14 lutego 2015

"Singielka" Mandy Hale




"Jesteśmy twarde. Jesteśmy nieustraszone. Jesteśmy stanowcze. Trzeba się z nami liczyć. Każdego dnia w pojedynkę stawiamy czoła wszelkim wyzwaniom i nigdy nie dajemy za wygraną. Nie pozwalamy na to, żeby przerażała nas perspektywa samotnej wyprawy do restauracji. Nie pozwalamy na to, żeby możliwość natknięcia się na byłego chłopaka powstrzymywała nas przed pójściem na imprezę z podniesioną głową. (...)


Na bycie singielką potrzeba dużo siły, której większość kobiet nigdy nie doświadczy. Ta siła to niezgoda na określanie własnego życia przez pryzmat związku, to zdefiniowanie go na nowo z myślą o sobie. To wyśmiewanie uprzedzeń i stereotypów. To pokazywanie światu, że twoim celem nadrzędnym nie jest wyjście za mąż" (s.15.22).





No dobrze, pisanie o szczęściu bycia singielką w Walentynki to tak jak stanie na parapecie mojego okna na 12 piętrze - bardzo ryzykowne. Ale przecież odważna ze mnie babka! Za chwilę pewnie odezwie się grono zakochanych szczupłych nastolatek próbujących nawrócić starą pannę wątpliwej figury. I na próżno wyjaśniać, że samotne życie po trzydziestce może być udane. Dzielnie zatem odpieram ataki zdziwionych koleżanek, uśmiecham się miło, gdy znajomi zapraszają mnie na swatane spotkania, i często (wiem, że to nieładnie) drwię z facetów, którzy uważają się za ósmy cud świata.



"Dlaczego nasza niezależność jest traktowana jak zagrożenia atakiem terrorystycznym? To tak, jakby powiedzieć: <<Światło zielone - spotyka się z kimś. Uff. Nie skończy sama jak palec>>. Albo <<światło żółte - no cóż, kolejny nieudany związek, i na dodatek, to ona go zakończyła. Ma trzydzieści jeden lat i wybiera samotność! Zostanie starą panną na własne życzenie>>. Albo <<Światło czerwone - ma trzydzieści cztery lata i wcale się nie kwapi, żeby poślubić pierwszego napotkanego faceta, mimo, że jej jajeczka znikają szybciej niż naleśniki z IHOP. Ona naprawdę zwleka i czeka, aż pojawi się Ten Właściwy. Uwaga! Uwaga!" (s.28)




przemierzyłam pół świata, by poznać siebie

Książka Mandy Hale "Singielka" to jedna z tych, do których będę wracała. Autorka w zabawny sposób opowiada o zaletach i wadach życia singielki. Wbrew pozorom  wcale nie jest to zachęta do zerwania z facetem, ale próba wyjaśnienia dlaczego warto pokochać siebie, zanim zaczniemy szukać miłości u innych. Pełna optymistycznych sentencji i mądrości niekoniecznie ludowych wspiera te z nas, które akurat nie zajmują się aktualnie gotowaniem obiadków, przewijaniem dzieci, czy sprawdzaniem telefonu ukochanego. Może kiedyś... W przyszłości... Ale nie teraz.... I choć wiele z moich "koleżanek" widzi we mnie desperatkę, to właśnie ja na ostatniej imprezie nie biegałam za facetem. Bycie samą nie oznacza bowiem bycia samotną. Singielka jest niezależna, silna, ma głowę pełną pomysłów na życie i czas na ich realizacje. Nie mówi światu: "chcę być sama do śmierci", ale raczej "dopóki jestem sama, będę się świetnie bawić, aż nie poznam kogoś, kto na mnie naprawdę zasługuje". A życie będzie wtedy wyglądało kolorowo. Singielka ma odwagę stanąć sama na weselu, żeby kolejny rok z rzędu  powiedzieć "no rzucaj, tylko nie spudłuj" i złapać ten cholerny welon. Singielka mieni świat, pomaluje go na nowo, odklei stare etykiety, wyrzuci z szafy za małe cichy, kupi bilet i wyruszy w szaloną podroż. A gdy już spotka miłość swego życia, będzie miała album pełen niezwykłych wspomnień. Wtedy znajdzie czas na pieluchy, zupki i pranie skarpetek...




"Może i nie klęczy przed nami książę z bajki ze szklanym pantofelkiem w dłoni, ale stać nas na to, by kupić sobie zabójcze szpilki i udać się na bal bez eskorty (...) Potrzeba odwagi i serca, by kroczyć przez życie w butach samotnej kobiety"





nie żebym nie próbowała znaleźć księcia z bajki....




POLCECAM

Anna M.
singielka




Książka przeczytana w ramach współpracy 

i dzięki uprzejmości wydawnictwa     



   
dziękuję bardzo :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts