7 kwietnia 2015

"Strefa Darien" Michał Zieliński






"Każdy z nas ma marzenia, które chciałby spełnić. A jednak czasem sami rzucamy sobie kłody pod nogi i wmawiamy, ze się nie uda. Jest to jeden z głównych czynników niepowodzeń i słomianego zapału. Zazdrościmy tym, o których czytamy w książkach. Zachwycamy się światem opisywanym przez kogoś innego i staramy się do niego przenieść choć na chwilę po to, by zapomnieć o szarym dniu. Każda przewrócona na druga stronę kartka zabiera nas na szczyt Everestu, owiewa wiatrem podczas samotnego rejsu przez ocean albo wywołuje pierwsze krople potu, kiedy w wyobraźni przemierzamy dziką i dziewiczą dżunglę. Podobnie było w moim przypadku. Często czułem gorące, parne powietrze lasu deszczowego, siedziałem w małym, wąskim czółnie, płynąc i zastanawiając się, co czeka mnie za kolejnym zakrętem. Czasem celowo przerywałem czytanie tylko po to, aby następnego dnia z jeszcze większa ciekawością do niego wrócić, żeby móc czytać książkę jak najdłużej. Odwlec chwilę dotarcia do ostatniej strony. (...) Nie bójmy się marzyć. To najpierw. Ale później nie bójmy się spełniać naszych marzeń" (ze wstępu)




No i Autor od pierwszej strony trafił w mój czuły punkt - marzenia i brak możliwości ich realizacji... Pozorny brak możliwości, mój wyimaginowany bezsens istnienia w świecie, który co chwilę podcina skrzydła... I jak tu czytać dalej??? Przede wszystkim - nie narzekać, a po drugie - zacząć żyć po swojemu... 



Strefa Darien to wąski przesmyk między Panamą a Kolumbią, dziewicza i bardzo niebezpieczna dżungla, jedno z tych miejsc, które należy omijać. Gringo, który zapuszcza się w te rejony musi pamiętać o tym, że dżungla to zupełnie inny świat, a Darien to już kompletnie inna bajka. Inaczej płynie czas, ludzie są inni, a przyroda nie przypomina niczego, co wcześniej widział. Jeśli do tego dodamy "drobny fakt", że tereny te stanowią szlak przerzutowy karteli narkotykowych i zbyt często można tam spotkać partyzantów FARC, to już zupełną niedorzecznością jest wyruszać na wyprawę w ten rejon. Michał Zieliński, autor książki, nie zna słowa "niemożliwe". Pakuje plecak i wraz ze znajomymi leci do Panamy, a potem jest lokalny bus, później kilkanaście godzin statkiem, następnie indiańskie czółno, a potem...jest już tylko gorzej...  by wreszcie stanąć na skraju selvy i...zrobić krok naprzód. 



"Tak myślimy my, Europejczycy. My, którzy często wielokrotnie analizujemy, rozważamy wszystkie za i przeciw, a kiedy jesteśmy już zdolni do działania, bywa, iż jest za późno. Działamy też pod krawatem taktu, moralności i dobrych manier. Schowani pod białą koszula ostrożności, boimy się mówić o naszych uczuciach i o tym, czego tak naprawdę chcemy. Może kiedyś wreszcie się to zmieni. Może... To jest właśnie kolejne piękno, jakie dostrzegłem w Ameryce Środkowej. Urok płynący z zasady carpe diem, której w życiu brakuje nam, ludziom ciągle zapracowanym, goniącym uparcie za szczęściem, chcącym coraz więcej i więcej. Jesteśmy niczym maszyny z okresu socjalistycznego. Pragniemy zrobić "dwieście procent normy". Fakt, iż czasem osiągamy ten pułap, odbywa się kosztem czegoś. Kosztem naszego zdrowia, chwil relaksu oraz przyjemności. A przecież słońce jest gorące, a nasze życie tak krótkie!" (s.35)



zdj. z książki




Dżungla to zdecydowanie nie jest miejsce dla mnie, ale sięgnęłam po książkę, bo cenię ludzi z pasją. Tylko ona się w życiu liczy i dla niej warto je poświęcić. Autor zafascynował mnie swoim zdecydowaniem, uporem, ale i beztroską, otwartością na nowe i pragnieniem życia na 100%. My, szeregowi pracownicy, uwięzieni w blokach na 12 pietrach, spłacający kredyty i odkładający marzenia na później, by w pewnym momencie ze smutkiem stwierdzić, ze najlepszy czas przeminął, powinniśmy wziąć do ręki książkę, spakować plecak i wyruszyć w nieznane. No może niekoniecznie do Panamy, ale przecież każdy z nas ma jakąś swoją dżunglę, coś, o czym śnimy po nocach, jedna rzecz, która potrafi wyrwać nas z szarości życia i sprawia, że nasze oczy płoną ogniem pasji. "Strefa Darien" budzi o życia bez ograniczeń... POLECAM ! Ja wciąż odkrywam moją "dżunglę"....




"Dżungla też jest piękna. Jak zjawiskowa kobieta. Pełna wdzięku, inteligentna, a do tego zabójczo seksowna. Samo słuchanie o nie powoduje gęsią skórkę i pobudza wyobraźnię. Pomyślcie, jakie uczucia nami rządzą, kiedy stajemy z nią wreszcie twarzą w twarz. Będąc w dżungli, człowiek czuje, że żyje. Docenia wszystko, co ma, a jego serce wypełnia radość i podekscytowanie przed następnym krokiem w nieznane, przed każdym kolejnym zakrętem, za którym nigdy nie wiadomo, co się może znaleźć" (s.59)



Anna M.
moja ocena 5+/6





Polecam stronę
  







4 komentarze:

  1. Wszystko super, przyznam ci rację z tym,że ta niemożliwość tkwi głównie w nas samych.Niestety- jest też tak,że ta niemożliwość wynika ze zwykłego zdrowego rozsądku.Bo co z tego ,że chcę podróżować.Przecież nie porzucę córki i nie ruszę w świat.Myślę ,że pewne rzeczy powinno się robić w odpowiednich momentach-że właśnie to jest sztuką - wychwycić odpowiedni moment, nabrać odwagi i zareagować.Niektórych rzeczy nie da się zrobić później.Nie każdy z nas ma drugą szansę.A szkoda.
    Ps.Nominowałam cię do zabawy Liebster Award- jeśli masz ochotę - szczegóły tu-http://cichyszeleststron.blogspot.it/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, ja sobie wiele razy znajdowałam wymówki. I choć raczej nie lubię podróżować, to jednak z uporem maniaka wydzieram codzienności czas na realizację własnych marzeń, projektów. Wszystkim, którzy patrzą na mnie ze zdziwieniem odpowiadam, że data urodzin nie jest ważna... Jasne, że jak ma się rodzinę, to trudno wyjeżdżać na drugi koniec świata, ale może masz inne marzenia, o których dotąd bałaś się pomyśleć. A może przyjdzie i taki czas, że je zrealizujesz??? Tego nigdy nie wiesz... Czasem los pcha nas w różne dotąd zupełnie obce nam obszary... i zakamarki życia....

      Dziękuję za nominację do nagrody, Z pewnością podejmę wyzwanie :) Pozdrawiam cieplutko i tylko dodam, że książka z naszego projektu dotarła do Joli z Dublina...

      Usuń
  2. Dzien dobry. Trafilem na bloga calkiem przypadkiem i powiem szczerze ze bardzo sie ciesze z recenzji na temat mojej ksiazki ktorej jestem autorem (Strefa Darien). Jezeli chodzi o komentarz pod tekstem to wcale nikt nie musi zostawiac corki,rodziny czy zweirzaka i ruszac w podroz na rok czy dwa. Moze moja podroz nie byla do konca tak odpowiedzialna bo moja kobieta byla wtedy w 7 miesiacu ciazy i tez musialem podjac decyzje, ale pamietajmy ze czesto dzieki wsparciu drugiej osoby mozemy przenosic gory (i tsk bylo w moim przypadku za co jestem wdzieczny mojej drugiej polowce). Kto nie zechce dzialac zawsze znajdzie powod, ale jezeli czegos bardzo chcemy to mimo wszystko znajdziemy sposob :) pozdrawiam
    Michal Zielinski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że odwiedził Pan mój blog. "Strefa Darien" zmobilizowała mnie do zadania sobie pytań, od których dotąd uciekałam. Działać - liczy się ciągłe kroczenie naprzód... Czasem to może być podróż w najodleglejsze zakątki naszej planety, a czasem zwyczajne szukanie siebie i życie swoją pasją w codzienności. Kiedy czytam książki o podróżach, zazdroszczę tym wszystkim, którzy widzą świat oczami innych kultur i cieszę się, że w jakimś stopniu mogę uczestniczyć w tej przygodzie. Ale potem pytam siebie, co jest moją wyprawą życia? Okazuje się, że jest to szkoła, bycie nauczycielką, wychowywanie dzieciaków, budzenie w nich tej pasji i radości odkrywania świata. Dzięki Pańskiej opowieści utwierdziłam się w tym, że realizacja marzeń daje większą frajdę, niż cokolwiek innego... I zaczęłam marzyć....

      Usuń

Recent Posts