31 grudnia 2014

Mój blog skończył dwa latka :)

Nadszedł zatem czas, aby wytyczyć nowe kierunki... Od lat kręci mnie niezmiennie non-fiction. Nie żałuję żadnej chwili z dzieciństwa, kiedy głodna faktów podkradałam pamiętniki kuzynek. To dopiero było non-fiction!





Mijają dwa lata od momentu, gdy niezdarna myśl o pisaniu bloga zamieniła się w fakt. Były porażki, gdy przez długi czas nikt na bloga nie zaglądał. Zdarzały się też sukcesy i upór w pisaniu zwyciężył. A to akurat zawdzięczam mojej polonistce z liceum, która wbiła mi do głowy, że potrafię napisać więcej niż dwa zdania, ale "mają być, na litość boską krótsze i bez wielokropków". Cóż, Pani Profesor, piszę, ale nadal niestylistycznie i z wielokropkami...  








Po dwóch latach prowadzenia bloga nadszedł czas, aby wytyczyć nowe kierunki. Od lat kręci mnie niezmiennie non-fiction. Nie żałuję żadnej chwili z dzieciństwa, kiedy głodna faktów podkradałam pamiętniki kuzynek. To dopiero było non-fiction! Potem przyszedł czas na biografie, reportaże wojenne i relacje ocalałych z "piekła". Od lat czytam literaturę faktu, bo ona jest moim oknem na świat.

Słowa Mariusza Szczygła o czytaniu fikcji długo nie pozwalały mi zasnąć, a jego pytania: "po co czytać fikcje? Co wnosi? Czy warto było to wymyślać, bo jak nie, to po co zmyślać?" były jak kubeł zimnej wody. Trochę już zmęczył mnie wymyślony świat, nierealne życie, czas wrócić na właściwy kurs. Ale mądre poradniki psychologiczne mówią, że noworoczne postanowienia trwają co najwyżej tydzień, a potem popadamy w jeszcze większą depresje, dlatego nie postanawiam, ale stwierdzam: w tym roku czytam przede wszystkim literaturę faktu! Trochę eksperymentowałam już na blogu z non-fiction i wiem, jakie to niesie ze sobą ryzyko. To nie są popularne tematy, nie mają dziesiątków polubień i wielu komentarzy. Ale czy świat to fikcja? Ile jeszcze można udawać? Nie wiem, jak zmieni się mój blog, ale coś pcha mnie do przodu... w nowe rejony... w realny świat...


Anna M.



Z działu non-fiction (mniej lub bardziej należące do gatunku, ale w każdym bądź razie nie fikcja) do tej pory na blogu pojawiły się:


Al-Hussein Ahmad Lubna   "40 batów za spodnie"
Bormann Martin   "Życie na przekór cieniom" 
Coren Michael   "Tolkien. Człowiek, który stworzył Władcę Pierścieni"
 Duriez Colin   "Tolkiem i S.C. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni" 
Gilbert L., Marshall P.,  Shea N. "Prześladowani. Przemoc wobec chrześcijan"
Goodall Nigel   "Johnny Depp. Sekretne życie"

Górski Robert   "Jak zostałem premierem"
Greenwald Glenn  "Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz"
Hasan Jusuf Musab  "Syn Hamasu"

Hatzfeld Jean   

*    "Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy"

*    "Sezon maczet" 
Hołownia Szymon   "Last minute. 24h chrześcijaństwa na świecie"
Hopkins Jerry, Sugerman Danny   "Nikt nie wyjdzie stąd żywy. Historia Jima Morrisona"

Hugo-Bader Jacek   „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak”

Ivanov Tsanko   "Z parasolem przez Irlandię"
Jacobs A. J.   "Rok biblijnego życia" 
Jurek Scott    "Jedz i biegaj"

Kaczyńska Alicja   "Helena Keller"

Kaysen  Susanna  "Przerwana lekcja muzyki"
Keller Helen   "Historia mojego życia"
Krakauer Jon   "Wszystko za życie" ("Into the Wild")

Kraśko Piotr   "Alaska. Świat według reportera"

Kret  Jarosław   "Mój Egipt"
Lapierre Dominique, Collins Larry  "O Jeruzalem"
Ligocka  Roma  "Dobre dziecko"

Lomax Eric   "Droga do zapomnienia"
Marinovich Greg, Silva Joao  "Bractwo Bang Bang" 
Mayer Jack  "Życie w Słoiku. Ocalenie Ireny Sendler"
McCormick Neil  "U2 o U2"

McDougall Christopher  "Urodzeni Biegacze"
Meller Marcin  "Między wariatami"

Meszuge  "12 kroków od dna..."
 Murakami Haruki  "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" 
Opiat-Bojarska Joanna    "Kto wyłączy mój mózg?"
Powell Julie  "Julie & Julia. Rok niebezpiecznego gotowania"

Primi Michele  "Klątwa rock and rolla. Gwiazdy, które odeszły za wcześnie"

Radziwinowicz Wacław    "Soczi. Igrzyska Putina"
Roll Rich   "Ukryta siła"

Rutkiewicz Wanda   "Na jednej linie" 
Sellou Abdel   "Odmieniłeś moje życie..."

Simpson Joe   "Dotknięcie pustki"
Smoleń  Bohdan  "Niestety wszyscy się znamy"

Strayed Cheryl  

*  "Dzika droga. Jak odnalazłam siebie"

"Małe cuda"
Tochman Wojciech  

*   "Eli, Eli"

*   "Kontener"  (wspólnie z Katarzyną Boni)
Tomza Piotr    "Pokolenie kolosów"
 Vujicic Nick  "Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!"
Wagner Gottfried 

*      "Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną. Ryszard Wagner - Pole minowe"

Wall Mick  

*     "Bono. Święty i grzeszny"

*     "Guns N' Roses. Najbardziej niebezpieczny zespół na świecie"
Weiss Szewach  

*    "Ludzie i miejsca"

*   "Takie buty z cholewami"

Wellington Chrissie   "Bez ograniczeń"
Ziemiec Krzysztof   "Rozmowy z dystansu" 
 "Urodziłam się dziewczynką" - red.
"Psy z Karbali. Dziesięć razy Irak" M.Górka, A.Zadworny






Autorzy, których lubię czytać, i których książki będą się tu przede wszystkim pojawiać:
  • Mariusz Szczygieł
  • Ryszard Kapuściński
  • Jacek Hugo-Bader
  • Wojciech Jagielski
  • Wojciech Tochman
  • Lidia Ostałowska 
  • Hanna Krall
  • Filip Springer 
  • Paweł Smoleński




A zatem, ku nowemu, w nowy rok :)





30 grudnia 2014

"Z parasolem przez Irlandię" Tsanko Ivanov


 



 
Irlandia... Zielona Wyspa, raj dla tysięcy Polaków, obiekt żartów i temat niekończących się dyskusji politycznych na "naszym podwórku". Patrzymy na ten kraj, jak swego czasu Izraelici na Kannan, ale czy znamy Irlandczyków? No dobrze, wiemy ogólnie, że jest tam zielono, mokro i zimno. Ale to tak, jakby powiedzieć o nas, że w Polsce piją, narzekają i za wszystko winią Tuska. Jakaś tam prawda jest, ale stereotypy bywają złudne. Wzięłam do ręki książkę Tsanko Ivanova "Z parasolem przez Irlandię", bo jak sam autor o sobie pisze: "Humor. To to, co podtrzymuje mnie na duchu". A ja lubię się śmiać, kocham celtycką mitologię, a skandynawskie zespoły rockowe i metalowe stanowią przecież potęgę na skalę światową. 







 
I nie zawiodłam się! Książka to dziwne i komiczne (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) połączenie przewodnika, rozmówek, mini-encyklopedii i poradnika. Sporo tu o języku, niby angielskim, ale jakimś nieangielskim. Jeszcze więcej o narodowych przywarach mieszkańców Dublina, no i kilka wskazówek, jak uniknąć kłopotów i nie wpaść w kulturowe tarapaty... Wszystko przyprawione irlandzkim humorem, czyli tym, o czym nie mamy zielonego, nomen omen, pojęcia :) Weźmy np. pogodę:



"Postawa wyspiarzy w sprawie pogody to istny triumf optymizmu nad doświadczeniem. Za każdym razem, kiedy zaczyna padać, Irlandczycy spoglądają w niebo zszokowani i zdradzeni. Czas na kolejną parasolkę. Wielu przybyszów pochodzi z krajów, gdzie deszcz jest rozumiany jako zjawisko krótkotrwałe. W Irlandii jest to potężny prysznic. Przerwy między opadami uznawane są za <<krótki okres bez opadów>>. Na pytanie: <<Jakie ubrania wziąć ze sobą w marcu?>> odpowiedź brzmi: <<Wszystkie, jakie masz>>" (s.22)


Przygotujcie się zatem na jazdę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa tym, co w Polsce mało znane, czyli autostradą, i to bez ograniczenia prędkości! Książka jest prześmieszna, język cięty i jak przystało na niezbędny w codziennych sytuacjach okraszony irracjonalnymi idiomami słowniczek. Serdecznie się ubawiłam, tym bardziej, że czytałam już wiele książek o Irlandii, uwielbiam filmy o tym kraju i kocham muzykę. Ale ostrzegam, Irlandia to ciągle nieodkryty mentalnie kawałek raju i jeśli ktoś zna go tylko z kasowego "Braveheart - Waleczne Serce" to faktycznie pierwszy deszcz tak go uderzy w twarz, że będzie chciał się napić w miejscowym pubie i siarczyście zakląć. A wtedy książka Tsanko Ivanova okaże się błogosławionym zbawieniem, choć sam autor radzi, by na okres pobytu na wyspie zdecydowanie zostać ateistą ;)





Anna M.

I na koniec jeszcze jedna ciekawostka - muzyka. Nie, nie, nie będę pisała dziś o wiking-metalu, choć kocham. Dziś wyjątkowo o innym rodzaju muzyki... Zresztą sami posłuchajcie - szok, kosmos, niedowierzanie, i spodobało mi się!


Prosto z Dublina Celtic Thunder











Boskie! Prawda?







Polecam stronę
  










28 grudnia 2014

"Pudełko na modlitwy" Lisa Wingate





Życie jest fascynujące, radosne, bogate w emocje, piękne, pełne miłości... Tak, życie niektórych. Inni muszą walczyć o przetrwanie,  zapomnienie - o siebie, i to już nieistotne, czy na własne życzenie, czy z winy innych. Lisa Wingate w swojej powieści "Pudełko na modlitwy" przedstawia nam dwie silne kobiety, które choć dzieli przepaść czasu, pozycji i marzeń, to łączy stary, pusty dom. Czy tylko dom??? 

 







"(...) jakby dom był jednym, wielkim pytaniem, na które odpowiedź nie miała nic wspólnego z posprzątaniem jedzenia z kuchni. Jakby dom chciał czegoś ode mnie. To oczywiście głupie. Domy nie mogą chcieć, myśleć czy zastanawiać się. Nie pieką same ciast dyniowych, kiedy nikogo nie ma. nie czują miłości, nienawiści a ni nie mają oczekiwań. One po prostu są. I już na pewno niczego nie wiedzą" (s.50)











Ów dom należał do starszej pani, Ioli Ann Pole, która nagle umiera nie pozostawiając spadkobierców. Nikt tak naprawdę jej nie znał, nie miała rodziny, przyjaciół, a pod koniec życia praktycznie nie wychodziła z domu. Ale nasza bohaterka miała wiele tajemnic, a dokładnie osiemdziesiąt jeden pudeł ukrytych głęboko w garderobie. Tylko one znają prawdę, no może jeszcze cokolwiek mógłby powiedzieć kot Ioli, ale ten milczy jak zaklęty. A pudełka? To swoisty pamiętnik, życiorys pisany w formie listów do..., które Iola zaczęła pisać będąc małą dziewczynką.   



Kim jest druga bohaterka? To młoda, zagubiona i przestraszona kobieta, która nagle znalazła się w obcym miasteczku bez nadziei na cokolwiek. Tandi wraz z dwójką dzieci ukrywa się przed byłym mężem, trudną przeszłością, wspomnieniami rozbitej rodziny z własnego dzieciństwa. Ucieka przed uzależnieniem od środków przeciwbólowych, od wspomnień miłości i marzeń o cudownej przyszłości. Dziś jest poranioną kobieta i znów wchodzi w kolejny toksyczny związek. Nie ma pracy, więc parafia, na której własność przeszedł dom Ioli zatrudnia ją do posprzątania go i uporządkowania rzeczy zmarłej. Tandi znajduje w nim najlepszą przyjaciółkę, powiernicę i pomoc w rozwiązywaniu swoich życiowych problemów. Otwierając kolejne pudła poznaje Ioli Anne, jej dylematy, wybory, radości i smutki, które dziwnym sposobem są bardzo podobne do tych, jakie pojawiają się w jej codzienności. Ale nic w życiu nie przychodzi łatwo, jaką cenę będzie musiała zapłacić Tandi? Kim jest Ioli i jakie tajemnice skrywają kolejne listy? Dlaczego nigdy ich nie wysłała? O czym pisała?




"Pudełko na modlitwy" to bardzo ciepła opowieść o życiu kobiet, ich sile i determinacji. Nie brak w niej cierpienia, ale i nadziei i wiary, że każdy z nas może być szczęśliwy. Polecam gorąco na chłodne zimowe wieczory, do przemyśleń, do rozmowy, do napisania listu do...







Anna M.





 
 
Serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania powieści 
Wydawnictwu Święty Wojciech








Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :) 









27 grudnia 2014

"Piromani" Emilia Teofila Nowak





UWAGA !!!   Bardzo ciekawy projekt i przyznaję, ciekawa jestem tej książki :)  O projekcie przeczytacie tutaj :) POLECAM












Polecam też Facebooka Autorki



Niebawem więcej szczegółów


Anna M.







26 grudnia 2014

Pan Darcy i ja....

Jane Austen  "Duma i uprzedzenie"





"Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony".  





Żyjemy w XXI wieku, zatem dodam, że powszechnie wiadomo też, że bycie singielką po trzydziestce wcale nie jest marzeniem żadnej kobiety... Z tego względu postanowiłam Święta spędzić w towarzystwie jakiegoś faceta. Wszyscy znani mi mężczyźni byli jakoś zajęci, a nieznanych zwyczajnie nie znam, więc umówiłam się na randkę "przy książce". Ale z kim? Kogo wybrać? Jest tyle przecież możliwości.... Świat oszalał na punkcie Edwarda Cullena (zupełnie nie rozumiem, o co tyle szumu, bleee), Damona Salvatore (już lepiej, w skali od 1 do 10 daję mocne 7) czy wreszcie Christiana Greya (tego psychopatę raczej przemilczę). Ale współczesne autorki nic nowego nie wymyśliły od czasów Jane, zawsze ten sam, niepowtarzalny, tajemniczy Fitzwiliam Darcy. Inaczej się nazywa, w innym czasie żyje, inne ma rysy, ale tajemnica ta sama. Tylko tandetniej, płycej i bardziej komercyjnie napisane...  Ale wróćmy zatem do wybranej przeze mnie książki, czyli do "Dumy i uprzedzenia". Jaki jest pan Darcy? Wyniosły, dumny, bajecznie bogaty i niezwykle inteligentny, ale też skryty w sobie, krytycznie oceniający świat i z trudem nawiązujący relacje z innymi. Hmmm... A do tego przystojny, czegóż chcieć więcej? Ale to tylko maska, zewnętrzna wersja nadająca się do prezentacji ludziom. Jaki jest prawdziwy pan Darcy nie wie nawet jego rodzina. Nie zdradza się z emocjami, odpycha od siebie uczucia, miłość uważa za oznakę słabości i braku kontroli. Jest jednak jedna osoba, obok której nie może przejść obojętnie. Elizabeth Bennet również nie szuka taniej miłości, czy adoratora z pokaźnym majątkiem. Lizzy zawsze mówi to, co myśli, nie dba o opinie innych na swój temat, ale przede wszystkim ma większe cele życiowe niż szybkie wyjście a mąż. Jest świadoma swojej inteligencji i nie boi się dyskutować nawet z mężczyznami. Bywa też niezwykle uparta. Gdy tych dwoje się spotyka, wszystko ulega zmianie, choć żadne z nich nie chce przyznać, że relacja jaka ich zaczyna łączyć jest coraz silniejsza. Nienawiść, niechęć, przywiązanie, zależność, duma, rywalizacja, uprzedzenie, wzajemna fascynacja, miłość, lęk... wszystko przeżywane ze dwojona siłą, w tajemnicy. Nikt tego nie zauważa, świat żyje swoimi balami, intrygami, miłostkami. Ale nie tych dwoje, ich codzienność ogranicza się do siebie nawzajem.





Ekranizacja "Dumy i uprzedzenia" z 1995 roku, moim zdaniem najlepsza.





Kiedy Jane Austen pisała swoją książkę świat wyglądał trochę inaczej, ale myślę, że w sprawach uczuć i relacji damsko-męskich niewiele się zmieniło. Ciągle szukamy miłości, szczęścia i poczucia bezpieczeństwa. Myślę, że nawet te wszystkie głośno krzyczące feministki marzyły w dzieciństwie o księciu z bajki. Dlaczego? Każdy chce być kochany, każdy chce kochać. Od zawsze, na zawsze, za wszelką cenę. Dlatego taką popularnością cieszą się romanse (ostatnio też nowe pojęcie w literaturze, czyli romans paranormalny), komedie romantyczne, melodramaty, czy piosenki o miłości. Kilka dni temu wraz z moimi "psiapsiółkami" jak zwykle obgadałyśmy wszystkich znajomych facetów. Cóż, no wiecie, to takie przygotowanie na święta i nieśmiertelne pytania ciotek "kiedy wyjdziesz a mąż?", a jak już masz męża, to "kiedy będzie dzidzia?". Wspólnie doszłyśmy do wniosku, że gdzieś musi istnieć prawdziwy pan Darcy... Zwyczajnie musi...  Moja mama jednak twierdzi, że jak będę czekała na księcia z bajki to nic się nie zmieni i ciągle będę sama. Cóż mogę odpowiedzieć wszystkim niedowiarkom? Nie będę się siliła na mądre dyskusje i jakieś racjonalne argumenty, dlaczego wierzę w miłość. Zacytuje jeden ze sztandarowych filmów:




"- O, nie.
- Co?
- Znam tę załkaną twarz.
- Oj, nie znasz! 
- Zakochałaś się w nim.
- Nie. Kit, proszę, przestań. (...)
- Jest bogaty, z klasą.
- Który złamie mi serce, tak?
- Zakochałaś się w nim?(...) Może moglibyście zamieszkać razem? Albo kupiłby ci diamenty i konia. Czy ja wiem? Mogłoby się sprawdzić. To się zdarza.
- Kiedy to się zdarza, Kit? Kiedy to się naprawdę zdarza? Komu coś takiego się udaje?Udało się kościstej Marie albo Rachel? Nie! (...) Chciałabym wiedzieć, komu się to udało. Daj mi przykład jednej osoby, którą znamy, której się to zdarzyło.
- Wymienić kogoś?
- Tak, jedną osobę.
- Mam podać jej imię? O, Boże, presja imienia. Wiem - cholerny Kopciuszek!"
("Pretty Woman")




Cóż, a ja wierzę w bajkę o Kopciuszku...


Anna M.
PS. Jeśli jest gdzieś mój Darcy, to niech ktoś mu powie, że czekam ;)






22 grudnia 2014

Święta mola książkowego...












Wszystkim miłośnikom czytania 
życzę 
spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia,
a w nadchodzącym Nowym Roku
wielu ciekawych książek, 
mnóstwo czasu i jeszcze więcej pieniędzy
 na zakupy...






Anna M.







19 grudnia 2014

„Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak” Jacek Hugo-Bader







  


''Od śmierci w dolinach zachowaj nas, Panie''
 Jerzy Kukuczka.






Sama nie wiem, co napisać o tej książce. Przeczytałam ją jednym tchem, potem jeszcze całą noc siedziałam nad różnymi tekstami wokół kontrowersji, jakie wywołała, a nad ranem zaczęłam pochłaniać blog Tomasza Kowalskiego. Nie będę pisała o tragedii na Broad Peak, bo uważam, że kompletnie nie znam się ani na wspinaniu, ani na zdobywaniu szczytów, a ktoś kto tam nigdy nie był chyba nie ma prawa oceniać uczestników zimowej wyprawy z 2013 roku. Nie chcę też pisać na temat Raportu Polskiego Związku Alpinizmu o przyczynach tragedii, wreszcie nie przeczytacie tu o kontrowersjach wokół samej książki i udziału jej autora w wyprawie poszukiwawczej ciał himalaistów. O tym wszystkim wiemy, słyszeliśmy, tygodniami żyły tym telewizja, prasa, Facebook. W kraju, gdzie każdy z pozycji swojego wygodnego fotela przed telewizorem jest ekspertem od wszystkiego, nie ma sensu kolejny raz rozdrapywać ran. Nikomu to nic nie da... Dla mnie liczą się tu słowa Krzysztofa Wielickiego, które przytacza Jacek Hugo-Bader:


"W latach osiemdziesiątych w środowisku alpinistów odbywa się wielka dyskusja na temat etyki wspinania - wspomina Krzysztof Wielicki. - Głos zabierają wszyscy wspinacze z mojego pokolenia. Idea wyjściowa jest taka, że moralność jest jedna. I na wysokości zero, i na ośmiu tysiącach, ale w trakcie dyskusji okazuje się, że jednak nie. Moralność mogłaby być jedna, gdyby stan umysłu na każdej wysokości był ten sam. Ale nie jest. (...) Obowiązuje jednak braterstwo liny". (s.59)





O czym więc napiszę? Przekornie o sile marzeń...



Czterej polscy himalaiści stanęli jako pierwsi na świecie w zimie na szczycie Broad Peak. Cena za ten wyczyn była okrutna, dwoje z nich na zawsze pozostało ponad chmurami. Dramat podczas schodzenia na zawsze pozostanie dla nas, ludzi nizin, nie do zrozumienia. Nawet jeśli znamy raport, przeczytamy kilka książek, nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć tej siły, która pchała ich coraz wyżej... wbrew logice...  To pasja jest tym, co kształtuje życie człowieka. Każda pasja. Jedni marzą o zdobywaniu gór, inni o medalu olimpijskim, wydaniu książki, stanięciu na biegunie, locie w kosmos, urodzeniu dziecka, ukończeniu Harvardu, pokonaniu choroby. Jeszcze inni chcą wyjść na wolność, walczą o prawa człowieka, czy jeżdżą w najniebezpieczniejsze rejony świata, by pokazać dramat żyjących tam ludzi. Nie można wartościować marzeń, nie da się ich oceniać, nie warto krytykować ludzi, którzy je noszą w sobie. Dlatego mam ogromny szacunek dla wszystkich, którzy z uporom sięgają gwiazd, nawet jeśli te marzenia dla mnie pozostają niezrozumiałe. Czytałam już książki o biegaczach, muzykach, podróżnikach, korespondentach wojennych i reporterach. Wspólnym mianownikiem wszystkich tych opowieści jest właśnie owa niezwykła pasja, która pcha człowieka do przodu, bez względu na opinie innych, bez oglądania się za siebie, bez żalu, że zostawia się coś niedopowiedziane.Wtedy dziecięce marzenie staje się realne, a życie w mgnieniu oka dopełnia się i osiąga swój własny szczyt.




Czytając książkę Jacka Hugo-Badera paradoksalnie utwierdziłam się w przekonaniu, że należy iść zawsze za głosem serca. Autor przytacza mnóstwo opinii o przyczynach tragedii, zachowaniu uczestników wyprawy, tej z roku 2013 jak i kolejnej, tym razem już tylko poszukiwawczej ciał. Można przeczytać o braterstwie, przyjaźni, samotności, pozostawieniu. Słyszymy głos Krzysztofa Wielickiego, czujemy ból Jacka Berbeki i czy rodziców Tomasza Kowalskiego. Wreszcie czytelnik musi się zmierzyć z opowieścią Adama Bieleckiego i dramatem Artura Hajzera. Głos zabierają nawet sławny Simon Moro i Piotr Pustelnik. Ale ja wolę posłuchać echa głosu Tomasza Kowalskiego: 



"Jestem tu i nie mogę w to uwierzyć. Jestem uczestnikiem zimowej wyprawy Polskiego Związku Himalaizmu. To jest coś o czym marzyłem odkąd pamiętam, ale tak naprawdę nigdy nie sądziłem, że może się to spełnić. I teraz jestem tu, jakby nigdy nic żartując sobie przy stole z Krzyśkiem Wielickim, gościem który jest dla mnie bohaterem. Czuje się tak jakbym był jakimś młodym gitarzysta z początkującego zespołu i zagrał razem z Mickiem Jaggerem i rolling stonesami na pełnym stadionie Wemblay. to chyba dobre porównanie:)
Jutro ruszamy w góry. Kolejna, ale naprawdę wyjątkowa wyprawa życia. Trzymajcie kciuki,bo jest okazja napisać kolejny rozdział historii himalaizmu.  Ale by było..." 
(blog Tomasza Kowalskiego http://magisterkowalski.blogspot.com/2013/01/broad-peak-2013.html)



Śpijcie spokojnie tam na górze....




Anna M.

 "Każdy ma swój własny Mount Everest, dla którego zdobycia pojawił się na ziemi" Hugh Macleod.









18 grudnia 2014

"Jeden bóg" Katarzyna Mlek



 


"Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Nie będziesz zabijał" - to tylko dwa przykazania Dekalogu, który jest dla mnie podstawowym prawem. Ale co się stanie, jeśli ktoś postanowi być jak bóg, zawładnie sercami i umysłami ludzi, zapanuje nad światem i to w imię dobra? Przerażające, ale kuszące...




Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam reklamę jajek z hasłem "kurki wolne od GMO" serdecznie się uśmiechnęłam. Ale zaraz zaraz... Skąd niby mam mieć pewność, że żywność, która mam w lodówce nie jest genetycznie modyfikowana?  Przecież o owcy Dolly też już wszyscy zapomnieliśmy, a współcześni genetycy zapewniają, że chodzi im o dobro ludzkości i wykarmienie milionów. Komu ufać? Czy historia o ludziach chcących być jak Bóg i w tym celu budujących wieżę Babel jest tylko starożytną legendą?





Katarzyna Mlek znów sięga po ważny współczesny temat, który mam wrażenie w mediach jest spychany na margines. Wizja przyszłości, jaką kreuje autorka jest niestety wysoce prawdopodobna, o ile już nie wcielana potajemnie w życie. Genesis, ogromna, usłana tysiącami ofiar korporacja oferuje przedłużanie ludzkiego życia. To już nie tylko krem na zmarszczki, ale wizja wiecznej młodości. Korporacja, która rości sobie prawo do rządzenia światem... Miran Zielińśki, zdolny genetyk wraca w tym celu do Łodzi i tu zaczyna swoje eksperymenty, genetyczną modyfikacje żywności, klonowanie, specjalnie hodowane organy. Cel? Dobro ludzi? Absurd, już na pierwszych stronach książki mamy odpowiedź - pieniądze! Nic i nikt nie jest w stanie powstrzymać szalonego geniusza, który coraz bardziej zdobywa rynek, jest obecny w coraz większej ilości produktach i zaczyna rządzić światem. Okłamuje ludzkość, wmawia jej, że ratuje życie, że pomaga, gdy tymczasem zabija powoli i brutalnie. A ludzkość widzi w nim zbawcę i płaci za własną śmierć.  Zatem ponowię moje pytanie: czy to tylko nierealna wizja i fantazja autorki? Już dziś się mówi o nieprzewidywalnych konsekwencjach klonowania, o etyce lekarskiej, o kontrowersjach ingerowania w ludzki genom. Nikt z nas nie wie do czego doprowadzą mutacje genetyczne i jaki wpływ na nas będzie miała modyfikowana żywność. A jeśli to pierwszy krok do globalnej katastrofy?




Autorka nie tylko wymyśla świat przyszłości, ale i sprawia, że jest on zupełnie realny. Jej wiedza z zakresu badań genetycznych, GMO, klonowania, jak i mechanizmów rynkowych jest niezwykła. To sprawia, że zaczynamy nie tylko jej wierzyć, ale i bać się, że ten proces już się rozpoczął, że żyje gdzieś na świecie jakiś Miran, a my jesteśmy tylko manipulowanymi przez niego lalkami, które zapłacą każda cenę z kłamstwo. Być jak bóg? Dla naszego bohatera nic prostszego? Ale jaki będzie finał jego intryg, kłamstw i czy maszyna do robienia pieniędzy jest odpowiedzią na wszystkie pragnienia człowieka?








Polecam książkę Katarzyny Mlek, to ważne, aby zobaczyć, do czego może doprowadzić nauka na usługach zła... Do tego świetny język i porywająca fabuła, z pewnością nie można się nudzić. REWELACJA!






Anna M.







PS - Przyznaję, że podobny lęk i fascynację budziła we mnie tajemnica puszka dołączona do mojej książki. Otworzyć? Co z tego wyrośnie??? Jak można coś zamknąć w puszce, coś żywego? Intrygujące... Być jak bóg...


Po kilku dniach ciekawość wzięła górę, otworzyłam puszkę, przeczytałam instrukcję, zalałam wodą (ile się naszukałam termometru, bo woda musi mieć 40 stopni) i czekam...














26.12.2014  - "Obcy" się przebudził. Nadal czekam na pełną odsłonę....
















Serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania książki 






13 grudnia 2014

"Być kimś, być sobą. Pierwsze 7 dni" Podsiadlik Jarosław






"Zdradzę wam tajemnicę. Bądźcie zawsze uczciwi względem innych, bądźcie uczciwi względem siebie, a unikniecie poprawczaka i całego tego syfu, który widzicie każdego dnia. Tego syfu, który wciąga was w coraz większe bagno, nie dając żadnego koła ratunkowego. Macie tylko siebie i swoje ambicje, ale pamiętajcie, to wasze wybory i to wy poniesiecie konsekwencję. Odpowiedzialność to ważne słowo i trzeba się go nauczyć. Kiedy okaże się, że jest już za późno, ciężko jest ie podnieść". (s.83)




Gimnazjaliści - postrach większości nauczycieli... Czy słusznie? Nie wiem, nigdy nie uczyłam w gimnazjum, ale sporo się nasłuchałam, od nauczycieli rzecz jasna. Ale czy to, co mawiają o gimnazjalistach to prawda? Wielu dzisiejszych gimnazjalistów uczyłam kiedy jeszcze byli mniej lub bardziej grzecznymi szóstoklasistami, kilkoro mnie nadal w szkole odwiedza, a ci przez których obiecywałam sobie, że ostatni rok uczę w szkole, dziś nisko mi się kłaniają na ulicy. Cóż, od gimnazjalistów tyleż samo nasłuchałam się o nauczycielach. A że sama jestem nauczycielem, znam ten "światek" czasem zbyt dobrze... Kocham też muzykę, no może niekoniecznie rap czy hip-hop (uwaga: z góry przepraszam za złą terminologię i moją ignorancję w tym temacie). Z miłą zatem chęcią wzięłam do ręki książkę Jarosława Podsiadlika  "Być kimś, być sobą. Pierwsze 7 dni".




Napiszę, jak zwykle, bardzo osobiście. Kilka lat temu mieszkałam w Krakowie i często spierałam się z pewną osobą w kwestii czynników wpływających na nasze życie. Według mnie nasza przeszłość w dużej mierze określa naszą przyszłość. Moja rozmówczyni twierdziła, że każdy może zrealizować swoje marzenia, każdy ma takie same szanse w życiu, te same możliwości, ten sam start. Ja zawsze upierałam się, że rodzina, szkoła, sytuacja materialna czy miejsce zamieszkania mają znaczący wpływ na przyszłość danej osoby. Tak jest też w przypadku Krzysia, bohatera naszej książki. To zwykły gimnazjalista, jakich tysiące w naszych szkołach. Nie ma wsparcia w rodzinie, ciągłe kłótnie, oczekiwania, roszczenia i brak zrozumienia. Już nie tylko chodzi o konflikt pokoleń, ale przede wszystkim o dramat młodego, wcale nie głupiego człowieka, który nie widzi dla siebie żadnej pozytywnej przyszłości. Buntuje się zatem przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Rodzina? Matka wiecznie zapracowana próbuje stworzyć namiastkę domu, ojciec alkoholik, który między jednym ciągiem a drugim uzurpuje sobie prawo do wychowywania nastoletniego już i wychowanego przez ulicę syna. Szkoła? Typowa osiedłówka... Koledzy? Z podobnymi problemami w domu lub zupełnie bez domu. Codzienność? Jeden dzień podobny do drugiego, brak zrozumienia, pustka i zero przyszłości. Czy jednak owa patologiczna codzienność całkowicie określa naszą przyszłość? Otóż nie. Istnieje szansa na wyrwanie się  bagna. Jest nią pasja i upór. Dla Krzyśka jest nią pisanie piosenek. Zafascynowany koncertem hip-hopowym, za który na marginesie dostaje lanie od ojca, chłopak zaczyna odkrywać drogę do siebie, do swoich emocji do pokazania światu bólu życia, wreszcie drogę do bycia sobą... Książka jest zapisem pierwszych 7 dni przemiany, fascynacji, pisania i przemyśleń o życiu.



"Piosenka po piosence coraz bardziej rozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. Z każdą chwilą coraz więcej sytuacji, o których właśnie słuchałem, zaczynało mocniej i dokładniej odzwierciedlać moje przeżycia. Powtarzałem sobie jak mantrę, że to nie koniec, że wszystko może jeszcze się odmienić i chociaż wszyscy dookoła mnie nie do końca w to wierzyli, jakiś głos niczym zakłamany naiwniak stale kazał mi podsycać w sobie nadzieję" (s.65)



Autor doskonale przedstawił świat współczesnej młodzieży, ich problemy i relacje. Nie ma tu ani przesady, ani zbędnego epatowania cierpieniem. Jest za to zwykłe życie, ludziom z tzw. dobrego domu, jak mojej znajomej z Krakowa, może się ono wydawać zupełnie nierealne, ale przecież nie jest to powód do jego zanegowania. Uczę już trochę, żyję trochę dłużej niż uczę, a wiem o wiele więcej...  Krzysiek, Marcin i Monika są przedstawicielami pokolenia, które system i ludzie spisali już na straty. Czy słusznie? Jest przecież w ich dobro, pasja, chęć bycia, tylko my zbyt łatwo sobie ich zaszufladkowaliśmy. Nasz błąd widać jak na dłoni, ale czasem wolimy tą dłoń zacisnąć w pięść i uderzyć z wysokiej perspektywy naszego wygodnego życia...






Polecam, książka otwiera oczy, wbija w fotel i zmusza do innego spojrzenia na rozrabiającego przed naszym blokiem gimnazjalistę....






Anna M.
P.S. Do książki jest dołączona płyta z utworami czołowych polskich twórców hip-hopowych. Część tekstów można znaleźć w samej książce, a wszystkie doskonale korespondują z historią Krzysia.






Polecam stronę
  









9 grudnia 2014

"Dotknięcie pustki" Joe Simpson




"Jestem okropnie senny, ale wydaje mi się, że przed zaśnięciem zostało jeszcze coś ważnego do załatwienia. Powieki ciążą jak ołów... Przypominam sobie.
- Simon...
- Co?
- Ocaliłeś mnie życie, prawda? To musiało być dla ciebie straszne tamtej nocy. O nic cię nie winię. Nie miałeś wyboru. Rozumiem to, rozumiem także, dlaczego uwierzyłeś, że zginąłem. Zrobiłeś wszytko, co mogłeś. Dziękuję, żeś mnie ściągnął na dół.
(...)
- Naprawdę myślałem, że nie żyjesz. Byłem tego pewny... Nie mogłem sobie wyobrazić, jak mógłbyś ocaleć...
- W porządku. Wiem...
- Boże schodząc sam... Schodząc w dół, nie mogłem sobie z tym poradzić. To znaczy... Co miałem powiedzieć twoim rodzicom? Że co? Przepraszam pani Simpson, ale musiałem przeciąć linę..." 







Rok 1985, pasja, partnerstwo i marzenia... Historia zdobycia Siula Grande zawładnęła mną na dobre kilka dni. Potwornie ciężkie wejście zachodnią ścianą to tylko połowa tego, czym jest "Dotknięcie pustki". Joe Simpson i   Simon Yates stanęli naszczycie, ale podczas zejścia pogoda się załamała, a Joe złamał nogę. Dla obydwu nie było wątpliwości, Joe nie miał sznaps na przetrwanie. Oboje wiedzieli, że złamana noga na 6 tysiącach to wyrok. 


"Nigdy przez to nie przejdę, a Simon także nie zdoła mnie tam wciągnąć. Zostawi mnie! Na myśl o tym brak mi tchu. Miałbym tu zostać? Sam? Robi mi się zimno. Pamiętam jak zostawiono Roba, na pewną śmierć... Ale on już konał, był nieprzytomny (...)
- Złamałem nogę.
Wyraz jego twarzy natychmiast się zienia. Obserwuję na niej całą gamę reakcji. Przyglądam mu się uważnie, nie chcąc niczego uronić.
- Jesteś tego pewny?
-Tak.
Simon wbija we mnie twarde spojrzenie. Potem gwałtownie odwraca głowę, jakby czując, ze patrzył za długo i zbyt intensywnie. Zdążyłem jednak uchwycić w jego twarzy wymowny błysk i odgadłem, co znaczy. On wie, że już nie jesteśmy razem. Odbiera mi to resztę odwagi - rośnie poczucie całkowitej obcości, jakbym był czymś zupełnie różnym od Simona. W jego oczach chaos uczuć i myśli. Litość. Tak, politowanie i coś jeszcze. Dystans, przepaść między człowiekiem a rannym zwierzęciem, któremu nie da się pomóc. (...)



Nie rozmawiali jednak o tym, a Simon podjął pierwszą dramatyczną decyzję, że będzie na linie opuszczał partnera jak długo się da. Akcja z góry skazana była na niepowodzenie, ale walka trwała do końca. Ten był bliski, podczas jednej z serii opuszczania na linie, nocą, przy szalejącej śnieżycy, Joe spadł i uderzył o skały, nie dawał znaków życia. Simon zablokował linę i czekał ponad godzinę, aż Joe ocknie się i odciąży linę, ale niestety nie dawał znaków życia, co więcej jego ciężar zaczął ściągać ze stanowiska Simona. Kawałek po kawałku zjeżdżał ku przepaści i wtedy podjął najtrudniejszą decyzję - wyjął z plecaka nóż i... przeciął linę. Joe spadł do kilkudziesięciometrowej szczeliny. Simon ocalał. Wszystko w jednej chwili się skończyło. Simon przetrwał w jamie noc i rankiem zszedł z góry do obozu.Zapis jego przeżyć, dylematów i rozterek jest szokujący. Krytykowany przez wszystkich, musiał zmierzyć się przede wszystkim ze samym sobą. Nie miał wyjścia, ale przecież skazał przyjaciela na śmierć. A może to góra wydała wyrok? Może ona było coś jeszcze zrobić? Czyje życie było ważniejsze? Joe został sam, zasypany? A może sam tego chciał, wiedział, że to jedyny sposób, by Simon ocalał?




A - miejsce złamania nogi, B - odcięcie liny




Joe jednak przeżył upadek, obudził się w zupełnych ciemnościach w szczelinie, po długiem, nerwowej, pełnej bólu nocy i długiej walce wyszedł na powierzchnie. Przez kolejne 4 dni czołgał się do obozu w nadziei, że zastanie tam kolegów. Bez jedzenia, wody, w nocy i w dzień, na mrozie i w słońcu nie poddawał się. Zapomniał o bólu, samotności i lęku. Pustka, nicość, obsesja wody, powolne konanie. Słysząc niezwykły głos, który wybudzał go z omdlenia walczył ze sobą, ze światem, śniegiem i okrutną górą. Skoro nie poddał się po złamaniu nogi, nie mógł zasnąć teraz... O jego nadludzkim wysiłku i odwadze świadczy choćby fakt, że w ciągu tych dramatycznych dni stracił 20 kg.





Książka jest niesamowita, czytając wspomnienia Joe przeplatane zwierzeniami Simona, ma się wrażenie, że na chwilę rozumie się góry. Oczywiście nikt z nas nie jest w stanie pojąć, co dzieje się z człowiekiem na takiej wysokości, przy mrozie, odwodnieniu i braku tlenu. Można jednak wzbudzić w sobie szacunek zarówno dla gór, jak i dla ludzi, których one przyzywają. Nie lubię gdy inni mówią, że ludzie niepotrzebnie się tam wspinają i giną. Każdy z nas ma wybór jaką drogą iść, ma swoją pasje, której jest w stanie poświęcić wszystko, czasem nawet życie. Ludzie nie idą w góry, aby tam zginąć, do końca walczą, by zdobyć szczyt, bo jest tam coś, co ich woła. Ja tego nie słyszę, do mnie szczyty nie mówią, ale rozumiem pasję, która nie pozwala zasnąć. Wiem, że gdzieś tam każdy z nas ma zapisane swoje życie, swoje wybory, swój cel. Można przed nim uciekać, ale czy wtedy będę szczęśliwa?



Historia Joe i Simona to nie tylko opowieść o przetrwaniu wbrew logice i naturze, jest to też świadectwo przyjaźni, "partnerstwa liny", dramatycznych decyzji czyje życie ocalić, wreszcie przebaczenia i zrozumienia. Długo nie mogłam dojść do siebie po jej przeczytaniu. Zaczęłam się zastanawiać nad życiem, śmiercią, poświęceniem, odwagą i pasją... Co jestem w stanie poświecić dla marzeń, jak ciężko pracuję? A może odpuszczam sobie zbyt często? 



Cztery dni walki ze sobą, z górą, z przeznaczeniem, bez jedzenia, wody, w zamieci, czołgając się by żyć... Czy góra pokonała Joe? Hmm... Po dwóch latach i kilku operacjach znów związał się liną z partnerem by zdobyć kolejny szczyt... 





"Czekając na Joe" - film opowiadający o wyprawie na Siula Grande.





Anna M.








Recent Posts