28 grudnia 2015

Gdzie byłam, gdy mnie nie było...


Zmiany, zmiany, zmiany....  Od przeszło miesiąca nic nie pisałam, nawet moja mama dzwoniła do mnie zmartwiona tym nagłym zniknięciem, że nie wspomnę o K.S.  Tymczasem - dużo zmian...


Jak już wiecie, mieszkam teraz sama. W listopadzie moja współlokatorka powiadomiła mnie sms-em, że za kilka dni się wyprowadza i stanęłam przed jedną z tych decyzji, które choć trudne, to jednak prowadzą ku dobremu. Zatem wynajęłam całe mieszkanie. Moi znajomi chwycili się na głowy, mama obiecała na początku pomóc finansowo, a ja zaczęłam wielkie sprzątanie. Niestety moja współlokatorka zabrała wszystko, nawet kosz na śmieci, sztućce, mój garnek i wykręciła żarówki, więc czekało mnie dużo pracy. Różowe ściany w jej starym pokoju, a teraz moim salonie zupełnie mnie załamały. Dobrze, że zabrała ze sobą bordowe rolety i fioletowe firanki..., bo tego bym nie zniosła... mieszkanie wymagało natychmiastowego malowania, a zakrycie różu pochłonęło wiele pracy i przekleństw...  





Czas mijał bardzo szybko, cały dzień w pracy, wieczorem malowanie, rankiem przygotowywanie się do szkoły, weekendy - wielkie sprzątanie. I tak minęły dwa miesiące. Wczoraj uroczyście zakończyłam remont... symbolicznie przymocowałam wieszak z napisem "HOME". Podczas tych dwóch miesięcy bardzo się zmieniłam. Zawsze żyłam na walizkach, miałam niezbędne minimum rzeczy, aby w każdym momencie się przenieść, wiele razy zmieniałam wynajmowane maleńkie pokoiki, nie miałam czasu ani siły na ich meblowanie, bo nigdy nic nie było moje. Dziś samo mieszkanie też nie jest moje, bo wynajęte, ale wszystko w nim już należy tylko do mnie. Puste "cztery ściany" magicznie sprawiły, że przeobraziłam się w prawdziwą "panią domu". Cały remont zrobiłam sama z bratem, z czego jestem bardzo dumna. Weekendami chodziłam po sklepach i wyszukiwałam rożne rzeczy, które z dnia na dzień sprawiały, że czuję się jak u siebie - poprawka - jestem u siebie. Wszystko jest dokładnie takie, o jakim zawsze marzyłam. 






Czuję się nareszcie na swoim miejscu, budzę się rano i wiem, że to będzie dobry dzień, a po powrocie z pracy zastaję wszystko dokładnie tak, jak zostawiłam. Wiem, wiem, to maleńkie szczególiki, ale dla mnie - cały świat. Uwielbiam poranki, mogę z kawą siedzieć i czekać na wschód słońca, biegać na bosaka, bo nareszcie mam dywan. Osobnym tematem jest kuchnia, którą urządziłam po swojemu, czyli mnóstwo kawy, przepisów i przypraw. Gotowanie stało się przyjemnością, nie muszę już mieścić się w jednej maleńkiej szafce... Przedpokój z mnóstwem zdjęć na ścianach przypomina mi, że świat należy do mnie. Wszędzie jest przytulnie i ciepło. No i moje królestwo - salon. Nad sofą, na ścianie wielki napis "Drink good Coffe... Read good books...", w rogu jeszcze większe biurko i na całej ścianie największy skarb - regał z książkami. Porządku pilnuje sowa, a w tym roku mam nawet... choinkę!!!  Jest spokojnie i w moich kolorach - brązy, kawa, czekolada... 




Część moich książek...



Nigdy nie podejrzewałam, że tak zmieni się moje podejście do życia. Lubię długie, samotne wieczory z książką i kawą, kocham zapraszać znajomych, chętnie po pracy wracam do domu i cieszę się jak dziecko... W te dwa miesiące dorosłam do mieszkania na własnych zasadach, na mój własny sposób... A teraz??? Wracam do prowadzenia bloga i czytania w moim własnym domu (no prawie własnym)  



Anna M.



5 komentarzy:

  1. Własny kat jest dla mnie również bardzo ważny.
    Mieszkam w Niemczech i tu system wynajmowania mieszkań jest inny niż w Polsce. W wynajmowanym mieszkaniu jest wszystko "twoje", musisz kupić wszystko od żarówki, czasami aż do podłogi.
    Mam ulubione miejsce w moim mieszkaniu : Szezlong w kącie pokoju, nad nim jest duże lustro z szeroką gipsową szarą ramą, stoi lampa i obok mały stoliczek na cieniutkich czarnych nóżkach i zielonym ceramicznym blacie.
    Lubię tam spędzać czas właśnie przy książce :)
    Gaszę wszystkie światła tylko lampkę, która stoi obok zostawiam.
    Zazdroszczę ilości książek na regałach:)
    Pozdrawiam i wszystkiego dobrego życzę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w Polsce jest zazwyczaj zupełnie przeciwnie - wynajmujesz mieszkanie ze wszystkim, nic nie wolno zmienić, korzystasz zawsze z czyjegoś... Ale mi udało się wynająć prawie puste, a resztę zabrała moja współlokatorka...

      Mi marzy się wielki regał z książkami, taki na całą ścianę i jeszcze większe okno z widokiem na las (w mieście odpada)... Ale mam domek na wsi i kiedyś go wyremontuję ...
      Wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)

      Usuń
  2. Pani Aniu - zaglądam do Pani od jakiegoś czasu...ciężko mi powiedzieć jak długo to trwa, ale śledzę Pani poczynania tutaj ;) Zmartwiłam się, że tak nagle Pani zniknęła... Czuję taką pozytywną energię tego bloga - nie dość, że jestem Anną Marią, która wcale nie ma smutnej twarzy (też wolę pozytywną Anne M.:)), to mam straszną słabość do książek;)
    Dzisiaj się przełamuję i piszę ten komentarz:) Napiszę tak po przyjacielsku, od serca - cieszę się, że wróciłaś :)
    Życzę dużo, dużo pozytywnej energii, wielu przepięknych lektur i odpoczynku we własnych czterech ścianach :)
    Po prostu niech się darzy ;)
    Pozdrawiam ciepło Ania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Cieszę się, że mój blog ma wiernego czytelnika :) Z pisaniem bywa różnie, czasem nie ma sił na to, bo pracy za dużo... Ale w nowym roku obiecuję poprawę :) Życzę wszystkiego najlepszego w 2016 :)

      Usuń
  3. Oj ma wiernego czytelnika :) Akurat też jestem nauczycielką, także doskonale Panią rozumiem :) Zawsze z przyjemnością będę tutaj zaglądać :)
    Bardzo dziękuję za życzenia :)
    Ania

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts