17 lutego 2015

"Moja krótka historia" Stephen Hawking








Genewa, sto metrów pod ziemią, trzy tysiące naukowców, ponad sześć tysięcy fizyków z osiemdziesięciu krajów. Czy to jakaś książka science-fiction? Nie, to podziemny kompleks CERN (Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych), w którym naukowcy zderzają ze sobą neurony prawie z prędkością światła próbując stworzyć w warunkach laboratoryjnych czarną dziurę. Nie, nie, to nie żarty! Znaleźli już "boską cząstkę", stworzyli antymaterie, a za swoje dokonania, aż dziesięciu spośród pracujących tam naukowców, otrzymało Nobla.






 


Przeczytałam książkę Stephena Hawkinga "Moja krótka historia", bo chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o samym Hawkingu, niż pokazuje przesłodzony i wzruszający film "Teoria wszystkiego". No i dowiedziałam się, ale bardziej od krótkich zapisków na swój temat, autor zafascynował mnie Kosmosem. Kolejny raz poczułam pasję i ogrom Wszechświata (wcześniej pisałam o tym przy okazji książki "Kontakt" Carla Sagana). To prawda, "Krótką historię" czyta się w jeden wieczór, ale zrozumieć, czym przez całe swoje życie zajmuje się jej autor, to już inna sprawa. Ja przez cała noc oglądałam filmy naukowe o istnieniu czarnych dziur, zastanawiałam się o co chodziło Einsteinowi w jego w ogólnej teorii względności (nic nie wymyśliłam), a do teraz nawet nie staram się ogarnąć moim maleńkim umysłem, czym są kosmiczne osobliwości i jaka jest zależność między grawitacją a prędkością światła. Ale kosmos mnie fascynuje, zawsze zadziwiał, w dzieciństwie bardzo często patrzyłam w gwiazdy albo siadałam latem przed domem, obserwowałam burze i dziwiłam się bajecznym rozbłyskom na niebie. 






Stephen Hawking urodził się dokładnie w trzysta lat po śmierci Galileusza. Początkowo nic nie zdradzało, ani jego geniuszu, ani choroby. Jak sam napisał, czytać nauczył się mając dopiero 8 lat, choć jego siostra czytała już jako czterolatka. Na uniwersytecie też cudem został, a fizyką zainteresował się, bo była nudna i nie było wielu kandydatów, żeby go wygryźć ze stanowiska. Jednak z czasem znalazł swoją drogę - astrofizykę i kosmologię. Wtedy też znalazła go choroba - stwardnienie zanikowe boczne (ALS). Miał 21 lat, gdy usłyszał, że nie przeżyje kolejnych kilku. Nie poddał się, miał obok siebie kochającą go do szaleństwa żonę, która przez następne lata będzie jego podporą. Dziś Stephen Hawking jest sparaliżowany, nie mówi, robi to za niego syntezator mowy, ale ma odwagę marzyć. Jest jednym z najwybitniejszych naukowców, jego początkowo szalone teorie po latach okazują się prawdziwe. Jest autorytetem w dziedzinie badanie czarnych dziur. Od kilkudziesięciu lat zajmuje się fizyką kwantową i badaniem teorii czasu. Czy osiągnął już wszystko? Mogłoby się tak wydawać - sława, bogactwo, uznanie w świecie naukowych, zdolne i wykształcone dzieci... Ale dla Hawkinga to wciąż mało, nadal marzy i snuje swoje przedziwne teorie. Dwie sprzeczne dziedziny - próba pogodzenia teorii względności z mechaniką kwantową (do dziś niemożliwa) rozpala serce naukowców z całego świata. Hawkins pracuje dziś nad grawitacją kwantową często powodując uśmiech kolegów po fachu. Ale pamiętajmy, wielokrotnie już kpiono z jego śmiałych przemyśleń. Czyżbyśmy rzeczywiście mieli kiedyś odkryć korytarze w czasoprzestrzenni, mogli cofnąć się w czasie i odwiedzić siebie kilka lat temu???




"Moja krótka historia"  jest świadectwem niesamowitego hartu ducha, odwagi i determinacji. Stephen Hawking czaruje czytelnika zarówno swoją inteligencją (nie wszystko udało mi się zrozumieć, czasem całe strony były napisane jakby po chińsku) ale i dowcipem. Ma śmiałość porównywać siebie z Einsteinem i dowodzić, że ze swoją chorobą jest niczym gwiazda rocka wśród fizyków, bo jeździ na wózku i mówi za niego komputer.  Mnie zafascynowało jeszcze jedno - ten niepełnosprawny geniusz, jak sam siebie określa, był w szkole przeciętnym uczniem... Podnosi mnie to na duchu, kiedy po raz kolejny sprawdzam dyktanda moich uczniów... Może i z nich będą kiedyś geniusze?...






"W klasowym rankingu ocen nigdy nie znalazłem się wyżej niż mniej więcej w połowie stawki (to była bardzo bystra klasa). Moje prace wyglądały wyjątkowo niechlujnie, a mój charakter pisma przyprawiał nauczycieli o rozpacz. Z drugiej strony koledzy nadali mi przezwisko Einstein, więc przypuszczalnie dostrzegli we mnie jakiś potencjał. Kiedy miałem dwanaście lat, jeden z moich przyjaciół założył się z innym kolegą o paczkę cukierków, że nigdy niczego nie osiągnę. Nie wiem, czy ten zakład został rozstrzygnięty, a jeśli tak - jaki był jego werdykt".






Anna M.
P.S. Co to było  E=mc²  ??? Ok, już pamiętam - energia równa jest masie razy prędkość światła w próźni do kwadratu (cokolwiek to znaczy)...


Ale to????




A właśnie zabieram się za kolejną książkę Hawkinga "Teoria wszystkiego, czyli krótka historia Wszechświata" ... Zapowiada się długa noc...








4 komentarze:

  1. Dopisane do listy "MUSZĘ przeczytać"!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej , nie wiem czy taka wiedza matematyczna jest w moich zdolnościach - chyba raczej nie, ja odbieram inaczej świat co super ujęła Cheryl w "Dzikiej drodze" "(...) W moim pojęciu świat nie był wykresem,wzorem czy równaniem.Był opowieścią." :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też połowy z tego nie rozumiem, ale fascynujące jest wiedzieć, że ktoś wie...

      Usuń
  3. Ja czytałem ''Wielki Projekt'',ale skończyłem bo za trudne :-(

    PS: http://naukowoblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts