staliśmy się nie tylko zbrodniarzami, staliśmy się jakimś drapieżnym gatunkiem w barbarzyńskim świecie. To prawda, w którą nie uwierzy ktoś, kto nie poczuł jej w mięśniach. Nasze codzienne życie było nierzeczywiste i krwawe; i to nam odpowiadało. Mogę zaproponować panu pewne wyjaśnienie; to było tak, jakbym pozwoli komuś innemu przybrać swój wygląd i skłonności serca, bez żadnych duchowych rozterek. ten zabójca był mną, gdy chodzi o przewiny i przelaną krew, lecz jego okrucieństwo jest mi obce. Przyznaję, że byłem wtedy posłuszny, przyznaję się do zabijania ofiar, przyznaję się do winy. Ale nie rozpoznaję złości tego, który na moich nogach uganiał się po bagnach, z moją maczeta w dłoni. Ta złość była jakby złością innego ja o ciężkim sercu. Najpoważniejsze zmiany w mojej osobie zaszły w jej niewidzialnych częściach, jak dusza czy uczucia. Dlatego ja sam nie rozpoznaję się w tym człowieku. Ale być może jeśli ktoś pozostaje na zewnątrz tych wydarzeń, jak pan, nie może pojąć tak dziwacznej myśli".




Do dziś nie milkną spory o odpowiedzialność za tamte "100 dni". Rządy państw wzajemnie się oskarżają o współudział czy przynajmniej milczenie. Są przemówienia, deklaracje, a nawet wiele znaczące gesty pojednania. Ale nadal nosimy ranę w sercach. Nadal nie wiemy, jak to się mogło stać, nadal milczymy, kiedy na naszych oczach w różnych rejonach świata dzieje się krzywda innemu człowiekowi.  W 2010 roku Jean Hatzfeld otrzymał za jedną ze swoich książek Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego. Powiedział wtedy (cytat za Gazetą Wyborczą):



 "Ci, którzy myślą, że Ruanda jest za daleko, mylą się. To też ich historia. Rodzi przemyślenia uniwersalne. I nie ma już wielkiego znaczenia, czy jest się Ruandyjczykiem, Żydem, Francuzem, Polakiem, Niemcem - mówi Jean Hatzfeld "Gazecie". - Wiele osób sądzi, że jeśli coś się dobrze opowie, to lepiej to zrozumiemy. A jeśli lepiej zrozumiemy, to tego nie powtórzymy. Ja tak nie uważam. Nie łudźmy się, by literatura mogła powstrzymać jakąś wojnę, tym bardziej ludobójstwo".




Cały czas łudzę się, że może jednak otworzą nam się oczy i powstrzymamy w sobie złość. Może uda nam się nie przekazać jej następnemu pokoleniu, a one kolejnemu? Ciągle wierzę, że możliwy jest pokój....



Anna M.
eioba

11 kwietnia 2014

Cheryl Strayed... zaginęła...


czyli "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie..." proszony jest o pilny kontakt....






Moi Kochani, niestety nasz projekt "PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ" chyba się zakończył. Od 5 lutego książka przebywa lub przebywała u Cathy. To bardzo długo, jak na nasze dotychczasowe "przystanki", ale nie będę wnikała i pisała, jakie były tłumaczenia....  Kilka dni temu, po moich licznych mailach, Cathy napisała, że jednak wysłała ją do kolejnej uczestniczki. Niestety Nicole nadal nie odpowiada na mojego maila,  nie zamieściła również baneru i posta... Zupełnie nie wiem, co się dzieje z "Dziką drogą" i gdzie teraz jest Cheryl?





Cóż... liczyłam się z tym, że zapał którejś kolejnej uczestniczki minie, ale mimo to, szkoda, że tak to się kończy...Może jeszcze się coś zmieni ... Mam nadzieję...



Create your own banner at mybannermaker.com!



Anna M.



6 kwietnia 2014

7 kwietnia / Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa w Rwandzie

/Day of Remembrance of the Victims of the Rwanda Genocide/

 

Mija dokładnie 20 lat od ludobójstwa w Rwandzie. Miałam 13 lat, ale wtedy nikt o tym nie słyszał... Dowiedziałam się dopiero na studiach, przy okazji rozmowy z mamą. Wspomniała coś na swoim kuzynie, który jest misjonarzem i całe lata spędził w Rwandzie. Zaciekawiłam się jego osoba, postanowiłam czegoś poszukać i wtedy natrafiłam na przerażające informacje i zdjęcia z 1994 roku. Byłam zdruzgotana, bo przecież "świat" obiecał, że po Holokauście już nigdy więcej nie dopuści do eksterminacji żadnego narodu. A tu proszę, w cywilizowanym świecie, w wieku postępu i zasad moralnych, na oczach ludzi giną niewinni. I świat się przyglądał, znów nie wierząc w to, co donosili naoczni świadkowie, świat się odwrócił, świat nic nie zrobił.... Rwanda pozostaje w moim sercu podobnie, jak wiele innych spraw... Nic wtedy nie zrobiłam...

 

Może wiecie, co się wtedy stało, a może nadal macie zamknięte oczy i uszy, może jesteście zbyt mali, by wiedzieć... Jest wiele książek i filmów poświęconych tym wydarzeniom... 


Rwanda. 6 kwietnia 1994 roku w zamachu ginie prezydent Rwandy, co staje się znakiem i sygnałem dla ludzi z plemienia Hutu do zaatakowania Tutsi. W ciągu 100 dni ginie od ścięcia maczetami ok. miliona osób. Samego tylko 10 kwietnia w kościele w Nyamacie (ok 35 km od stolicy Kigali) Hutu zabijają 10 000 ludzi. Oprawcami byli sąsiedzi, dawni koledzy z pracy, koleżanki, a nawet rodzina, gdy małżeństwa były mieszane. Dlaczego? Nikt do dziś nie potrafi podać jednoznacznego wytłumaczenia, a teorie się często wzajemnie wykluczają. Sto dni... milion osób...

 

Wzięłam wczoraj do ręki książkę Jeana Hatzfelda "Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy".



To tylko jedna z kilku jego książek poświęconych ludobójstwu w Rwandzie. Autor wraca do Kigali w 1997 roku, aby porozmawiać z tymi, którzy przeżyli. Tyle się bowiem  mówiło o zabitych, w mediach podawano przerażające cyfry, a o ocalonych prawie nikt nie pamiętał. Książka jest zatem rozmową, próbą zmierzenia się z piekłem, jakie Hutu zgotowali Tutsi, ludzie - ludziom. Ocaleni, których historię autor opisał, pochodzą z okolic Kigali, z miejscowości Nyamata, gdzie był wspomniany przeze mnie już wcześniej kościół. To trzynaście przerażających wyznań tych, którzy potrafili i chcieli mówić, ponieważ większość ocalałych nie już ufa obcym i nie wspomina przy nich tamtych dni i nocy. Rozmawiają tylko wieczorami ze sobą, bo wtedy łatwiej im zasnąć, choć i tak budzą ich zmarli z bagien. Autor słucha dzieci, starców, nauczycieli, kobiet... To świadectwo okrutnej zbrodni, niewyobrażalnego lęku i pustki przyszłości. Nie ma już nic, rodziny, pracy, stad, domu, przyszłości i planów. Zostało nagie życie, dokładnie jak wtedy, gdy przez 100 dni  ukrywali się na bagnach, w błocie, nadzy, przykryci papirusem. Tygodniami koczowali pośród robactwa i ciał swoich krewnych, nocą szukali jedzenia, a w dzień czekali ukryci na śmierć, gdyż bojówki Hutu codziennie wracały na bagna w poszukiwaniu ocalałych.  


"Myślę, ze biali, a nawet czarni z sąsiednich krajów nigdy do końca nie uwierzą w to, co się u nas stało. Przyjmą część prawdy, odrzucą resztę. Nawet rozmawiając ze sobą, dziwimy się, gdy koledzy opowiadają o rzeziach tam, gdzie nas nie było, bo najprawdziwsza prawda o masakrze Tutsi przerasta nas wszystkich". 




Nyamata Church Memorial




Dziś w Nyamacie znajduje się Muzeum Pamięci - jedno z wielu w Rwandzie. Jest ono kolejnym miejscem na mapie świata, które nie pozwala mi spokojnie spać. Nie wolno nam zapomnieć... Ale to nie wszytko! Nie wolno nam dopuścić do podobnych zbrodni... Czy "świat" się czegoś nauczył? Oprócz nowych rezolucji, ustaw i poprawek do rezolucji, nic się nie zmienia, ludzie nadal giną, a "świat" albo milczy, albo udaję, że nie wie... A za kilka lat, postawi nowy pomnik i ustali nową rezolucję, że nigdy więcej....


A ofiary żyją, mówią... Czy zechcemy je wysłuchać i zrozumieć?

"Gdy się przeżyło prawdziwy koszmar na jawie, nie dzieli się już jak wcześniej myśli na dzienne i nocne. Od czasu ludobójstwa czuję się ciągle ścigana, w dzień i w nocy. W łóżku odwracam się, widząc cienie; na drodze odwracam się, gdy ktoś za mną idzie. Boje się o moje dziecko, gdy napotykam nieznane spojrzenie.Czasem widzę nad rzeką twarz jakiegoś interahamwe i mówię sobie: <Popatrz, Francine, tego człowieka widziałaś już kiedyś we śnie>, a dopiero potem przypominam sobie, że ten sen wydarzył się wtedy, na jawie, na bagnach. Myślę, że nigdy się to dla mnie nie skończy, że będę źle widziana, bo mam w żyłach krew Tutsi. Myślę o mych rodzicach, którzy zawsze czuli się ścigani (...). Odczuwam jakby wstyd, że właśnie tak się czuję, ścigana przez całe życie tylko za to, że jestem tym, kim jestem. Kiedy o tym pomyślę i zamknę powieki, moje serce zaczyna płakać z żalu i upokorzenia".




Anna M.


link:
Archiwa Rwandy ws. Ludobójstwa





Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :) 







5 kwietnia 2014

"The Railway Man"




Dziś dwie myśli... 


Pierwsza - po długich przemyśleniach popełniłam społecznościowe samobójstwo, czyli usunęłam prywatny profil na Facebooku. Nie pierwszy raz, ale tym razem - ostatni.  Powód? Cóż... Spędzałam na min zbyt wiele czasu, który zawsze poświęcałam na czytanie, naukę języków, spacery i spotkania ze znajomymi. Pierwotny lęk, że stracę też kontakt w realu z moimi facebookowymi znajomymi, bardzo szybko wyparła racjonalna myśl, że w owych kontaktach mam osoby, które raz czy dwa razy spotkałam i nic poza tym. Byli też ludzie, z którymi kiedyś się znałam, ale nasze drogi dawno się rozeszły i tylko śledziliśmy wzajemnie swoje poczynania. A tych, z którymi się spotykam na codziennie, zwyczajnie nie muszę mieć na Facebooku. Może to nie jest jakieś epokowe odkrycie, ale wolę realne rozmowy i spotkania. Zostawiam tylko konto bloga, aby moje recenzje mogły trafić do tych, którzy korzystają z Facebooka i nie mają z tym podobnych do moich problemów :) Zatem - żegnaj wirtualny portalu... Witaj życie!




Druga myśl...






Po długim i bardzo wyczerpującym tygodniu postanowiłam, że piątkowy wieczór spędzę w kinie. Albo to syndrom singielki po trzydziestce, albo nareszcie zaczynam dostrzegać potrzebę bycia dla siebie samej i robienia sobie małych przyjemności. Osobiście wolę drugie wytłumaczenie :) Tym razem do kina poszłam sama... Wybrałam film "Droga do zapomnienia", na który czekałam od kilku tygodni... Wcześniej oczywiście czytała książkę i byłam nią zachwycona (tutaj można przeczytać moje refleksje o książce). A film? Hmm...


Sama do końca nie mogę się zdecydować z jego jednoznaczną oceną. Nie potrafię takiej wystawić. Z jednej strony film jest tylko oparty na autobiografii Erica Lomaxa i raczej luźno traktuje czas i przestrzeń... I tak wiele miejsc i motywów się zupełnie nie zgadza, ale przecież to nie rola filmu. Reżyser również w dużej mierze pomija sceny tortur w obozie, a te ukazane raczej są sztuczne i nie oddają grozy sytuacji. Ale może to być również zaletą tego filmu, ponieważ nie skupia on się na dramacie pobytu w obozie, ale raczej na życiu po ocaleniu i spotkaniu z oprawcą...





Scena, w której po  latach Lomax spotyka się z Nagase w jednej z sal tortur byłego już obozu, jest wstrząsająco autentyczna - niesamowita. Nie ma tu zbędnych słów i gestów, nie ma tak lubianych przez Hollywood sztuczek mających wycisnąć z widza tanie łzy. Jest autentyzm... Przez kilkanaście minut możemy obserwować siedzących naprzeciw siebie dwóch zniszczonych przez przeszłość mężczyzn: kata i ofiarę. Czujemy to, co oni mogli czuć. W tej jednej scenie można zamknąć los wielu ocalonych z obozów, ich dramat, prawdę, życie i próbę zrozumienia tego, co się stało...  I tu ogromny plus za grę aktorską. Colin Firth i Hiroyuki Sanada  stanęli na wysokości zadania. Ich kreacje są bardzo realistyczne i do bólu prawdziwe. Colin doskonale uchwycił dramat i złożoność psychiki osoby ocalonej z piekła obozu. Tu nie ma jednoznacznych ocen, zachowań i postaw. kat staje się ofiarą, a ofiara przez lata pragnie zemsty...



Często zastanawiam się, jak to jest żyć po takim piekle. Czy można znaleźć spokój? Kim być i w co wierzyć? Wiele razy rozmawiałam z ocalałymi z Holokaustu. Nauczyłam się od nich doceniania każdej chwili życia, każdej minuty...  Nigdy nie mogę o nich zapomnieć, zawsze mam przy sobie kamyk, który dostałam od pewnego Niemca, który pokazał mi w Berlinie stacje kolejową, z której odchodziły transporty do obozów koncentracyjnych. Będąc w Berlinie i mieszkając u tych ludzi, bardzo uważałam, aby nie poruszać bolesnego i trudnego tematu, nie naciskałam. Ale pewnego dnia Gerard sam nas zabrał w to miejsce i zaczął opowiadać o trudnej przeszłości.... 





Polecam film wszystkim, którzy mają odwagę myśleć, a nie tylko się wzruszać "smutnymi historyjkami". Książka plus film to obowiązkowa pozycja w dzisiejszych czasach, gdzie nadal istnieją obozy, gdzie ciągle giną ludzie, a my staramy się to wytłumaczyć lub zwyczajnie nie zauważać, bo się to nam w głowach nie mieści....







Anna M.

Jeszcze raz zapraszam na zwiastun filmu...














Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)


4 kwietnia 2014

KSIĄŻKA I FILM....







Uwielbiam czytać książki i kocham oglądać filmy.... Nie ma reguły -  czytam książki, bo widziałam film, ale najczęściej pochłaniam książki, a potem z niecierpliwością czekam na film... Jedno i drugie ma swoje plusy i minusy, rozdzielić nie potrafię...


W tym dziale zbieram wszystkie filmy, które mną w jakikolwiek sposób wstrząsnęły i zmusiły do myślenia :) Trochę to skomplikowane językowo zdanie, ale cóż.... "Sorry, taki mamy klimat" :)



_______________________________________________
        __________________________________________________





"Bractwo Bang Bang" - reż. Steven Silver / data premiery 2010 - świat /  

 "<<My, fotoreporterzy, musimy tam być, reszta najwyżej może>> - powtarzał mi Peter Andrews, fotoreporter Reutersa. Też uważał, że aby coś poznać, trzeba się temu przyjrzeć z bliska, a osobiste doświadczenie jest także wyrazem szacunku dla bohaterów dziennikarskich opowieści i ich tragedii, haraczem płaconym śmierci za przywilej podejścia na odległość kilku kroków. Ale za przyglądanie się śmierci, za tę poufałość niektórym przychodziło płacić wysoką cenę. Na rachunek do uregulowania składały się samotność, poczucie zagubienia w zwyczajnym, codziennym życiu, niemożność porozumienia z najbliższymi, ucieczka w alkohol lub narkotyki, nocne koszmary, a nierzadko własne życie"







"Dakota Skye" - reż. John Humber  / data premiery 2008 - świat

W filmie poznajemy Dakotę. Z pozoru nastolatkę jak każdą inną. Jednakże Dakota ma niezwykły dar potrafi odnaleźć prawdę w jakimkolwiek kłamstwie. Wędruje przez życie czując się przeklęta przez swoje zdolności, dopóki nie spotka kogoś, komu może zaufać, kto jej nie okłamie...











  "Droga do zapomnienia" ("The Railway Man") - reż. Jonathan Teplitzky  / data premiery 2013 - świat; 2014 - Polska/  adaptacja książki Erica Lomaxa pod tym samym tytułem











"Gwiazd naszych wina"reż. Josh Boone  / data premiery 2014 - świat; 2014 - Polska/
"Chcę pozostawić ślad. Ale, (...) ślady, które ludzie pozostawiają po sobie, zbyt często są bliznami. (...) Nie masz wpływu na to, że ktoś cię zrani na tym świecie, ale masz coś do powiedzenia na temat tego, kim ta osoba będzie. podoba mi się mój wybór. Mam nadzieję, że ona jest zadowolona ze swojego". 








 


"Gwiezdne Wojny. Mroczne Widmo" - reż. George Lucas / data premiery 1999 - świat; 2012 - Polska/


"Strach prowadzi do ciemnej strony: strach prowadzi do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia. Czuję w tobie wielki strach".








"Igrzyska Śmierci"- reż  Gary Ross  / data premiery 2012 - świat; 2012 - Polska/ 


Ponura przyszłość, totalitarne państwo Panem, Kapitol  i 13 dystryktów wokół niego.  Pozorny pokój po Mrocznych Dniach jest okupiony krwią niewinnych. Każdego roku odbywają się bowiem Głodowe Igrzyska.







 
"Jeux d'enfants" - reż.Yann Samuell  / data premiery 2003 - świat; 2005 - Polska/

Grasz czy nie grasz? Grasz? opowiada historię dwójki dzieci Sophie i Julien, które wymyślają zabawę polegająca na przekazywaniu sobie metalowego pudełka z karuzelą i stawianiu wyzwań. Ten, kto ma "pudełko" wydaje polecenia, a druga osoba musi je wykonywać, aż znów zdobędzie ów pudełko. Wyzwania są coraz bardziej wymagające, ryzykowne, destrukcyjne i bezczelne. Wbrew wszystkiemu cementują ich przyjaźń. 








"O, Jerusalem" - reż. Élie Chouraqui / data premiery 2006 - świat /

14 maja przypada żydowskie święto  יום העצמאות  (Jom Ha-Acmaut), czyli Dzień Niepodległości Izraela. Palestyńczycy w tym samym dniu obchodzą  يوم النكبة, al-Nakba - Dzień Katastrofy. To  trudny temat,  często zafałszowany, stronniczy i nie do końca zrozumiały.







Swept from the Sea - reż. Beeban Kidron  / data premiery 1997 - świat /

Oparty na motywach opowiadania Josepha Conrada film urzeka od pierwszych ujęć. Jest równie tajemniczy i pełen niedopowiedzeń, jak sama Amy. Zresztą czasem nie potrzeba wielu słów, by wyrazić tęsknotę za szczęściem. Morze, skały, życie i śmierć, której nie da się łatwo oszukać.









"Wszystko za życie" - reż. Sean Penn / data premiery 2007 - świat; 2008 - Polska/

Znów mam ochotę zwyczajnie się spakować i zacząć żyć z dala od oczekiwań innych... Mam ochotę, jak to zrobiłam kilka lat temu, zwyczajnie wyjechać...







"Złodziejka książek" reż. Brian Percival / data premiery 20014 - świat; 20013 - Polska/


Kim jest złodziejka książek? Mała Liesel w zimową noc rozstaje się z matką. Śmierć zabiera jej braciszka, a ją zmusza do zamieszkania u obcych ludzi. Od tej chwili będzie jej towarzyszyła i nad nią czuwała, od czasu do czasu odwiedzając ciche  miasteczko i zabierając jego mieszkańców.









Recent Posts