24 lutego 2015

"Ja jestem Halderd" Elżbieta Cherezińska





 
"A teraz się okazuje, że żadna ze mnie pani. Zwykła gospodyni stryja, przecież nie żadna rodowa dziewczyna, prosta jakaś kobieta wciąż mi rozkazuje i udowadnia, że nic nie wiem, że nic nie umiem, na niczym się nie znam. Jednym słowem: nie mogę iść za mąż tak, jak stoję. Muszę się uczyć, zaciskać zęby i uczyć! I żebym ja chociaż chciała iść za mąż. Przecież żadnej nie mam ochoty z jakimś obcym mężczyzną żyć. Ja za mąż nie potrzebuję! Ja muszę uciec od biedy, od śmierdzącej nędzy, od strachu. Od słabości".






Elżbieta Cherezińska znów mną wstrząsnęła. Po przeczytaniu drugiego tomu "Północnej Drogi" czuję się, jakbym dostała w twarz. Halderd i Sigrun to noc i dzień, piekło i niego, ogień i woda. Jakże się myliłam... Czytając "Sagę Sigrun" myślałam, że Halderd jest wyniosła, smutna, nieciekawa, zimna. Nie mogłam się bardziej pomylić. Halderd mnie urzekła, oczarowała, nie pozwoliła odłożyć książki przed końcem. Po cukierkowej historii miłości Sigrun i Regina, trudne, brutalne i do bólu prawdziwe życie Halderd nie pozwala nawet na chwilę odpoczynku. To silna, niezależna kobieta. Wydana za mąż za prostaka i pijaka nie miała łatwego życia. Ale nie dano jej wyboru, była biedna, a jej rodzina okryła się hańbą i tylko tak mogła uciec od głodu i zimna. Za skrzynie pełne złota przez lata płaciła wysoką cenę. Cóż może i Sigrun była bajecznie zakochana w szlachetnym Reginie, ale to Halderd jest realna i odważnie pluje przeznaczeniu w twarz. Nienawidzi swego męża! Nie zgadza się na bycie niemym cieniem historii. Zycie kobiet Północy nie należało do łatwych, wiele z nich czekało, aż rozpocznie się jakaś wojna i mężowie wypłyną... Wtedy nastawał czas wolności, spokoju i wytchnienia.  Ale wojny nie trwały wiecznie... Dzień, gdy na fiordach pojawiały się łodzie wikingów, był dla wielu dniem trwogi, żałoby i smutnego losu tych, których jedynym obowiązkiem było rodzenie synów. A Halderd miała ich sześciu. Jednak kobiety dzielnie znosiły swój los, potrafiły walczyć o godność, być na równi z mężczyznami, a nawet nimi kierować po własnej myśli. W końcu od czego jest alkowa...





Lagertha z filmu "Wikingowie"


Ale Halderd nie była głupią kurą domową, w swej pogardzie dla innych planowała osadzić swego syna, Ragnara, na tronie należnym Panom Północy. A ten śmiały plan wymagał poświęceń, walki, ciężkiej pracy i przebiegłości. Składała zatem ofiary dla Odyna, rzucała zaklęcia, budowała kościół Chrystusowi, spotykała się z królami. Bóg, żaden bóg,  nie śmiał sprzeciwiać się dzielnej Pani na Ynge... Droga do władzy jest pełna niebezpieczeństw. Ale któż może się przeciwstawić Halderd??? Jednak nieokiełznana ambicja i bezwzględność nawet w imię miłości do syna nie zawsze są nagradzane rzez bogów. Ale Halderd nie godzi się ze swoim losem, nie cofnie się przed niczym, by ziściły się jej marzenia. Odyn nie przyjmuje ofiar? Trudno. Świat się zmienia? Kolejni Panowie przyjmują chrzest? Trudno. Wszystko, aby tylko przedłużyć linię krwi, zapewnić władzę i bogactwo, wypełnić przepowiednie, odczytać właściwie runy...








Kolejna książka Elżbiety Cherezińskiej sprawiła, że zniknęłam na kilka dni. Czytałam powoli, smakowałam, wielokrotnie przerywałam lekturę szukając w internecie informacji na temat historycznych wydarzeń, oczami wyobraźni widziałam nawet łodzie wpływające między fiordami. Książka "Ja jestem Halderd" jest magiczna, nie tylko dlatego, że opowiada o legendarnych wikingach, i nie dlatego, że na każdej niemal stronie czuć zapach miodu, śniegu i krwi. Co zatem sprawia, że nie można się oderwać od lektury? Oprócz wszystkich już opisanych wątków jest jeszcze jeden - tajemnicza, nowa wiara. Otóż powoli i nieubłaganie chrześcijaństwo wypiera stare wierzenia Panów Północy. Ale nie jest to idylliczna wizja natchnionych misjonarzy, którzy dla Chrystusa pozyskują miłością barbarzyńskich pogan. To krew wypiera krew, polityka i pieniądze zmuszają do zgięcia karku nad chrzcielnicą, a sama wiara nie ma tu wiele do powiedzenia. Ale przecież znamy to i my Polacy, przecież i nas chrystianizowano "ogniem i mieczem"... Czy można się oburzać? Nie, chyba gorszy to tylko ignorantów z zakresu teologii i historii. Niestety prawda jet bliższa opisom Cherezińskiej, niż nabożnym malowidłom w katedrach...






"Zaklęcie raz rzucone nie da się odwrócić. To nie zabawa. Kto raz seidr popróbuje, jest nią pomazany na wieki. Jeśli nie będziesz musiała, to jej nie ruszaj. (...)

Chcę. Kościół Einara kościołem, chrzest chrztem, a siła run starsza niż to wszystko. Bogowie bogami, ich walka sprawą kraju, ale nie biją się sami, lecz robią to naszymi rękami. A magia była, jest i będzie. I na ludzi działa. Żadnego z bogów, ani Odyna, ani Chrystusa na oczy nie widziałam. Działanie magii tak".








Kocham czytać. Książki mnie uspokajają, dają poczucie bezpieczeństwa, odrywają od nużącej i stresującej rzeczywistości, pozwalają na chwilę zapomnienia. Dzięki nim zwiedzam świat, poznaję ludzi, ich historie i kulturę albo oglądam zorzę polarną siedząc w ciepłym pokoju z kubkiem kawy w dłoniach...








norweskie fiordy...





Anna M.

Wiedzieliście, że nazwa Norwegia pochodzi od  nord vegen  co w staronordyckim oznacza właśnie droga północna? Niesamowite!







8 komentarzy:

  1. "Cóż może i Sigrun była bajecznie zakochana w szlachetnym Reginie, ale to Halderd jest realna i odważnie pluje przeznaczeniu w twarz." - A ja lubię obie bohaterki. :) Rozumiem, może styl w drugim tomie jest lepszy, przez co więcej osób opowiada się za Halderd (zresztą czy zawsze musimy wybierać między bohaterkami, kontrastować, oczywiście na niekorzyść jednej z nich?). Ale jeśli mowa jedynie o fabule i portretach bohaterek: nie trzeba chyba pluć przeznaczeniu w twarz, żeby być realną postacią. ;) Nie trzeba przeżyć nieszczęścia, znienawidzić męża, wieść trudnego i brutalnego życia. Życie Sigrun nie ograniczało się jedynie do miłości, a i sama miłość nie była znowu tak cukierkowa i bajeczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za ciekawy komentarz. Sigrun wydawała mi się taka nijaka, Halderd mnie urzekła... Nic na to nie poradzę... Być może bardziej się z nią identyfikuję???

      Usuń
  2. Rozkręcasz się :) Ciekawe co powiesz o Einarze, czyli trzeciej części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie muszę sobie chyba zrobić przerwę. Po II tomie jakoś nie pałam miłością do Einara... Ale cóż, pewnie się mylę i on też skrywa swoje tajemnice... a Halderd niesłusznie go osądziła...

      Usuń
  3. Nie znam tej serii... I aż mi głupio.... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie niepotrzebnie, wszystko można nadrobić... Ja Cherezińską zaczęłam czytać zupełnie niedawno, to dopiero wstyd...
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Czytaj kolejne tomy, czytaj koniecznie! Ja miałam dokładnie takie same odczucia po lekturze "Ja jestem Halderd". Po prostu zaniemówiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam "Pasję według Einara, ale po II tomie jakoś "znielubiłam" tego bohatera... i teraz trochę się męczę... Ale to dopiero początek...

      Usuń

Recent Posts