10 sierpnia 2015

Kto nigdy nie był na diecie, nie wie, czym jest życie ;) / "Jeść, by żyć" dr Joel Fuhrman



Wakacje mnie zupełnie wciągnęły... Czytam ogromne ilości książek, choć na blogu niewiele wpisów. Jeden z powodów - mój komputer ostatecznie zwariował, jednak 10 lat dla laptopa to chyba trochę za dużo do udźwignięcia. Kolejny powód? Błogie lenistwo... Ale od czego ma się znajomych! K.S od jakiegoś czasu prosi o nowy wpis, więc z dedykacją dla niego zamieszczam :)






"Ze wszystkich danych naukowych płynie ważny przekaz - musimy zrozumieć, że odżywianie się jest sprawą życia i śmierci. Nie stać nas na pomyłki". (s.243)







Każdy, kto mnie zna może potwierdzić, że co chwilę mam inną wagę. Spowodowane jest to tym, że praktycznie od 15 lat jestem na diecie (zrzuciłam już w moim życiu ok 50 kg, potem jojo i znów spadek wagi itd). Zawsze to była moja własna dieta, czyli rezygnacja ze słodyczy, tłustego mięsa, smażenia na korzyść warzyw i owoców plus bieganie. Wymaga to niesamowitych wyrzeczeń, bo liczenie kalorii jest bardzo skomplikowaną metodą (jeśli chcemy oczywiście zachować składniki odżywcze). Jeśli wracałam do "normalnego" jedzenia, czyli przetworzonej żywności - tyję... Moja najniższa waga to 58 kg (jakieś 4 lata temu). Cóż obecnie mam o wiele więcej ... Miesiąc temu zaczęły się wakacje, mam więcej czasu, zatem ponownie przeszłam na moją starą, dobrą dietę. Czytam wiele książek na temat zdrowego odżywiania autorstwa światowej sławy sportowców, dietetyków i naukowców.  Proponują oni całkowicie i na stałe odrzucić jakąkolwiek przetworzoną żywność, wszelkie używki, konserwanty, cukier i sól.  Do tej pory właściwie zawsze chodziło mi wyłącznie o zrzucenie zbędnych kilogramów, od jakiegoś czasu bardziej stawiam na zdrowe jedzenie, a gubione kilogramy traktuję jako efekt uboczny. 



Kilka tygodni temu dosłownie wpadła mi w ręce książka "Jeść, by żyć", w której dr Joel Fuhrman zbiera to, co do tej pory doczytywałam się między wierszami u Scotta Jurka, Richa Rolla, Beaty Pawlikowskiej, czy Chrisa Powella. Autor potwierdza też to, co jakoś wewnętrznie wyczuwałam. Jeśli odrzucimy z naszej diety produkty wysoko-przetworzone, czyli tzw śmieciowe jedzenie, a zastąpimy je surowymi i gotowanymi warzywami, to nie tylko schudniemy, ale będziemy pełni energii, uwolnimy się od uzależnienia od jedzenia, polepszą się nasze wyniki badań, znów będziemy mogli marzyć i żyć pełną parą.



"Nie należy podejmować prób. Należy całkowicie się zaangażować. Kiedy więc pacjenci mówią mi, że zamierzają mój program wypróbować, odpowiadam, że powinni dać sobie spokój. Są z góry przegrani. Aby wyzwolić się z okowów nałogu, nie wystarczy spróbować. Trzeba być zdeterminowanym. Trzeba chcieć to zrobić za wszelką cenę. Pójść na całość" (s.27)


Z wielkim lękiem i niepewnością rozpoczęłam detoks od żywności z konserwantami. Nie czułam się sama w moich zmaganiach, bo od dawna prawie codziennie czytam fragmenty książek Scotta Jurka, czy oglądam filmy o zdrowym gotowaniu. To czego się bałam? Otóż, jak stwierdza sam dr Joel Fuhrman, byłam tak przyzwyczajona do określonej żywności, że zrezygnowanie z niej wydawało mi się końcem świata. I wbrew pozorom wcale nie chodziło o słodycze i cukier. Ale kawa? No i mój ukochany serek pleśniowy?  Ketchup? Nie, nie, tylko nie chleb! Ale stało się...


Jeśli być szczerym, to być szczerym. Nie jestem jednak zupełnie przekonana do weganizmu, dlatego jem chude mięso i produkty nabiałowe. Zrezygnowałam jednak całkowicie z półproduktów i żywności przetworzonej. Znów bawię się w gotowanie w mojej mini-kuchni i wymyślam coraz to nowe dania.




Moja dzisiejsza kolacja: orkiszowe naleśniki z owocami i pomidorowy koktajl :)



Polecam książkę "Jeść, by żyć". Nawet jeśli nie zostaniecie weganami (ja za bardzo kocham mięso), to i tak można doczytać się wielu naukowych wyjaśnień tego, by wprowadzić do diety więcej warzyw i owoców.




Anna M.







6 komentarzy:

  1. Uwielbiam tego rodzaju książki :) Sam tytuł jest zachęcający "jeść by żyć" a nie "żyć by jeść" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Potwierdzam, że w książce jest wiele przydatnych informacji. Ja sam także nie jestem weganem i nigdy raczej nie będę. Mięso też odrywa ważną rolę w naszej diecie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc nie zamierzam rezygnować z jedzenia, które lubię :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka jest ciekawa już przez sam fakt, że zawiera wiele cennych informacji o prawidłowym odżywianiu. Rezegnacja z jedzenia bywa trudna, ale gdybym chciała jeść tylko słodycze, które uwielbiam, byłoby tragicznie. Myślę, że czasem trzeba wybrać między przyjemnością a zdrowiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też z zapałem studiowałam tą książkę, ale ze zmianą to nie jest tak łatwo. Bardzo trudno mi było pożegnać się z chlebem, ciastem, słodyczami, pierogami i kotletami. No wiec jak po każdej zimie tą moją otulkę ;) spalam podejmując tak jak Ty ( już nie pierwszy wysiłek ).. Fajnie by było tak zdrowo się odżywiać już na stałe i zwyczaje, które wkodowali nam nasi rodzice zmienić po przeczytaniu jednej książki. Moje doświadczenie podpowiada mi, że to już taka "przygoda" na całe życie, bo my swoje, a nasza podświadomość swoje ;) . Dobrze Aniu, że jesteśmy równie jak ona uparte, dokształcamy się i nie poddajemy. Pozdrawiam i życzę POWODZENIA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio sporo pozmieniałam, chyba byłam już zmęczona niedotrzymanymi sobie obietnicami i... przestałam się odchudzać, a zaczęłam racjonalnie jeść i ćwiczyć. Dało spore efekty (-24kg) Nadal nie ustaję w walce o siebie, bo to przecież styl życia, anie jednorazowe TOURNÉE... Kibicuję Tobie w codziennym wysiłku i dziękuję, że jesteś.

      Usuń

Recent Posts