29 kwietnia 2015

"Tajemnica Oscara Pistoriusa" John Carlin




 


Do tej pory znałam Oscara Pistoriusa jedynie z "show" na jego temat w jednej z telewizyjnych sieciówek. Roztrząsano tam sprawę zabójstwa jakie miał popełnić, szeroko komentowano jego zachowanie, pokazywano łzy i załamanie, wreszcie wydano jednoznaczny wyrok i sprawę zamknięto. Świat o nim już zapomniał. W moim odczuciu było to niesmaczne i płytkie. Stado wygłodniałych reporterów rzuciło się nagle na ofiarę i tu już nie jest istotne czy winną czy nie zarzucanych czynów. Wałkowano to tygodniami, w końcu przestałam śledzić doniesienia dziennikarzy i unikałam tematu. Nagle dostałam książkę i szczerze mówiąc pomyślałam "no nie, tylko nie to...". Już od pierwszych stron miło się rozczarowałam.  Autor bowiem nie przesądza o winie, lecz pokazuje bardzo szeroki kontekst wydarzeń. To bardzo rzetelna opowieść o samym Oscarze, jego marzeniach, planach, trudnym starcie, ciągłej presji udowadniania kim jest, ale i miłości, potrzebie akceptacji, prawdzie i kłamstwach.



Książka "Tajemnica Oscara Pistoriusa" w moim odczuciu wcale nie koncentruje się na owej feralnej nocy13 lutego 2013 roku, jest bowiem dużo szerszym spojrzeniem na temat. Mamy możliwość prześledzenia życia Oscara, jego uporu w dążeniu do celu, świadomości bycia "innym" i  silnego dążenia do bycia "jak każdy". Oscar Pistorius jest bowiem postacią bardzo złożoną, wymyka się wszelkim próbom uchwycenia go w jakikolwiek szablon. Ma wiele twarzy.. Jest jednym z najlepszych sportowców, zwycięzcą paraolimpiad, ale chyba jednak nie do końca pogodzonym ze swoim kalectwem. Swego czasu bożyszcze kobiet, zdobył serce przepięknej modelki Reevy Steenkamp, choć wydaje się być raczej zagubionym chłopcem. Pełen sprzeczności, trudny do zrozumienia przez bliskich, uciekający przed prawdą, nie dający się jednoznacznie ocenić i zrozumieć.




Jaki jest Oscar Pistorius? Czy zabił? Co wydarzyło się w jego mieszkaniu? Co dzieje się w jego psychice? Na te pytania trzeba samemu sobie odpowiedzieć, książka jest jedynie i na szczęście tylko tłem owych wydarzeń. Autor w genialny sposób prowadzi czytnika przez zakamarki i skrawki historii Oscara, wiąże różne fakty i osoby, rzuca dodatkowe światło na samego sportowca. Bardzo cenna jest również opowieść o  RPA, daje ona bowiem dodatkowe światło na sprawę. Nie wszystko jest bowiem czarno-białe jak się wydaje zwykłemu człowiekowi. I choć wyrok zapadł, a Oscar został skazany na 5 lat więzienia za zabójstwo, to warto zapytać "dlaczego", "jak" i "co do tego doprowadziło"? Sąd zadecydował, media też już wydały okrutny wyrok, niewiele osób zadało sobie trud poznania Oscara mimo wydarzeń z tamtej tajemniczej nocy. Myślę, że książka Johna Carlina jest doskonałą pozycją dla tych wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się o Oscarze czegoś więcej, dać mu szansę na opowiedzenie o sobie.


 


Zawsze interesują mnie ciekawi ludzie, nieszablonowi, pełni pasji i sprzeczności. Nie będę osądzała tego, co zrobił, sam musi to odpokutować, i tylko on wie, jaka była prawda i co wydarzyło się tamtej nocy. Będzie musiał żyć z tym niezależnie od wyroku. Dzięki książce zrozumiałam, jakim jest człowiekiem, czego pragnie, co miało wpływ na jego podejście do życia, jakie dylematy nim targały i pod jaką presją nieustannie żył. Świat zdawał się tego nie dostrzegać, rodzina i znajomi bagatelizowali, on sam zaprzeczał. Teraz pozostaje już tylko milczenie....





Anna M.
POLECAM

moja ocena: 5+ / 6


Polecam i zapraszam na stronę Wydawnictwa












14 kwietnia 2015

Cheryl na Zielonej Wyspie :)




 Kochani, dziś głos oddaję całkowicie Joli, która napisała do mnie maila z recenzją książki ...






" Szlak nauczył mnie pokory" powiedziała Cheryl



Zbuntowana, pełna  żalu i nienawiści do losu, rusza w Drogę...przemierza ponad 1700 km... wyrusza, pełna obaw, frustracji i niepewności ale za to z silnym postanowieniem dojścia do celu, jaki sobie wyznaczyła - Bidge of the Gods - Most Bogów.
 
 
Podjęła się tej wędrówki, by odnaleźć siebie... nie przypuszczała, że całymi dniami wędrując, będzie skupiać się na drodze, pełnej niespodziewanych zakrętów, skal, kamieni, powalonych drzew... w upale, nie do zniesienia, mrozie i głębokim śniegu, że będzie, niejednokrotnie spragniona, głodna z poczuciem głębokiej samotności...i pustki.
 
 
Powiadają, że kontakt z naturą leczy. Cheryl, spędzając trzy miesiące na szlaku, szybko zaczęła dostrzegać piękno rozpościerające się wokół... mimo katuszy i  bólu stop, nie do zniesienia, jakie przeżywała...by móc iść dalej...zaczęła uświadamiać sobie, ze czuje niezmierzona wdzięczność, iż dane jej jest przeżyć Drogę :)



..."Moje życie na wolności, bez dachu nad głową, sprawiało, że świat wydawał mi się jednocześnie i większy, i mniejszy. Dopiero teraz dotarł do mnie jego ogrom. Nie rozumiałam nawet, jak długi może być kilometr, dopóki go nie przeszłam na piechotę. Istniało też przeciwieństwo tego bezkresu, dziwna zażyłość, która łączyła mnie ze szlakiem. Uczucie, ze sosny i kropliki (...) płytkie strumyki (...) były znajome i bliskie, choć nie mijałam ich ani nie przechodziłam przez nie nigdy wcześniej"


W naszej codzienności, w naszym pospiechu każdego dnia, często gubimy to co najcenniejsze.... wspominamy przeszłość, zbyt mocno zagnieżdżając się w niej, myślimy i planujemy przyszłość, wyobrażając sobie, ile to rzeczy dokonamy, ile marzeń spełnimy... a gdzie jest teraźniejszość? Gdzie Tu i Teraz? Przecież przeszłość nigdy nie wróci, przyszłość może nie nadejść... więc: to Dzień Dzisiejszy jest najważniejszy, bo on kształtuje nasze obecne życie...Odczuwanie potęgi teraźniejszości ( książka Eckhart Tolle pod tym samym tytułem) jest najwspanialszą, najdoskonalszą rzeczą jaką możesz zrobić dla siebie!




 
 
 
Jest wiele fragmentów w książce "Dzika droga", które obrazują, jak stopniowo, dzień za dniem Cheryl odnajdywała poczucie silnej symbiozy z przyrodą, uczucie bezkresnej ciszy w sobie, "(...) był to rodzaj ciszy, w której zawierało się wszystko (..)" pisze. Książka pobudza do refleksji, pokazuje głęboką transformacje młodej kobiety, która stojąc u kresu wędrówki na Moście Bogów, jest pełna wewnętrznego spokoju, wdzięczności i radości, pełna zrozumienia dla otaczającego ją świata i dla siebie... "(...) to było moje życie - jak każde życie - tajemnicze, nieodwołalne i święte. Tak bardzo bliskie, tak bardzo obecne i tak bardzo do mnie należące. (...)



W moim życiu jest wiele książek, które budziły moją świadomość..."Dzika droga" na stale weszła już na moją półkę lektur godnych polecenia! Bo wędrując razem z Cheryl, nie tylko możemy podziwiać otaczającą ją przyrodę, ale przede wszystkim przeżywać jej życiowe znaki zapytania i poszukiwać odpowiedzi...







Dziękuję Aniu za wspaniały projekt Wędrownej Książki!
Teraz "Dzika droga" pokona niewielką odległość, chyba taką samą, jaką pokonała Cheryl pierwszego dnia :) pojedzie do Basi, do Bray, malej uroczej mieściny, nad Morzem Irlandzkim, kolo Dublina



Pozdrawiam serdecznie
 
Jola
 
 
 
 
 
 

7 kwietnia 2015

"Strefa Darien" Michał Zieliński






"Każdy z nas ma marzenia, które chciałby spełnić. A jednak czasem sami rzucamy sobie kłody pod nogi i wmawiamy, ze się nie uda. Jest to jeden z głównych czynników niepowodzeń i słomianego zapału. Zazdrościmy tym, o których czytamy w książkach. Zachwycamy się światem opisywanym przez kogoś innego i staramy się do niego przenieść choć na chwilę po to, by zapomnieć o szarym dniu. Każda przewrócona na druga stronę kartka zabiera nas na szczyt Everestu, owiewa wiatrem podczas samotnego rejsu przez ocean albo wywołuje pierwsze krople potu, kiedy w wyobraźni przemierzamy dziką i dziewiczą dżunglę. Podobnie było w moim przypadku. Często czułem gorące, parne powietrze lasu deszczowego, siedziałem w małym, wąskim czółnie, płynąc i zastanawiając się, co czeka mnie za kolejnym zakrętem. Czasem celowo przerywałem czytanie tylko po to, aby następnego dnia z jeszcze większa ciekawością do niego wrócić, żeby móc czytać książkę jak najdłużej. Odwlec chwilę dotarcia do ostatniej strony. (...) Nie bójmy się marzyć. To najpierw. Ale później nie bójmy się spełniać naszych marzeń" (ze wstępu)




No i Autor od pierwszej strony trafił w mój czuły punkt - marzenia i brak możliwości ich realizacji... Pozorny brak możliwości, mój wyimaginowany bezsens istnienia w świecie, który co chwilę podcina skrzydła... I jak tu czytać dalej??? Przede wszystkim - nie narzekać, a po drugie - zacząć żyć po swojemu... 



Strefa Darien to wąski przesmyk między Panamą a Kolumbią, dziewicza i bardzo niebezpieczna dżungla, jedno z tych miejsc, które należy omijać. Gringo, który zapuszcza się w te rejony musi pamiętać o tym, że dżungla to zupełnie inny świat, a Darien to już kompletnie inna bajka. Inaczej płynie czas, ludzie są inni, a przyroda nie przypomina niczego, co wcześniej widział. Jeśli do tego dodamy "drobny fakt", że tereny te stanowią szlak przerzutowy karteli narkotykowych i zbyt często można tam spotkać partyzantów FARC, to już zupełną niedorzecznością jest wyruszać na wyprawę w ten rejon. Michał Zieliński, autor książki, nie zna słowa "niemożliwe". Pakuje plecak i wraz ze znajomymi leci do Panamy, a potem jest lokalny bus, później kilkanaście godzin statkiem, następnie indiańskie czółno, a potem...jest już tylko gorzej...  by wreszcie stanąć na skraju selvy i...zrobić krok naprzód. 



"Tak myślimy my, Europejczycy. My, którzy często wielokrotnie analizujemy, rozważamy wszystkie za i przeciw, a kiedy jesteśmy już zdolni do działania, bywa, iż jest za późno. Działamy też pod krawatem taktu, moralności i dobrych manier. Schowani pod białą koszula ostrożności, boimy się mówić o naszych uczuciach i o tym, czego tak naprawdę chcemy. Może kiedyś wreszcie się to zmieni. Może... To jest właśnie kolejne piękno, jakie dostrzegłem w Ameryce Środkowej. Urok płynący z zasady carpe diem, której w życiu brakuje nam, ludziom ciągle zapracowanym, goniącym uparcie za szczęściem, chcącym coraz więcej i więcej. Jesteśmy niczym maszyny z okresu socjalistycznego. Pragniemy zrobić "dwieście procent normy". Fakt, iż czasem osiągamy ten pułap, odbywa się kosztem czegoś. Kosztem naszego zdrowia, chwil relaksu oraz przyjemności. A przecież słońce jest gorące, a nasze życie tak krótkie!" (s.35)



zdj. z książki




Dżungla to zdecydowanie nie jest miejsce dla mnie, ale sięgnęłam po książkę, bo cenię ludzi z pasją. Tylko ona się w życiu liczy i dla niej warto je poświęcić. Autor zafascynował mnie swoim zdecydowaniem, uporem, ale i beztroską, otwartością na nowe i pragnieniem życia na 100%. My, szeregowi pracownicy, uwięzieni w blokach na 12 pietrach, spłacający kredyty i odkładający marzenia na później, by w pewnym momencie ze smutkiem stwierdzić, ze najlepszy czas przeminął, powinniśmy wziąć do ręki książkę, spakować plecak i wyruszyć w nieznane. No może niekoniecznie do Panamy, ale przecież każdy z nas ma jakąś swoją dżunglę, coś, o czym śnimy po nocach, jedna rzecz, która potrafi wyrwać nas z szarości życia i sprawia, że nasze oczy płoną ogniem pasji. "Strefa Darien" budzi o życia bez ograniczeń... POLECAM ! Ja wciąż odkrywam moją "dżunglę"....




"Dżungla też jest piękna. Jak zjawiskowa kobieta. Pełna wdzięku, inteligentna, a do tego zabójczo seksowna. Samo słuchanie o nie powoduje gęsią skórkę i pobudza wyobraźnię. Pomyślcie, jakie uczucia nami rządzą, kiedy stajemy z nią wreszcie twarzą w twarz. Będąc w dżungli, człowiek czuje, że żyje. Docenia wszystko, co ma, a jego serce wypełnia radość i podekscytowanie przed następnym krokiem w nieznane, przed każdym kolejnym zakrętem, za którym nigdy nie wiadomo, co się może znaleźć" (s.59)



Anna M.
moja ocena 5+/6





Polecam stronę
  







5 kwietnia 2015

"Łowca burz" Reed Timmer, Andrew Tilin







"Poza tym było jeszcze coś, o czym siedząca przede mną w tamten wtorek na meteorologii dziewczyna nie mogła wiedzieć: obaj mieliśmy kompletnego bzika na punkcie pogody. Dorastając, zarówno Rick, jak i ja oglądaliśmy Weather Chanel, kiedy tylko się dało, i wypadaliśmy z domu za każdym razem, gdy pogoda się psuła. W czasie naszej kiełkującej przyjaźni niemal zawsze rozmawialiśmy o pogodzie - zwłaszcza o przerażających zjawiskach pogodowych, takich jak grzmoty, błyskawice, huragany i tornada. Byliśmy zgodni co do tego, że im gorsza pogoda, tym bardziej hipnotyzuje nas jej piękno i chaos" (s.19)






Chyba już pisałam na blogu, że od wczesnego dzieciństwa fascynowały mnie burze, zwłaszcza uderzenia pioruna. Ku rozpaczy mojej mamy siadałam na tarasie przed domem i całymi godzinami je podziwiałam. Mama i  brat boją się burz i zawsze zasłaniają wszystkie okna. Ja wręcz przeciwnie, do dziś mam nawyk odsłaniania nocą rolet, aby rozbłyski swoją magią wypełniały pokój. Leżę wtedy i czekam na kolejne...  Przeczytanie książki Reeda Timmera było zatem czymś naturalnym, zwłaszcza, że regularnie oglądałam program "Łowcy burz" (gdy jeszcze miałam czas na telewizję). Co to były za czasy??? Ale nie jestem już zbzikowaną nastolatką, choć co do bzika - dyskutowałabym. W każdym razie znalazłam w książce to, co jest dla mnie nadal ważne -  człowieka z pasją. Nieistotne, co w życiu robisz, bo jeśli pochłania to całego ciebie, nie daje spokoju i nie pozwala zapomnieć, to znaczy, że warto to robić. Pasja określa każdego z nas, jest siłą, która nadaje sens naszym wyborom. Życie nie polega na szukaniu czegoś wielkiego, choć przyznaję, że tropienie tornad lub jak wcześniej czytałam, wspinanie się na najwyższe góry świata, do małych rzeczy nie należą. Tym niemniej każda pasja zaczyna się od pozornie niewielkiej rzeczy - miłości.  Jeśli  kochasz to, co robisz, nie będzie się liczyło, co o tym sądzą znajomi, ile zarabiasz i co dla swojej pasji jesteś w stanie poświęcić.








"Ucieczka przed tornadem, rozmyślałem nadal. Któż myśli o czymś takim? Załamanie Stefana przypomniało mi, że żyję w równoległym świecie, innym niż większość ludzi. Bardzo obcym, równoległym świecie". (s. 151)





"Nikt - ani stara gwardia łowców burz, ani wymagający profesor, ani nawet ukochana dziewczyna - nie odwróci mojej uwagi, kiedy mam przed sobą burzę" (s.135)





"Byłem w swoim żywiole. Nie obchodziło mnie, co myślą moi koledzy, ani nie przejmowałem się korkami tworzącymi się na drogach. Ten śnieg był taki piękny, był takim meteorologicznym cudem. Padał tak szybko, że nie tylko tłumił wszelkie dźwięki na zewnątrz, ale także uspokajał mój umysł i pomagał skupić myśli". (s.104)


 



Można rożnie oceniać Reeda Timmera, jest to bardzo kontrowersyjna postać. Sam siebie nazywa meteorologicznym celebrytą, ciągle przekracza granice bezpieczeństwa, poluje na tornada nawet wtedy, gdy inni się wycofują, no i sprzedaje swoje filmy największym stacjom telewizyjnym. Do tego nie polepszył swojego wizerunku ścigając huragan Katrina, co dla wielu Amerykanów było wręcz bluźnierstwem. Dlaczego? Reed od lat zachwyca się żywiołem, który przecież pustoszy miasta, zabija ludzi i powoduje niewyobrażalne klęski. On czeka wtedy z kamerą, by złapać tornado swego życia, zanim się wir rozwieje i wyjdzie słońce. Wyklęty przez innych łowców burz stara się za wszelką cenę podążać swoją własną drogą. Książka "Łowca burz" ukazuje jasne i ciemne strony tej pasji. Mnie zachwyca złożoność drogi ku realizacji dziecięcych marzeń. Dziś często narzekamy, że świat jest skomplikowany, na nic nas nie stać, a inni maja zawsze więcej możliwości i perspektyw. Wtedy warto sobie poczytać historię Reeda Timmera - obecnie chyba najsłynniejszego łowcy burz. Jednak nie zawsze było tak "kolorowo". Marzenia wymagają wielu wyrzeczeń, odwagi i ryzyka... Reed rzucił wszystko,  by studiować na uniwersytecie w Alei Tornad. Zanim wyruszył w swój pierwszy "pościg", całe dnie spędzał na monotonnych wykładach z matematyki, fizyki, meteorologii.





"W ciągu następnych kilku lat moje priorytety zaczęły się zmieniać. Coraz mniej interesowała mnie gra w kosza z przyjaciółmi i picie piwa ze współlokatorami, a coraz bardziej pociągała meteorologia i łowienie burz.  (...) To była nauka, przygoda i wolność w jednym. (...) Rzeczywiście, całe to studenckie życie (...) także stopniowo traciło blask, kiedy ostro zabrałem się do książek. Czułem się lepiej, gdy się uczyłem. Praktycznie unosiłem się w chmury i zaczynałem je rozumieć. (...) Uczyłem się do białego rana w swoim domu albo na kampusie, w sali w suterenie. Wkuwałem teksty pełne naukowej wiedzy tajemnej, takie jak newtonowska mechanika cząstki czy dynamika obracających się planet, i, co dziwniejsze, cieszyłem się każdą minutą" (s. 93-96)




Wbrew sugestiom promotora całe swoje oszczędności i czas inwestował wyłącznie w łowienie burz. Jeździł setki kilometrów, by obserwować wyładowania atmosferyczne, często wracał z niczym. Szybko uczył się na własnych błędach i nie poddawał się słysząc słowa krytyki. Ciągle był gotów wsiąść do samochodu i szukać... Internet wtedy raczkował, więc po drodze zatrzymywał się w publicznych bibliotekach, które miały darmowy dostęp do sieci i sprawdzał najnowsze doniesienia o pogodzie.  Nocami uczył się do egzaminów, w samochodzie rozwiązywał ćwiczenia z termodynamiki, równania wiatrów i próbował zapamiętać wszystkie wzory matematyczne, które mogły mu się kiedykolwiek później przydać. Brał kamerę i filmował tornada, później zatrzymywał się przy najbliższej budce telefonicznej (komórek jeszcze nie było) i obdzwaniał wszystkie znane stacje telewizyjne próbując sprzedać swój film. Nie robił tego dla sławy, ale aby zarobić na paliwo potrzebne do ścigania kolejnego tornada.  Jednak w dalszym ciągu przede wszystkim studiował, zrobił doktorat, chciał mieć mocne podstawy do profesjonalnego tropienia burz. Fascynował się nauką, starał się zrozumieć naturę schodzenia tornad. Zaczęło się od marzeń... Dziś prowadzi własny program, ściga tornada na całym świecie, ze swej pasji uczynił źródło dochodów, ma najnowszy sprzęt, profesjonalny samochód, a nawet helikopter z kamerami, i... nadal żyje marzeniami...



"Marzenie zaczyna się od powiewu. Kiedy wyobrażam sobie skomplikowany proces powstawania najgwałtowniejszego i najbardziej tajemniczego ze wszystkich zjawisk pogodowych - niszczycielskiego tornada o największej intensywności w skali Fujity, wirującego z prędkością 500 kilometrów na godzinę - zaczyna się on od kojącego powiewu" (s.7)










Anna M.




LINKI

Polscy Łowcy Burz - strona internetowa

Reed Timmer na Facebooku

strona domowa Reeda Timmera

Łowcy Burz USA







3 kwietnia 2015

"Tetrus" Kazimierz Szymeczko




Tetraplegia to paraliż czterokończynowy powstały na skutek urazu rdzenia kręgowego na odcinku szyjnym. Szanse na wyleczenie - zero... Tyle medyczny opis choroby...




Natomiast "Tetrus" to opowieść o niezwykłym chłopcu - Michale. Nastolatek po wypadku samochodowym zostaje sparaliżowany, świat przestaje istnieć, koledzy i znajomi zawodzą, przyszłość wydaje się być beznadziejnie czarna. Michał  ma sprawną jedną rękę, rusza głową i nie potrafi pogodzić się z rzeczywistością oraz brakiem rokowań na poprawę. Chce zakończyć swój dramat, ale nawet nie potrafi popełnić samobójstwa. Pozostaje tylko leżeć, patrzeć w sufit i czekać na śmierć. Ojciec, aby pomóc mu wrócić do życia, umieszcza go w ośrodku Caritasu specjalizującym się  w tego rodzaju urazach. Michał szybko poznaje tam rówieśników z podobnymi "barierami". Nagle temat nauki samodzielnego siadania w toalecie przestaje być krępujący, bo każdy z nich przecież kiedyś musiał to opanować. Dodatkowo chłopcy wcale nie wydają się być inni niż całe reszta rozbrykanych nastolatków. A już zupełnie szalonym pomysłem wydaje się być drużyna rugby złożona z terusów... Michał, niegdyś doskonały sportowiec i zawodnik, teraz nie może nawet postawić nogi na parkiecie sali gimnastycznej. Wracają wspomnienia, ale powrót do tego, co kochał wydaje się być niemożliwy. Czy aby na pewno??? 





Książka Kazimierza Szymeczko jest wspaniałą opowieścią o naszych marzeniach, ideałach i celach życiowych, które w obliczu katastrofy muszą zostać głęboko przemyślane i przewartościowane. To również opowieść o życiu, które zdrowi ludzie w swej świadomości skazali na wegetacje, gdy tymczasem tętni swoją młodzieńczą szaloną pasją. Niesamowity dziennik, którego daty przeplatają się tworząc wielowymiarowy portret głównego bohatera. I nie jest to osoba wyssana z palca, ale nastolatek z krwi i kości. Chociaż autor odżegnuje się od identyfikowania osób występujących w książce, to jednak jak sam przyznaje pracował dwa lata w podobnym ośrodku Caritasu, a Integracyjny Klub Sportowy Jeźdźcy istnieje i ma się dobrze. Wiele sytuacji opisanym w książce naprawdę się wydarzyło. Oddajmy mu głos:



"Tych, którym wydaje się, że autor fantazjuje i tworzy nieprawdziwą wizję świata po wypadku, namawiam do podjęcia wolontariatu (choćby tygodniowego!) w najbliższym ośrodku tego typu. Nie gloryfikuje niepełnosprawnych ani nie ubliżam im. Są różni jak to ludzie. Jedni dążą do celu i nie boją się wyzwań, inni płyną z prądem, niektórzy wykorzystują defekt ciała jako usprawiedliwienie dla lenistwa. Poznałem ich na tyle, że mogę pisać o ich życiu obiektywie. Ich poglądy, uczucia, ambicje i słabostki w niczym nie różnią się od naszych. Nie ma ludzi w pełni sprawnych. Informatyk na wózku nie ma ze mną szans w biegach i skokach, ale ja w porównaniu z nim jestem niepełnosprawny w grze w szachy i w programowaniu"(s.6)



Polecam książkę "Tetrus", to kolejna pozycja z cyklu "Plus minus 16", którą się zachwyciłam!  Daje do myślenia, zmusza do zadawania pytań.  Momentami przeraża i powoduje, że chcesz płakać, ale zaraz potem trafiasz na fragment, przy którym śmiejesz się do łez. Samo życie...

moja ocena:   6/6




Anna M.




LINKI

Kazimierz Szymeczko - strona internetowa





Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literatura  za możliwość współpracy.



POLECAM książkę i zapraszam na strony Wydawnictwa :)





Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził,  zabierz głos w dyskusji.
 Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)






Recent Posts