29 czerwca 2015

"Drzewo migdałowe" Michelle Cohen Corasanti



Rozpoczęły się wakacje, zatem wracam do czytania - bez limitów i odkładania książek, bo praca, bez wyrzutów sumienia, że powinnam właśnie sprawdzać zeszyty moich dzieci. Proponuję coś niebanalnego, nieszablonowego, jednym słowem - mocnego, zwłaszcza w obliczu ostatnich doniesień z Tunezji. Choć książka dotyczy zupełnie innego regionu świata i innych wydarzeń, mam wrażenie, że trochę wstrząśnie nami. Chyba tego potrzebujemy... Mnie powaliła na kolana. 




"Od dzieciństwa zdawałem sobie sprawę, że nie jestem jak inni chłopcy w wiosce. Abbas był bardzo towarzyski i miał wielu przyjaciół. Kiedy zbierali się u nas w domu, tematem ich rozmów był ich bohater Dżamal Abd an-Nasir, prezydent Egiptu, który w 1956 roku wystąpił przeciw Izraelowi podczas kryzysu sueskiego, a potem stał się symbolem ruchów arabskich i sprawy palestyńskiej. Z kolei moim idolem był Albert Einstein. Ponieważ to Izraelczycy kontrolowali nasz program nauczania, dbali o to byśmy mieli dostęp do książek o osiągnięciach sławnych Żydów. Przeczytałem o Einsteinie wszystko, co tylko mogłem, a kiedy zrozumiałem genialność jego równania E=mc2, zafascynowała mnie opowieść o tym, jak doznał nagłego olśnienia" (s.19)




       Głównego bohatera książki, Ahmada, poznajemy, gdy ma 12 lat, jego maleńka siostra ginie od bomby, a ojciec niesłusznie dostaje się do więzienia dla terrorystów. Wojsko najpierw wysiedla rodzinę na wzgórza pod tytułowe drzewo migdałowe, które odtąd będzie ich jedynym żywicielem, by później spalić nawet ów "nowy" dom. Ahmad i jego młodszy brat Abbas zatrudniają się w rzeźni, by kupić namiot dla matki i rodzeństwa. Chłopiec, choć niezwykle uzdolniony, musi zrezygnować ze szkoły i jako głowa rodziny zarabiać na jedzenie. Wieczorami nadal marzy o innej przyszłości, jednak teraźniejszość nie daje o sobie zapomnieć. Jest przecież Palestyńczykiem w okupowanym kraju, bez szans na cokolwiek, od urodzenia zakwalifikowany do terrorystów. Chłopiec nie poddaje się, dzięki pomocy swojego nauczyciela staje do konkursu matematycznego i pokonując startujących w nim Żydów, dostaje indeks i stypendium Uniwersytetu Hebrajskiego. Dopiero teraz rozpoczyna się jego walka o lepsze jutro. Przydzielony jako asystent do żydowskiego profesora słynącego z niechęci do Palestyńczyków musi pokazać, że nie każdy Arab to terrorysta, a nie każdy Żyd ma zawsze racje. 




"Wargi mi drżały, łzy napłynęły mi do oczu. Nagle przestaliśmy być Palestyńczykiem i Izraelczykiem, a byliśmy dwoma matematykami".



      Tłem wydarzeń z "Drzewa migdałowego" jest historia konfliktu izraelsko-palestyńskiego na przestrzeni lat 1955-2009, ostro pokazana została tragiczna sytuacja mieszkańców Strefy Gazy. A jeśli dodamy jeszcze, że autorka ma żydowskie pochodzenie i opowiada się za losem stłamszonych Palestyńczyków, to mamy niesamowitą mieszankę faktów, historii i prawdy, której świat od lat nie chce usłyszeć. Taki obraz może szokować czytelnika, bo już dawno przyzwyczailiśmy się do klasyfikowania i oceniania ludzi ze względu na ich narodowość, wygląd czy religię. Tymczasem musimy zacząć mysleć szerzej, dostrzegać prawdę i być ponad slogany i utarte stereotypy. To trudne, zwłaszcza w obliczu kolejnych doniesień o zamachach tzw. Państwa Islamskiego. Z pewnością pomóc może właśnie historia Ahmada. Autorka nie wybiela historii, pokazuje tylko jak bardzo jest ona złożona. Podczas gdy Ahmad przekracza stereotypy, burzy mury nienawiści i uprzedzeń, jego brat Abbas staje się członkiem Hamasu. Czytelnik musi sam zrozumieć przyczyny i skutki zachowań bohaterów powieści. Nie wszystko jest przecież czarno-białe, choć my, ludzie Zachodu, tak chcemy widzieć świat, którego nie rozumiemy. Zbyt często wydajemy osady z pozycji wygodnego i bogatego społeczeństwa. Historia niewiele nas nauczyła i wciąż pozostajemy na nią głusi.


"Nie chciałem się dać w to wciągnąć. Wiedziałem, że za wspieranie Organizacji Wyzwolenia Palestyny groziła w Izraelu deportacja, więzienie lub śmierć. Mój los spoczywał w rekach profesora Szarona. Każda cząstka mojego ciała pragnęła krzyczeć: <<My się tylko bronimy przed izraelskim terroryzmem!>>
- Czemu wy, Palestyńczycy, po prostu nie dacie za wygnaną? Nikt was nie lubi.
- A czy Żydzi w obozach koncentracyjnych powinni byli dać za wygraną?
- Nie masz pojęcia, o czym mówisz! - Twarz profesora nabiegła krwią.
- A czy Hitler i naziści lubili Żydów? Kto w ogóle lubił Żydów?
- Zamknij się - zwołał nieswoim głosem.
- Nikt nie lubił Żydów, ale wy nie poddaliście się, nawet kiedy wszyscy dookoła próbowali was eksterminować. My, Palestyńczycy, jesteśmy tacy sami jak wy, Żydzi.
- Tego nie da się porównywać! - Jego palec przeszył powietrze. - Wynoś się!
(...)
Otworzyłem drzwi i wybiegłem" (s.178)



      Autorka nie boi się trudnych i niewygodnych pytań, nie ucieka przed kontrowersjami swoich wypowiedzi, które wkłada w usta bohaterów, a każdą ze stron tego konfliktu przedstawia w całej barwie i wachlarzu zachowań, bo nikt nie jest zupełnie bez winy, nikt nie ma racji i nikt tego sporu nie może wygrać. Jedynym ratunkiem wydaje się być wzajemne zrozumienie i dialog.


"Nienawiść bierze się ze strachu i braku wiedzy. Gdyby ludzie mogli poznać tych, których nienawidzą. i skupić się na tym, co ich łączy, mogliby przełamać tę wrogość" (s.194)



I jeszcze dwie piosenki.

Pierwsza to propozycja na Eurowizję sprzed kilku lat: Noa to izraelska piosenkarka, Mira jest Palestynką - obie śpiewają o porozumieniu i dialogu między swoimi narodami.







I drugi utwór - to już sama Mira Awad, którą bardzo lubię i za jej głos i za przesłanie.






Anna M.




27 czerwca 2015

Nauczycielka - praca i pasja!



"Ania z Avonlea"



     Koniec roku szkolnego to zawsze czas refleksji. Każdego roku jestem potwornie zmęczona, ale i szczęśliwa, że wszystko się dobrze potoczyło i nadeszły wakacje. Tym razem było troszkę "intensywniej", ponieważ pierwszy raz w życiu byłam wychowawcą klasy, co prawda tylko w zastępstwie, ale pokochałam moje szkraby jak własne :) Było dużo pracy, jeszcze więcej nauki, no i znając mnie, masa śmiechu...  


      Ten rok był niezwykły, los postawił mi wiele wyzwań: trudna decyzja rezygnacji z bycia katechetką, wychowawstwo, nauczanie wczesnoszkolne, studia podyplomowe z zakresu matematyki, koniec stażu na nauczyciela mianowanego... Wszystko się udało, przede mną jeszcze tylko jeden egzamin na "mianowańca" i wolność!!! Był to też rok spędzony z niesamowitymi dziećmi, które każdego ranka powodowały, że się uśmiechałam, a popołudnia sprawiały, że nie miałam sił wrócić do domu... Rok upłynął zatem pracowicie i dla dzieci i dla mnie... Wspólnie uczyliśmy się siebie i naszych reguł bycia razem jako klasa... Przy okazji, koncepcja wychowania zaproponowana przez Rona Clarka nadal działa, a możliwość całościowego ujęcia jego zasad w jednej tylko klasie daje niesamowite efekty :)  Był to też owocny rok współpracy z rodzicami moich maluchów, którzy okazali mi niesamowite wsparcie, ale i dzięki nim zdefiniowałam ostatecznie, co chcę w życiu robić... Jestem nauczycielką i to jest to!!!


       Moje maluchy dorosły, zmieniły się i są gotowe do nowego wyzwania - klasy IV :) a ja razem z nimi :) Kolejny raz okazało się, że jeśli praca jest jednocześnie pasją człowieka, to los okazuje się łaskawy i sprzyja na każdym kroku. Zatem we wrześniu moje kochane "maluszki już nie maluszki" ponownie będą moimi wychowankami... Cóż, nie wiem tylko, co na to powiedzą nasze klasowe urwisy, bo nadal będziemy walczyli o wydobycie z nich dobrego zachowania ;) Ja bardzo się cieszę, bo przygoda zwana nauczaniem nie skończy się, nim na dobre się nie rozpoczęła...



"Ania z Avonlea"



Dziękuję wszystkim, którzy przez ten rok pomogli mi być sobą, dzieciom za radość, rodzicom za zaufanie, a koleżankom i kolegom za cierpliwość...Zobaczymy się ponownie we wrześniu i wspólnie powędrujemy ku nowej przygodzie :)






Mój niedościgniony ideał nauczyciela...




Anna M.




16 czerwca 2015

Cheryl wraca na szlak...




Książka "Dzika droga" znów w podróży...



Dziś krótka refleksja kolejnej czytelniczki, tym razem Basi z z uroczego miasteczka Bray nad Morzem Irlandzkim


  
“Bardzo podziwiam Cheryl za odwagę I wytrwałość w podroży. Mam tez wielki szacunek dla wszystkich podróżników na szlaku PCT lub innych.
Wspaniały pomysł z “podróżująca” książką, dziękuję, że byłam częścią tego”







O projekcie i całej podróży książki przeczytasz tutaj.






Kochani, dziękuję za to, że książka nadal podróżuje... obecnie jest w Holandii u Kasi :) Mam nadzieję, że podbije Amsterdam i ruszy dalej ku swojej wielkiej przygodzie ;)
 
 
 
Anna M.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Recent Posts