28 listopada 2014

"Przewodnik po Niebie, Piekle i ich mieszkańcach" Roman Zając




Na mojej półce leży stos książek do recenzji, a ja przez cały zeszły tydzień z wypiekami na twarzy czytałam "Przewodnik po Niebie, Piekle i ich mieszkańcach". Książka niedawno się ukazała, jeszcze pachnie tajemnicą. A w środku??? Zapierający dech w piersiach opis nieba i piekła. Ogromną zaletą owego przewodnika jest fakt, że jego autor, Roman Zając, jest biblistą i demonologiem, specjalizuje się również w angelologii. Można zatem spokojnie czytać, nie martwiąc się, że ktoś zwyczajnie zmyśla i próbuje nas omamić swoją wyobraźnią.





"Od razu na wstępie chciałem wyznać, że nigdy nie byłem w Piekle ani tym bardziej w Niebie. Nie jestem mistykiem, który miewa wizje zaświatów. Ba! Nie przeżyłem czegoś takiego jak śmierć kliniczna. Czy można pisać przewodnik po miejscach, w których się nigdy nie było i o których ma się wiedze wyłącznie teoretyczną?W przypadku ziemskich krain byłoby to być może niestosowne, ale Zaświaty, jak sama nazwa wskazuje, nie są z tego świata. Zresztą tak naprawdę nawet ci, którzy przeżyli śmierć kliniczną bądź mistycy, którzy doświadczyli pewnych widzeń, nie byli tam naprawdę, tylko tak jakby oglądali film wyświetlany w ich mózgu. Losy po śmierci pozostają nadal poza zasięgiem możliwości poznawczych człowieka" (s.6-7)








Przewodnik podzielony jest na dwie części: Niebiosa i Piekło. Autor przybliża nam topografię tych "krain", starodawne wyobrażenia, średniowieczne mapy i wreszcie prawdę biblijną.




Książka jest fascynująca! Mnie szczególnie zainteresowała część poświęcona Niebu, choć oczywiście ciekawość prowadziła mnie też jak zwykle zupełnie w przeciwnym kierunku... Ale wróćmy jednak do Nieba. Autor wnikliwie analizuje historię wierzeń, wyobrażeń, motywów literackich i malarskich. Nie zatrzymuje się nawet przed współczesnym kinem, ale podejmuje trudny dialog z przekłamaniami i infantylizmem hollywoodzkiego spojrzenia na wiarę. Szuka nieba w kosmosie i utraconego raju na ziemi. Przybliża nam również architekturę Niebiańskiej Jerozolimy i mistykę Tronu Boga. Sporo miejsca poświęca mieszkańcom Niebios nazywając ich "Komandosami Pana Boga". Najcenniejsze jest jednak ciągłe odniesienie do Biblii, bo to z niej przecież czerpiemy naszą wiedzę o Zaświatach.


Michał - "Któż jak Bóg" (mi ka el) to książę wszystkich aniołów, pierwszy w niebie, opiekun Narodu Wybranego, ten, który walczy z szatanem i strąca go do piekła. To Michał m.in. wyprowadza w słupie ognia żydów z Egiptu, jest wodzem ognistych rydwanów otaczających proroka Elizeusza. W Biblii jednak jego imię pada rzadko, więcej dowiadujemy się z chrześcijańskich legend i podań. Według nich Michael był jednym mniejszych aniołów, ale w obliczu buntu pierwszego i największego archanioła Lucyfera miał wystąpić przeciwko zdrajcom z okrzykiem: "któż jak Bóg!" Do niego to dołączyli się pozostali wierni Bogu aniołowie, a on sam został ich przywódcą. Bóg uczynił go wodzem i obdarzył godnością księcia aniołów.



Gabriel - "Bóg jest mocą"- jest wysłannikiem Boga, w Starym Testamencie objawia tajemnice Danielowi, w Nowym obwieszcza Zachariaszowi narodziny Jana, a Maryi zwiastuje poczęcie Mesjasza.



Rafał - "Bóg uzdrawia" - to ostatni znany z imienia archanioł z "Siedmiu Aniołów Oblicza". Jest on głównym bohaterem księgi Tobiasza. Poza tą księgą Biblia nigdzie nie wspomina o Rafaelu. Natomiast opis jego licznych misji znajdujemy w apokryfach, gdzie m.in. związuje zbuntowanego anioła Azazela.





Analogicznie w Przewodniku przedstawiona jest hierarchia upadłych aniołów, ich los i historia upadku. Gdzieś na początku, u zarania dziejów, w niebie doszło do wojny. Nie wiemy jak ona wyglądała, nie znamy też z całą pewnością jej powodów, potrafimy jedynie określić przywódcę - Lucyfera - "Niosącego światło", "Syna Jutrenki". I znów teolodzy spierają się kim był? Serafinem, cherubinem, pierwszym z aniołów, ulubieńcem Boga? Nie wiemy. W Biblii nie ma opisu owego buntu, można doszukać się jedynie aluzji. Dalej jest już tylko tajemnica. Dlaczego część aniołów powiedziała Bogu: NIE? Pewne jest tylko jedno, czy tego chcemy czy nie, jesteśmy wplątani w ten konflikt. Jego przyczyny po dziś dzień są przedmiotem teologicznych spekulacji, dociekań naukowców, opisują je mistycy, poeci, a ostatnio nawet biorą na warsztat reżyserzy...


Nie byłabym sobą gdybym nie dodała czegoś pozornie nie na temat.  Świat duchowy jest fascynujący. Sama skończyłam teologię właśnie z tego powodu - chciałam więcej wiedzieć, bo moja wiara potrzebowała uzasadnienia. Do dziś obserwując świat ciągle pytam: dlaczego? Nasze życie pędzi nieustannie, żyjemy coraz szybciej, płycej, bardziej materialnie. Jesteśmy skłonni wierzyć w znaki zodiaku, ale przyznanie się do bycia chrześcijaninem to coraz częściej obciach, jakieś średniowieczne zabobony. Pogubiliśmy się w kościelnej moralności, instytucjonalizmie, kto ma racje, ilu jest świętych, kto na pewno nie dostanie się do nieba... Doba staje się za krótka na pracę, a co dopiero na odpoczynek, nie mówiąc już o życiu duchowym. Sama łapię się na tym, że moja Biblia leży przez kilka dni nietknięta. Zawsze mnie to przeraża.  A gdyby tak na chwilę się zatrzymać, zamknąć oczy i otworzyć się na to, co niewidzialne? Okazałoby się, że wokół nas jest całkiem inny świat, nasz dom, tylko my go nie widzimy. Mamy zbyt wiele spraw do załatwienia, ale to przecież wcale nie znaczy, że on nie istnieje... Zawsze staje przed tą tajemnicą i nie mogę się nadziwić, że jest tyle rzeczy, o których nie mam pojęcia, których nie rozumiem, nie przeczuwam... Świat i życie są niesamowite.



Anna M.
P.S. Polecam książkę jako przewodnik po życiu. Można ją czytać codziennie, po kawałku, bo gdy głodny wiedzy czytelnik już się nasyci, może wgryźć się w drugie dno - w sens naszej egzystencji... 



INFORMACJA O KSIĄŻCE

Wydawca: Wydawnictwo M 
Rok wydania: 2014 
Stron: 500

moja ocena: 6!! /6



 Serdecznie dziękuję Wydawnictwu M za możliwość współpracy.
POLECAM książkę i zapraszam na strony Wydawnictwa :)

Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził.
 Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)






9 listopada 2014

"Aniołowie" David Jeremiah





  
"We are the seven, judgement of heaven
 Why don't we know: We are the angels
 It's revelation, soul castigation
 Fire will burn us away" 
                                             
                                                   Avantasia "The seven angels"











Z wykształcenia i z zamiłowania jestem biblistką. Do tej pory niewiele o tym pisałam, ale po serii książek o aniołach, nie mogę się powstrzymać.  Przeczytałam kilka książek z aniołami w roli głównej i chyba załamałam się... Aniołowie stali się w dzisiejszych czasach tak popularni, że znajdujemy ich wszędzie, dosłownie wszędzie. Popkultura czerpie z nich garściami, paranormalne romanse rosną w siłę powodując spłycenie tematu. Anioł to dziś albo pucołowaty cherubinek, który przeprowadza dzieci przez kładkę, albo romantyczny kochanek lub zagubiony między dobrem a złem nieszczęśnik.



André Matos i Tobias Sammet jako aniołowie z "Avantasii"
Biedni aniołowie... Przesiąknęli do hollywoodzkich produkcji jako zbuntowane i znudzone dobrem istoty, jak chociażby w filmach: "Gabriel", "Constantine" czy "Armia Boga". Jakby tego było mało, anioł może być też sfrustrowanym nieudacznikiem z licznymi nałogami jak tytułowy "Michael". Z filmów "Dotyk Anioła" i "Autostrada do nieba" możemy się natomiast dowiedzieć, że to boscy wysłannicy, którzy towarzyszą nam zawsze i wszędzie, choć w "Dogmie" Loki i Bartleby kombinują tylko jak wrócić do nieba, żeby się o tym nie dowiedział sam Bóg, bo przed wiekami za pychę i nienawiść do ludzi sam ich przecież wyrzucił. Niesamowite, ile w jednym koszmarnie hollywoodzkim filmie można przemycić biblijnych wątków. Niby się "tylko zabijają i ogólnie nie wiadomo o co chodzi", jednak jeśli choć trochę znasz Biblię, to nawet w największym kiczu znajdziesz motywy i myśli teologiczne. Fakt, czasem trzeba się naszukać i przebrnąć przez iście heretycką otoczkę, ale satysfakcja gwarantowana. Zdarzają się też prawdziwe perełki, które można chłonąć garściami... Podobnie jest z muzyką. Na początku zacytowałam fragment opery metalowej "Avantasia" (tak, tak, takowe istnieją - wiem, bo uwielbiam). Dla rockmana dobro, zło, aniołowie, demony to wdzięczny temat, a jeśli jeszcze dodatkowo poruszy temat upadłych aniołów - sukces gwarantowany. Nic tak nie fascynuje jak tajemnica i odwieczna walka zła z dobrem...



Nie ma w tym nic złego, poza jednym drobnym faktem. Ten, kto ogląda podobne filmy, czy słucha muzyki i czyta książki powinien mieć podstawową wiedzę o aniołach. Reżyser, pisarz, a tym bardziej muzyk czerpie z motywów biblijnych wybiórczo, mocno subiektywnie i nie zawsze prawdziwie. To tylko wizja artysty... Ma do tego prawo i dobrze, że tak robi, bo przez to ubogaca nasze postrzeganie świata. Budzi nasze zmysły i sprawia, że czasem krew sama wrze w żyłach. Ale czy znamy prawdę o aniołach? Jeśli wiedze o nich czerpiemy tylko z filmów, książek i muzyki to doprawdy mało jeszcze wiemy...  Bo co robi świat i ludzie?





"Korzystają z przebrania anielskiego - trochę tu, trochę tam - aby flirtować z fascynacjami ludzi i wywoływać ciekawość, chęć współuczestniczenia z obecnością aniołów. Wpływając na właściwe osoby o odpowiednich koneksjach, publikować odpowiednie książki i artykuły prasowe, wypuszczając określony programy telewizyjne, może zwodzić miliony ludzi i wpędzać ich w pułapkę fałszywego przeżywania doświadczeń duchowych i bezpieczeństwa. (...) Aniołowie to wygodny kompromis, słodycz, lukier i piórka, są łagodni i nie wydają sądów. Są pod ręką jak aspiryna. (...) Bóg w wersji light"  (s.13)





Pastor David Jeremiah w swojej książce "Aniołowie" przedstawia nam prawdziwą wiedzę biblijną w pigułce. Spokojnie, jest to co prawda książka chrześcijańska, ale pisana dosyć żywym, współczesnym językiem. Nie ma tu skomplikowanej hermeneutyki biblijnej, nie ma zbyt wielu domniemań i iście anielskiego bujania w obłokach. Jest za to duża porcja podstawowej wiedzy, jaką możemy czerpać z jedynego obiektywnego źródła o aniołach - z Biblii. Uwaga, nie ma obawy, tak to Biblia. Czasem nie rozumiem moich lęku moich znajomych przez tym słowem. Chrześcijaństwo weszło na stałe do naszej cywilizacji, nikt nie ma oporów przed czytaniem chociażby o aniołach, ale gdy padnie słowo, że pochodzą z Biblii, natychmiast odwrót... Zawsze mnie intrygowało, że nawet ateiści posługują się chrześcijańskimi terminami... Pismo Święte to kopalnia wiedzy, o ile właściwie się je czyta. Mój profesor Starego Testamentu czytając nam po hebrajsku wizje aniołów u Ezechiela, a potem tłumacząc na polski zwykł mawiać: "Takiego przedstawienia czterech istot niebiańskich z dymem, grozą i pozornym chaosem grzmotów i błyskawic nie powstydziłby się żaden współczesny koncert rockowy, a to tylko i aż Biblia". My jednak zbyt często ulegamy cukierkowatemu ujęciu w odcieniach różu z dużą ilością piórek, koniecznie w odcieniu błękitu, bo tak wypada, bo tak się przyjęło. Nic dziwnego, że ludzie zamiast do Biblii sięgają do kinematografii i literatury. David Jeremiah wychodzi od definicji anioła i ich podobieństw do ludzi, a raczej braku owych. (Nie, nie, anioł to nie człowiek ze skrzydłami...). Później pastor omawia zadania aniołów, pisze też sporo o największym z aniołów, by zakończyć o tych upadłych.  Nie brak też autorowi poczucia humoru, gdy piszę m.im. o pojmowaniu przez nas aniołów jako "parkingowych stróżów", do których zwracamy się, gdy samochodem krążymy ciasno zaparkowanymi uliczkami. Do tego spora dawka cytatów biblijnych, by można było samemu powertować Stare Księgi.


Polecam książkę "Aniołowie" jako uzupełnienia nasze często bardzo płytkiej wiedzy o tych bezcielesnych czystych istotach. Jeśli nasza wiedza i wiara będą niezachwiane, żaden produkt popkultury nam już nie zaszkodzi. Zawsze będziemy mogli rozróżnić prawdziwego anioła od jego "marketingowego kolegi po fachu". Później można śmiało włączyć jakiś film, wziąć książkę, czy jak ja - puścić lubiony kabaret Neonówkę z ich interpretacja rządów w niebie i bezkompromisowym ujęciem "szorstkiej przyjaźni" Boga z Lucjanem (vel Lucyfer).








 





Anna M.
 eioba

moja ocena:  6 / 6


Serdecznie dziękuję Wydawnictwu M za możliwość współpracy.
POLECAM książkę i zapraszam na strony Wydawnictwa :)

Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził.
 Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... 
Nie znikaj bez śladu... :)




8 listopada 2014

"Ania na uniwersytecie" Lucy Maud Montgomery




"Jesteś pierwszą dziewczyną z Avonlea, która odważyła się wyjechać na studia uniwersyteckie. Wiesz doskonale, że wszyscy pionierzy zmuszeni są pokonywać wiele przeszkód, a opinia ogółu ocenia ich od początku jako ludzi niepoczytalnych"




Wielokrotnie pisałam już o Ani, przy okazji "Ani z Zielonego Wzgórza", "Ani z Avonlea", "Ani z Szumiących Topoli", czy "Wymarzonego Domu Ani". Nie mam zamiaru się powtarzać, ale muszę napisać kilka słów...




Dla mnie to szczególna książka i to z wielu powodów. Dostałam ją od mojej ukochanej nauczycielki, która codziennie sprawiała, że świat był piękniejszy. To była moja kochana pani z nauczania początkowego, potem w cudowny sposób uczyła mnie polskiego również w klasach starszych. Po 20 latach spotkałam się z Nią przy okazji zjazdu naszej klasy. Powiedziała mi, że zawsze wiedziała, że będę uczyła. Ale ja przez lata szukałam swojej drogi, próbowałam różnych rzeczy i zawsze starałam się uciec od szkoły. Za każdym razem jednak wracała, bo szkoła, dzieci i nauczanie mnie przyciągają do siebie jakąś niewytłumaczalną siłą... Ale to już inna historia. 


Lubię Anię, choć przyznaję, że ten tom jej przygód najmniej mnie zaciekawił. Ania podczas nauki na uniwersytecie jest jeszcze młoda i nieopierzona, ale życie nauczy ją swej mądrości. Da mnie Ania zawsze pozostanie nauczycielką, niedościgłym wzorem i ideałem. Jej zwariowany świat wyobraźni zawsze mnie intrygowałNikt też nie może Ani odebrać błyskotliwych myśli, które śmiało można wypisać sobie w swoim sekretnym pamiętniku. Ciągle staram się odnaleźć najlepszą siebie...



"Humor jest najwspanialszą przyprawą w czasie uczty życia"    









Ostatnio mój uczeń powiedział mi, że jestem dzieckiem, które przebrało się za dorosłego. To najlepszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam!




Anna M.




4 listopada 2014

"Ten gruby" Barbara Ciwoniuk





"Przecież ja dla was nie istnieję. (...) Mnie od małego nie chwali się za nic innego, tylko za pusty talerz. Nie zauważyłaś? Tak jest do dzisiaj. Musze zmiatać ze stołu wszystko, co mi poda, bo jak nie, to zaraz się obraża albo mnie szantażuje. (...) Jest zdziwiona, że umiem nie tylko żreć? Że czuję i myślę? (...) Pewnie, że sam jestem sobie winien, bo dotąd jej ulegałem. Ale już tego nie chcę! Rozumiesz? Nie chcę! I zmienię to, czy jej się podoba, czy nie! Albo zmienię, albo zrobię to, o czym jej wtedy powiedziałem! I niech mnie matka straszy psychiatrami i tym, że gdy wróci ojciec, to wstawi kraty w oknach... bo ja już jestem sam, uwięziony w tym ohydnym sadle!"





Codzienność nastolatka z samej już definicji słowa "gimnazjalista" jest ciężka. Każdy z nas przechodził przez ten trudny okres, i choć w moim przypadku gimnazja jeszcze nie istniały, to z całą pewnością istniały już zbuntowane dzieciaki...  Tak jest też w przypadku głównego bohatera książki "Ten gruby" Barbary Ciwoniuk. Jeśli do tego dołożymy jeszcze dużą nadwagę, wrażliwość i nadopiekuńczą mamę, to kłopoty są gwarantowane.



 Jacek nie ma więc łatwego życia, właśnie kolejny raz został pobity, bo... jest gruby. Leży zatem ukrywając się w domu z połamanymi żebrami, a mama nadal znosi mu schabowe do pokoju... Dotąd siedział cicho stłamszony przez starsze siostry, zmieniał tylko szkoły i nie walczył o siebie. Ale jego cierpliwość się skończyła, nie ma już gdzie uciec, pora stawić czoła sytuacji. No może nie do końca nie ma gdzie uciec, jest jeszcze ciocia, która mieszka gdzieś daleko i nie utrzymuje kontaktu z rodziną przez dawne kłótnie, a jeśli mama mówi, ze jej nie lubi tzn., że to najlepsza opcja. Jacek wyjeżdża...





Ale na drugim "końcu świata" sytuacja nie wygląda dużo lepiej. Mieszka tam bowiem Adrianna, która podobnie jak Jacek, ukrywa się w domu przez ludźmi. Jej jedynym zajęciem jest obserwowanie świata zza firanki i machanie do staruszków, którzy samotnie całymi dniami stoją w oknie. Ada nie chodzi do szkoły, to szkoła przychodzi do niej. Powód? Wózek inwalidzki, a raczej lęk dziewczynki przez litością i wzrokiem innych. Wiedzie zatem życie z dala od życia.





Co łączy te dwie osoby? Hmm. Aaaaa - szalona ciotka Jacka, do której chłopiec przyjeżdża. "Niedźwiedź", bo takie ma przezwisko jest szaloną dyrektorką równie szalonej szkoły. Dzieciaki i nauczyciele tam są zupełnie inni, niż w dotychczasowym gimnazjum Jacka. Co więcej ciocia każe bratankowi demonstracyjnie wchodzić do gabinetu na przerwach i ostentacyjnie z niego wychodzić z głośnym trzaskaniem drzwiami. Ale w tym szaleństwie jest metoda, choć nie wszyscy ją rozumieją...   



Polecam książkę Barbary Ciwoniuk "Ten gruby"! Autorka musi być wnikliwą obserwatorką życia, bo Jacek i Adrianna są tak realni, że aż czytelnika boli ich ból.  Zaczyna więc kibicować im i czeka na dobre wieści. Ale czy nadejdą? Czy dzieci stawią czoła swoim lękom? Czy będą miały odwagę się spotkać? i co z tego może wyniknąć? Uważam, że każdy rodzic, nauczyciel i "gimnazjalista" powinien przeczytać historię Jacka. Można przy tej książce  płakać i śmiać się. To niesamowita historia, choć przecież zupełnie zwyczajna, bo otyłych dzieci jest coraz więcej. Nie brak też ich prześladowców. Niestety, jako otyłe dziecko, sama tego doświadczyłam w dzieciństwie, zresztą nie tylko w dzieciństwie. Wiem zatem, co mówię, choć pewnie mój brat miałby jeszcze więcej do powiedzenia w tym temacie. Ale to już inna historia...





Anna M.




Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literatura
za możliwość współpracy. 
POLECAM książkę i zapraszam na strony Wydawnictwa :)






Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził,  zabierz głos w dyskusji.
 Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :) 


Recent Posts