7 lutego 2015

"Urodziłem się pewnego błękitnego dnia" Daniel Tammet





π ≈ 3,141592653589793238462643383279502884197169399 37510 5820974944592307816406286208998628034825342117067982148 0865132823066470938446095505822317253594081284811174502 8410270193852110555964462294895493038196...


Liczba π, stała matematyczna, równa stosunkowi długości obwodu koła do długości jego średnicy, niewymierna, nieskończona... Czy można ją zapamiętać? Ja z trudnością pamiętam cztery miejsca po przecinku, w zwykłej matematyce wystarczy wiedzieć, że to mniej więcej 3,14. 




Daniel Tammet widzi w swoim umyśle ponad 22 tysiące cyfr liczby pi po przecinku. Jest ona dla niego najpiękniejsza liczba, najbardziej ukochana, a gdy ja widzi lub o niej myśli, czuje się bezpiecznie i jest szczęśliwy. Niby zwykła liczna, no dobrze, dla mnie zwykła, dla Daniela podstawa wszechświata. Ale to nie wszystko. Potrafi też podać wynik dowolnego mnożenia, wie w jaki dzień tygodnia wypada dowolna data, a opanowanie języka od podstaw do swobodnej konwersacji zajęło mu tydzień. Ludzi z takimi zdolnościami określani są mianem "sawant", jest ich niewielu, większość mimo geniuszu w jednej z dziedzin, w pozostałych jest głęboko upośledzona. Daniel jest autystykiem, ale lżejsza odmiana, zespół Aspergera, pozwala mu opowiedzieć o tym, co widzi, jak postrzega rzeczywistość i co czuje. Jest inteligentny, wrażliwy, na pozór nie rożni się od innych, może trochę wycofany, jednak jego świat jest nie do pojęcia przez zwykłego "śmiertelnika". Daniel dosłownie czuje liczby, każdy element tego świata składa się w jego umyśle z cyfr, kolorów, faktur i zapachów postrzeganych jednocześnie. Liczby wciąż do niego mówią, a w dzieciństwie były tak bliskimi przyjaciółmi, że Daniel nie odczuwał potrzeby komunikowania się z kimkolwiek. Synestezja, bo taką nazwę noszą tego typu zdolności, sprawia, że dosłownie całym sobą czuje liczby, a jego umysł sam dokonuje skomplikowanych obliczeń tworząc przed jego oczyma barwny obraz, z którego powoli wyłania się odpowiedź na każde pytanie. 




"Liczby są moimi przyjaciółmi i nigdy mnie nie opuszczają. Każda jest wyjątkowa i ma własna osobowość. Jedenaście jest przyjazne, pięć głośne, w cztery ciche i nieśmiałe. To moja ulubiona cyfra, może dlatego, że przypomina mi mnie samego. (...) Niezależnie od tego, dokąd idę i co robię, nie przestaje myśleć o liczbach"





Daniel nie pamięta twarzy dzieci z przedszkola, co więcej w ogóle nie przypomina sobie obecności innych uczniów, ale potrafi powiedzieć jaką fakturę i kolor miała podłoga w żłobku. Wszędzie otaczały go liczby, zmysły, obrazy, dźwięki. Jego umysł był tak zajęty liczeniem, przetwarzaniem i łączeniem, że nie miał czasu na wykształcenie banalnych z jego punktu widzenia zdolności społecznych. Nauka rozmowy, kontaktu wzrokowego, skupienia uwagi zajęła mu wiele czasu i kosztowała niewiarygodnego wysiłku.


"Zacząłem gromadzić książki rodziców, znosiłem je po jednej do swojego pokoju. (...) W pokoju układałem książki w stosy na podłodze, aż otaczały mnie ze wszystkich stron. Rodzice bali się wejść, by nie przewrócić któregoś stosu na mnie. gdyby spróbowali usunąć którekolwiek książkę, wybuchnąłbym płaczem i dostał ataku złości. Wszystkie kartki moich książek miały numery, więc czułem się szczęśliwy, gdy mnie tak otaczały jakbym był otulony kojącym liczbowym kocem. Dużo wcześniej niż nauczyłem się czytać zdania na stronach, umiałem liczyć, a gdy liczyłem, liczby pojawiały się w mojej głowie jako ruchy lub kolorowe kształty"






Podobnie do innych sawantów, Daniel w dzieciństwie potrafił godzinami siedzieć w pokoju na dywanie i obserwować przesuwanie się na ścianie cienia rzucanego przez promienie słońca.Gdy już nauczył się czytać zmuszał rodziców, aby codziennie zabierali go do biblioteki, jedynego bezpieczne miejsca pośród słów i cyfr. Najbardziej lubił czytać encyklopedie, to go uspokajało i porządkowało świat. Powoli Daniel zaczął się komunikować z ludźmi, ale nawet w dorosłym wieku relacje społeczne sprawiają mu problemy. Do dziś na przykład musi co jakiś czas przypominać sobie, aby podczas rozmowy utrzymywać kontakt wzrokowy.







"Mówiłem. (...) Nigdy nie przyszło mi do głowy, że to o czym mówię, może nie interesować drugiej osoby. Nie dostrzegałem również, gdy słuchacz zaczynał się wiercić lub rozglądać (...) Bardzo ciężko mi słuchać innych ludzi. Gdy kogoś słucham, często ma  wrażenie jakby próbował dostroić się do określonej stacji radiowej, a wiele z tego, co zostaje niewidziane, po prostu wpada do mojej głowy i z niej wypada, jak zakłócenia. Z czasem nauczyłem się wyłapywać tyle, by rozumieć większość z tego, o czym mowa, ale problem pojawia się, gdy ktoś zadaje mi pytanie, a ja go nie słyszę. (...) przypadkowe słowo czy nazwa w trakcie konwersacji może uruchomić w moim umyśle strumień skojarzeń, przypominający efekt domina".




Dziś Daniel prowadzi wykłady, podróżuje, bierze udział w rożnych badaniach, aby uczeni mogli zrozumieć pracę jego umysłu, a przez to byli w stanie pomóc innym autystykom i epileptykom. Jest wyjątkowy nie tylko ze względu na swój geniusz, ale i dlatego, że nauczył się dzielić swoim światem z innymi. Potrafi  opowiedzieć, jak postrzega rzeczywistość, a to zupełnie niecodzienne, bo jak już wspomniałam spora część sawantów jest jednocześnie głęboko upośledzona. Do tej pory lekarze i uczeni nie zawsze mieli dostęp do wewnętrznego świata autystycznych geniuszy, nie potrafili dokładnie i jednoznacznie opisać i zbadać ich doznań. Dlatego też doświadczenia Daniela i jego chęć do dzielenia się nimi są tak ważne dla rozwoju nauki.










W 2005 roku powstał film dokumentalny "Geniusz pamięci", przybliża on fenomen postrzegania świata liczb, dźwięków i języka, który dla Daniela jest zwyczajny, codzienny i realny. Daniel spotyka się też z innymi sawantami, bo tylko w ich towarzystwie czuje się swobodnie i nawet w ich upośledzeniu potrafi wejść do świata innego genialnego umysłu i znaleźć płaszczyznę porozumienia i wymiany myśli.



Książka "Urodziłem się pewnego błękitnego dnia" jest fascynująca podrożą do tego świata. Przeczytałam ją jednym tchem i do tej pory nie potrafię sobie wyobrazić tego, co widzi Daniel. Jego zdolności są fenomenalne, co tylko dowodzi potęgi ludzkiego umysłu i tego, że jeszcze nie odkryliśmy daru, który nosimy w sobie. Być może świat faktycznie wygląda zupełnie inaczej niż go postrzegam????




Anna M.




3 komentarze:

  1. Ja myślę ,że dzieci z autyzmem ,nie są chore, tylko wyjątkowe.Może autyzm to dar , a nie choroba.Ile procent mózgu wykorzystuje każdy z nas?A co jeśli autyzm, to właśnie ten dar, ta możliwość wykorzystania mózgu, której my na co dzień nie potrafimy wykorzystać?Może autyzm to stan duszy, stan umysłu i tylko w wyjątkowych okolicznościach , z wyjątkowymi osobami u boku(takimi którzy wspierają dziecko autystyczne a nie traktują je jak kaleką udrękę) stają się geniuszami? Podziwiam rodziców takich dzieci, to niezmiernie odpowiedzialne życie.Ale jak widać na wielu przykładach nie niewykonalne. Czasem wystarczy zaakceptować inną osobę, poznać, a nie na siłę zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Postrzeganie świata Takich Preston mnie frapuje. Bo wciąż diciekam jak myśli mój syn...Szukam tej książki. Gdzie upolowalas? Jestem na fb Anna Maria Maniak

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdzie nie mogę znaleźć tej książki. Gdzie mogę ją dostać?

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts