18 stycznia 2015

"Nauczycielskie perypetie. O wojnie wszystkich ze wszystkimi" Dariusz Chętkowski






"Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę.(...) O, bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro było nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, (...) ! Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa i wszech porażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero. Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą! A przecież stanowimy sól ziemi. Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! Które nie widzą dalej..." (Adam Miauczyński z "Dnia Świra" podczas odbierania pensji nauczyciela wynoszącej wtedy 777 zł)



Kilka lat temu pojawił się w kinach głośny film "Dzień świra" i choć główny wątek nie dotyczył szkoły, to w pamięć zapadł jednak fakt, że Adaś Miauczyński był znudzonym życiem i rozczarowanym swoją pracą nauczycielem. Moje dwie kultowe sceny to odbiór wypłaty w kasie i druga: Adaś prowadzi zajęcia i tylko jedna uczennica wydaje się go słuchać... Oj, jakie to bliskie każdemu, kto kiedykolwiek choć na chwilę połączył swoje życie z systemem edukacji w naszym kraju. O szkole krążą mity, zresztą podobnie jak o naszych zarobkach i wakacjach...









Książka Dariusza Chętkowskiego "Nauczycielskie perypetie. O wojnie wszystkich ze wszystkimi" to zbiór przeróżnych historii z życia szkolnego autora. Nie są to jednak wspomnienia ucznia, ale szczere i odważne obserwacje nauczycielskie zza okopów, jak na wojnę w tytule przystało. Walki toczą się na wszystkich frontach: nauczyciele - uczniowie, nauczyciele - rodzice, nauczyciele - nauczyciele i wreszcie nauczyciele i dyrekcja. Książka w moim odczuciu jest niezwykle prawdziwa ale i pesymistyczna. Końcowa jej część poświęcona jest bohaterom i ofiarom. Czytając te często bardzo odważne opowieści z nauczycielskiego podwórka śmiałam się, kiwałam z niedowierzaniem głową, szeroko otwierałam oczy i wiele razy niestety przyznawałam racje autorowi. Chylę też czoło przez nim za odwagę... Dariusz Chętkowski pisze o tym, o czym inni milczą, udają, że tego nie ma, nie chcą nic widzieć. Szkoła według autora to pole bitwy wszystkich z wszystkimi. Tak zakłada system, tak postępują zmęczeni biurokracją nauczyciele i przyzwyczajone do przeładowania materiałem dzieci. Każdy ma swoje roszczenia, żale, racje, ale jest światełko nadziei. Otóż Dariusz Chętkowski przyznaje, że napisał książkę, aby inni mogli się uczyć na jego i jego kolegów po fachu błędach. Unikną wtedy bolesnych porażek i zbędnych problemów we własnej szkole. Bo świat z tablicą lekcyjną w tle może i powinien wyglądać inaczej niż to ma miejsce w zdecydowanej większości polskich szkół.



"Moja znajoma mająca za sobą dwudziestoletnie doświadczenie w pracy w szkole powiedziała kiedyś: <<Gdybym wiedziała, co mnie czeka, strzeliłabym sobie w łeb>>. Żyje do tej pory i jakoś sobie radzi z uczniami. Nie czułaby się zawiedziona, gdyby mogła odpowiednio wcześnie, jeszcze przed dokonaniem wyboru zawodu, gruntownie poznać, na czym polega praca nauczyciela. Niestety studia pedagogiczne w wystarczającym stopniu nie przybliżają studentom specyfiki pracy w szkole, lecz zapoznają ich głównie z teorią. Ludzie często też wierzą w stereotypy, na przykład, że lekarze to łapówkarze, prawnicy to cynicy, a nauczyciele to osoby, które pracują tylko cztery godziny dziennie i maja wiele wolnych dni. Kto zatrudnił się w szkole, kierując się stereotypową wiedzą o profesji nauczycielskiej, ten może się czuć oszukany. Fakty są przecież inne niż potoczne opinie" (s.9)



Mimo wszystkich wad systemu oświaty kocham być nauczycielem, lubię uczyć, uwielbiam pracę z dziećmi. Dzieciaki mnie rozwijają, zmuszają do weryfikacji własnych przekonań i poszukiwania nowych rozwiązań. Ich uśmiech jest bezcenny... Nauczyciel powinien być przewodnikiem, przyjacielem dziecka, pierwszą osobą, do której uczeń może się zwrócić, gdy czegoś nie rozumie, nie wie. Dziecko musi mieć zaufanie, wtedy z pewnością nie będzie bało się pytać, a tylko ciekawość rozwija. Zawsze zachwyca mnie ciekawość dzieci, ich szczerość i autentyczność, nawet gdy rozrabiają. My, dorośli/nauczyciele, często ukrywany swoje prawdziwe uczucia, intencje, zakładamy maski. Uczy nas tego niestety obłudny świat, fałszywi znajomi, serwowany przez konsumpcjonizm chory system wartości.. Dziecko jest otwarte, więc jeśli jest mu źle to pokaże to w jakiś sposób. Oczywiście prawie zawsze pierwszym zaatakowanym będzie nauczyciel, ale jeśli zada on sobie pytanie, dlaczego dziecko tak się zachowało, może uchwycić problem i wejść do świata swoich podopiecznych. Życie uczy pokory... Kiedyś moja sąsiadka krzyczała na swoją córeczkę. Weronika chodziła do przedszkola lub pierwszej klasy. Kilka razy była już u nich policja ... Tym razem mała nie chciała wstać rano do szkoły, a "mamusia" się spieszyła i krzyczała na nią, wyciągała na siłę z łóżka, przeklinała. Zadałam sobie wtedy pytanie: jaka Weronika będzie dziś w szkole? Co można od niej wymagać po takim poranku i relacjach z mamą? Jej świat się porozbijał, a w szkole ma się uczyć jakiegoś głupiego dodawania? Przed takimi pytaniami musi stanąć każdy nauczyciel. Od tego dnia patrzę na dzieci przez pryzmat tego, kim są, a nie co potrafią. Jeśli tego nie zrozumiemy, nie będziemy w stanie niczego w szkole nauczyć. A dzieci są niewinne, ufne, ciekawe świata. Może "Marysia" nie jest genialnym matematykiem, ale potrafi pomagać wszystkim w klasie. A "Stasiu"? Zawsze przeszkadza, ale ma złote serducho i opiekuje się młodszym rodzeństwem. Co z tego, że "Kinga" nadal nie potrafi biegle mnożyć, ale uczy się dzielnie tabliczki i wkłada w to dużo pracy... To jest jej sukces, bo wierzy, że potrafi...



Kocham rozmawiać z moimi uczniami, pokazywać im różne sposoby rozwiązywania problemów, wskazywać wartości, zachęcać do relacji. Nie ma nic ważniejszego niż dzieci, od nich zależy to, jak ten świat będzie wyglądał. Ich pasje, marzenia i plany powinny być naszym skarbem. Czasem zwykły uśmiech i zainteresowanie mogą sprawić, że mały człowiek wyrośnie na wielkiego odkrywcę. Każde dziecko może osiągnąć tak wiele, stoi przed nim cały świat.



Ale nie, nie, nie jest tylko różowo. Niestety my, dorośli/ nauczyciele, zbyt często uciszamy dzieci, każemy im tylko słuchać naszych mądrości, mówimy niezrozumiałym dla młodego pokolenia językiem, nie lubimy pytań, nie chcemy zrozumieć, zabijamy pasje i ciekawość.  Sama nie zawsze to wszystko tak jasno widzę... Są dni kiedy przychodzę do domu i obiecuję sobie, że to był ostatni dzień mojej pracy. Nigdy więcej! Rzucam torbą, trzaskam drzwiami. Kryzysy są chyba nieuniknione, trzeba je przetrwać. Ciągle szukam autorytetów, wzorców. Kiedy mam już dosyć, dzwonię do znajomych, spotykam się z nauczycielami i dzielimy się tym, co przeżywamy.  Ale potem znów budzę się z nową energią, aby jednak coś zmienić, czegoś nauczyć, pokazać, że świat może być piękny i ciekawy.


"Żaden nauczyciel nie jest od kołyski aż do grobu dobrym nauczycielem, podobnie jak żaden nie jest wiecznym nieudacznikiem. Każdy przeżywa wzloty i upadki. Chodzi o to, aby upadki trwały krótko, a wzloty długo. Niestety bywa odwrotnie - sukces przelatuje niczym błyskawica, a klęska rozsiada się, nie zamierzając odejść".


I Dariusz Chętkowski i inni nauczyciele nie poddają się jednak zbyt szybko! Codziennie rano gdy na pustych jeszcze korytarzach rozlega się pierwszy dzwonek, kolejny raz staramy się być dla naszych uczniów, zwyczajnie - być. Dopiero potem przekazać im to, czego przed laty sami się nauczyliśmy i co później boleśnie zweryfikowało życie. A gdy milkną dzwonki, nadal poprawiamy zeszyty, sprawdzamy kartkówki, i zastanawiamy się, jak jutro być lepszym nauczycielem...


Na koniec polecam kilka filmów o nauczycielach, szkole i autorytetach. Mi pomogły zrozumieć, kim chce być. Część z nich oparta est na faktach, śledzę losy bohaterów, uczę się od nich, czytam ich książki...




* "Historia Rona Clarka" (oparty na faktach) -  o Ronie Clarku wielokrotnie już pisałam







"Carte Blanche" -  dopiero wchodzi do kin - oparty na faktach film o lubelskim nauczycielu...







"Wytańczyć marzenia"  - prawdziwa historia  Pierre'a Dulaine'a,







* "Młodzi gniewni"  (film wszedł do kim w 1995 roku, byłam jeszcze w podstawówce i chciałam być taką nauczycielką!)








* "Stowarzyszenie umarłych poetów"  - inny wymiar nauczania







* "Pan Lahzar"   (ważny dla mnie film...)








I   MÓJ  NAJWIĘKSZY  AUTORYTET  - Ron Clark     (wywiad rozpoczyna się od 2 minuty)








Jest jeszcze wiele innych godnych uwagi filmów i przede wszystkim książek. Polecam!

Anna M.







5 komentarzy:

  1. Ja miałam to szczęście ,że w podstawówce trafiłam na fantastyczne nauczycielki , wychowawczynie. Jedna nauczyła mnie miłości do pisarstwa i czytania , druga mimo iż matematyki do dziś nie cierpię nauczyła mnie wielu rzeczy ,które pomogły mi przetrwać nie jedną burzę.Ale trafiłam też na takich nauczycieli,którzy uprzykrzyli mi i tak już trudne życie. I jedno wiem na pewno- większość nauczycieli traktuje siebie i swój przedmiot zbyt poważnie, wymagają od każdego ucznia by umiał perfekcyjnie ich lekcje a przecież każdy z nas jest inny.Jedni wola język polski inni matematykę czy chemię.Do tego narzucając nadmierny materiał na domowe lekcje nie myślą o tym,że uczniowie mają tez kilka innych przedmiotów , a często też problemy w domu.Najbardziej ceniłam tych nauczycieli, którzy potrafili dostrzec uczniów , ich problemy, pasje i nie narzucać swoich własnych pasji. Tak jak piszesz - należy dostrzec gdzie tkwi problem ,by dotrzeć do większości uczniów i nie każdemu nauczycielowi się to udaje.Oglądałam większość filmów o których wspominasz - nie raz marzyłam o takim sposobie uczenia się :) Zresztą do dziś uważam ,że amerykański sposób nauczania jest jakiś bardziej przystępny, ciekawszy, a może to moja wiara w kolejny stereotyp pokazywany w tv?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadłam na tego bloga przypadkiem, przyznaję. Ale jestem oczarowana. Jako być może (i mam nadzieję) przyszła nauczycielka jestem w tej chwili przepełniona całym garncem bardzo dobrych uczuć. I choć "Dzień świra" jest klasyką, to... no cóż, naprawdę wierzę w to, że perypetie nauczyciela bywają mniej depresyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Oj... przy sprawdzaniu stanu konta mam podobne uczucia jak Adaś Miauczyński... :) :) :) Ale faktycznie, masz racje, praca nauczyciela jest fascynująca, tylko trzeba nie przejmować się panią minister itd, itp... Ja lubię moje dzieciaki, choć czasem mam wrażenie, że mówię do nich po chińsku (ostatnio po arabsku, bo mamy projekt klasowy). Zresztą sama zobaczysz, jeśli coś się kocha, to praca jest przyjemnością. Wiem, że gdy się spotykamy w gronie nauczycieli, to każdy narzeka i chce tylko doczołgać się do wakacji, ale potem stajesz przed swoimi pociechami i jakoś cała złość mija... Mi dzieci zawsze pomagają zapomnieć o sobie. A jeśli już jest bardzo źle w życiu prywatnym, to zaczynam wymyślać projekty szkolne... Zawsze pomaga, im bardziej szalony pomysł, tym więcej pozytywnej energii od dzieciaków wraca do mnie... No może jeszcze plus mała czekolada na wieczorne smutki i życie bywa piękne :)

      Usuń
  3. WŁAŚNIE trafiłam tu przez WIELKI PRZYPADEK:) i - jako nauczyciel-polonista - zgadzam się ze zdjęcie na charakterystycznym czarnym tle... - ot, rzeczywistość... i choć faktycznie czasem czuję, że walczę z wiatrakami - lubię moją pracę, a filmy nr 4, 5, 6 uwielbiam:) na nr 2 mam zamiar iść, a do Dnia... nie mogę się nijak przekonać - choć rozumiem idee, diagnozę... - to po prostu nie moja kanwa... Pozdrawiam:) polonistka-"blogerka"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że trafiłaś tu :) Ja również uwielbiam moją pracę, choć zdarzają się takie dni, jak wczoraj, że tylko usiąść na chodniku i płakać... Ale potem wstaję, wycieram nos i wysoko podnoszę głowę... Słońce znów świeci :)

      Usuń

Recent Posts