31 grudnia 2015

"Ani Mru Mru. O dwóch takich, co było ich trzech" Marcin Wójcik, Michał Wójcik, Waldemar Wilkołek




Niestety lubię się śmiać... Niestety, bo śmieję się prawie zawsze, bez względu na okoliczności, a jeśli jestem poważna to oznacza, że jestem chora, albo coś się stało... Od lat próbuję być poważną osobą, ale nie udaje mi się. Marzyłam o tym, aby wzorem amerykańskich seriali być poważną panią nauczyciel, pięknie ubraną i laptopem w ręce. Tymczasem na czworakach ganiam za dziećmi po dywanie i wygłupiam się z maskotkami podczas lekcji. Nie potrafię się smucić, co zrobić...



Kabaret jest dla mnie jak lekarstwo na każdy smutek. Oczywiście doraźnie pomaga tylko czekolada i to w dużych ilościach, ale po ciężkim dniu, wieczorem uwielbiam puścić ukochane skecze. Nic tak nie poprawia mi humoru. Teksty już znam na pamięć, potrafię nawet rozróżnić poszczególne wykonania tego samego programu. Nic na to nie poradzę, że kocham kabaret :) :) :) Śmiech to najlepsze lekarstwo na rzeczywistość, trudno mi przebywać z ludźmi bez poczucia humoru, zwyczajnie ich nie rozumiem. Od jakiegoś czasu bliska jest mi Bożena z Kabaretu Smile..., chyba z racji jej zdrowego podejścia do odchudzania. Kocham Joasię Kołaczkowską z Hrabi, a Marylka z Kabaretu Jurki zawsze doprowadza mnie do łez, chłopaki z Kabaretu Młodych Panów są bezkonkurencyjni, a KMN i posiedzenia sejmu to już legenda. Moje najnowsze odkrycie to Grupa Darwina... Nie sposób wymienić wszystkich, wystarczy wspomnieć o Kryspinie, Balcerzaku, czy Góralu...



No i o... Ani Mru Mru!!!


Kabaret oglądałam od najmłodszych lat, pamiętam, że jako dziecko potrafiłam powtórzyć cały program Laskowika, do dziś zresztą mam do niego sentyment. Zawsze też ciekawiło mnie jak wygląda życie kabareciarza. Wyobrażałam sobie, że musi być... zabawne. A tu niespodzianka - książka "Ani Mru Mru. O dwóch takich, co było ich trzech" to bardzo szczera opowieść o życiu na scenie i poza nią. Oczywiście napisana, a raczej opowiedziana (bo to rodzaj wywiadu) po mistrzowsku, z dużą dozą satyry i ciętymi ripostami. Mamy niesamowite opowieści o początkach kabaretu, śmieszne wtrącenia skeczy, czy wreszcie doprowadzające do śmiechu opisy żartu sytuacyjnego. Nie sposób jednak zauważyć w książce i gorzkich stron o problemach, rozpadach, kłótniach i zmęczeniu ciągłym śmiechem.



"Kiedyś byliśmy jak Metallica. Zarówno jeśli chodzi o ilość występów, jak i o picie po" (s.249)



Można doczytać się między wierszami wielu ciekawostek ze świata festiwali kabaretowych, nieporozumień i niesnasek pomiędzy wykonawcami. Jest też o przyjaźniach, no i mnóstwo anegdot, skeczy i dobrej zabawy. Jest wiele wspomnień, planów na przyszłość i opowieści zza kulis. Do tego wszystkiego mamy sporą dawkę humoru z najwyższej półki.


"Gdybyśmy byli początkującym kabaretem, a któryś z nas zapomniałby skeczu, dwóch pozostałych zrobiłoby wszystko, żeby go uratować. Po piętnastu latach na scenie, gdy widzimy kolegę stojącego – umownie – nad takim wielkim szambem, to nas tak bawi, że po prostu trzeba podejść i go pchnąć. Zrobimy wszystko, żeby go pogrążyć".



Kabaret Ani Mru Mru to już legenda. Zawsze bawiły mnie ich skecze. Wystarczy przypomnieć sobie Tofika, Supermarket, Małysza, Macieja i króla, Ratowników, czy chińską restaurację. Niezapomniane dialogi, gagi i galeria min. Wystarczyło, że Michał Wójcik tylko wyszedł na scenę i publiczność śmiała się do łez... Tak też jest do dzisiaj. Chłopaki nadal dają rade mnie rozbawić, choć konkurencję mają dużą. Nic jednak nie jest w stanie zepchnąć ich na boczne tory. Kocham ich poczucie humoru! Wydaje się, że nic nowego nie da się wymyślić, a oni nagle dosłownie wyskakują  z nowym motywem.




A na koniec mój ukochany skecz - "Alkohimalaiści"








I tak postanowiłam z uśmiechem zakończyć stary rok i wejść w nowy...





Wszystkiego najlepszego, 
oby było dużo ciekawych książek do czytania 
i jeszcze więcej czasu na to ;)




Anna M.


- strona internetowa Kabaretu Ani Mru Mru








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts