31 lipca 2015

"Rzucam cukier" Sarah Wilson




 



"Jest w nas głęboko zakorzeniony opór przed rezygnacją z cukru. Dorastamy w emocjonalnym i fizycznym związku z tą substancją. Sama myśl, że nie będziemy mogli po nią sięgnąć w chwili radości i by coś uczcić - lub gdy jesteśmy zmęczeni i jest nam źle - napawa nas przerażeniem. Jeśli nie coś słodkiego, to co?"




Rzucam cukier! - to chyba najczęściej powtarzane przeze mnie zdanie w moim życiu. Powtarzane w wielu wariacjach: z wykrzyknikiem, znakiem zapytania lub wielokropkiem. Po wielu latach wysiłków mogę się poszczycić połowicznym sukcesem - cukier rzucił mnie i to na łopatki :) Miał wspólników - moje koleżanki. No bo jak to, impreza bez słodkości, wspólna kawcia bez ciasteczka?Tyle razy słyszałam: "przecież sama upiekłam, nie poczęstujesz się? Jedno ci nie zaszkodzi!". Przed egzaminami - koniecznie kawałek czekolady, a potem kolejny i kolejny... Przecież to dla mózgu, a że większość idzie w tyłek, tego na opakowaniu nie napisali. Co robić? Pora poszukać pomocy u praktyków diety bezcukrowej. Sarah Wilson nie obiecuje, że będzie łatwo, ale przy pracy nad przewartościowaniem myślenia o jedzeniu, gwarantuje pełen sukces

"Co więcej - to rzecz niezwykle dziwna - przekonasz się, ze ludzie będą próbowali cię zniechęcić. Być może narazisz się nawet na ich gniew. (...) Wysiłki osoby walczącej z cukrem krytykuje się jako nietrafione. Rzucacze zmuszeni są od obrony swojej diety. Tłumaczę to tak: wszyscy wiemy, że cukier jest szkodliwy, i tak szczerze, w głębi duszy jesteśmy świadomi, że spożywamy go w nadmiarze. Jednak większość ludzi jest do niego tak przywiązana - emocjonalnie i fizycznie - że wizja odstawienia go mrozi krew w żyłach. To instynktowna reakcja. Założę się, że gdybyśmy oznajmili, że wykreślamy z jadłospisu orzeszki ziemne czy popcorn, nie wzbudzilibyśmy tak negatywnych uczuć" (s34)

  
Nareszcie ktoś mnie zrozumiał. Mogę teraz śmiało zrezygnować z cukru dodanego, choć autorka proponuje odrzucić każdy cukier, nawet ten zawarty w niektórych owocach. Aż tak radykalna nie jestem, ale miło wiedzieć, że komuś się udało. Sarah Wilson poleca trwający 8 tygodni detoks. Nie zachęca do liczenia kalorii, wręcz przeciwnie - stawia na tłuszcze i żywność bogatą w składniki odżywcze. Autorka dzieli się swoimi przepisami na pyszne zamienniki popularnych potraw, od przestawek przez dania główne, aż do deserów. Tak, nie zrozumieliście mnie źle - DESERÓW. Nie są to trudne do wykonania potrawy, ale najpierw trzeba się wczytać w przepis i zadać sobie trochę trudu w zlokalizowaniu sklepu ze zdrową żywnością. Bezcukrowe zamienniki cukru są mniej znane, ale ja kupiłam je w zwykłym osiedlowym markecie. Nawet nie wiedziałam, że tam są, a robię w nim zakupy codziennie. Więc nie przejmujcie się, zawsze można coś w przepisie zmienić, poeksperymentować, dodać np. orzechy... Ja tak zrobiłam i ciasteczka wyszły przepyszne. A właśnie - ciasteczka. Nie wyobrażam sobie napisać recenzję książki nazwijmy to "kucharskiej" bez przetestowania choćby jednego przepisu.



CIASTECZKA Z MAKIEM I SKÓRKĄ Z CYTRYNY



zdj. z książki


Skladniki

2 łyżki oleju z pestek winogron
1,5 łyżki granulowanej stewii
1 łyżka pudru waniliowego
1łyżka startej skórki z cytryny
1,75 szklanki mąki migdałowej
szczypta soli
1 łyżka maku
1 białko jajka, lekko rozkłócone






kocham piec




Sposób przyrządzania
Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. W dużej misce wymieszaj olej, stewię, puder waniliowy i skórkę cytrynową. Dodaj mąkę migdałową, sól i mak i wyrabiaj masę dłonią przez 5 minut, żeby tłuszcz przeniknął do ciasta. Rozwałkuj ciasto, tak żeby miało 1,5 cm grubości, a następnie foremkami wytnij  z niego ciasteczka. Używając pędzelka posmaruj ciastka białkiem - to pozwoli im się ładnie przyrumienić. Piecz przez 6-8 minut, aż zrobią się złocistobrązowe przy brzegach.






Moja kuchnia kolejny raz zamieniła się w doświadczalny poligon, a ja, piekąc ciasteczka, bawiłam się  jak małe dziecko. Są wakacje, więc niestety nie mogłam zanieść pyszności dzieciom z mojej klasy, jak to mam w zwyczaju, ale z pewnością już we wrześniu zrobię moim milusińskim niespodziankę. 


Polecam książkę Sary Wilson "Rzucam cukier", bo pozwala spojrzeć na życie od jego lepszej, bezcukrowej strony. Autorka proponuje detoks i gwarantuje powodzenie tej próby, dodaje otuchy i podpowiada, jak poradzić sobie w różnych sytuacjach. Można znaleźć wiele ciekawostek, odniesień do innych kucharzy, odrobinę zwierzeń i ogromną garść przepisów. Dużym atutem książki jest jej przepiękne wydanie. Doskonałe zdjęcia i aranżacje potraw sprawiają, że człowiek chce natychmiast coś ugotować. A jeśli ma się świadomość, że to potrawy beż cukru, to można zaszaleć bez wpadania w poczucie winy... 



Mój doskonały wieczór z książkami. A do tego gorące mleko i migdałowe pyszności...





Pewnie nie rzucę nigdy cukru tak radykalnie jak Sarah, ale mam teraz doskonałe przepisy, aby zrezygnować całkowicie z "cukru dodanego". Zostawiam Was zatem z moimi przemyśleniami, a ja wracam do czytania... Mam już wszystko, co kocham: mnóstwo wolnego czasu, książki i domowej roboty łakocie...




Anna M. 




Polecam stronę Wydawnictwa Pascal i dziękuję :)







27 lipca 2015

"Moja kuchnia w Paryżu. Przepisy i opowieści" David Lebovitz




OD WYDAWCY:
DAVID LEBOVITZ był zawodowym szefem kuchni i cukiernikiem, z czego niemal 13 lat przepracował w słynnej kalifornijskiej restauracji Chez Panisse. W 1999 r. odszedł z branży restauracyjnej, żeby zająć się pisaniem. Od 2004 r. mieszka w Paryżu, gdzie prowadzi cieszącego się ogromną popularnością bloga davidlebovitz.com. Jest autorem książek kucharskich oraz kulinarno-lifestyle'owego "Słodkiego życia w Paryżu".

Upłynęło już dziesięć lat, odkąd David Lebovitz spakował swoje najcenniejsze książki kucharskie, wysłużoną żeliwną patelnię oraz laptopa i przeprowadził się do Paryża. W tamtym okresie kuchnia francuska zaczęła zmieniać swój wizerunek za sprawą nowego pokolenia szefów kuchni i domowych kucharzy – zwłaszcza paryskich – którzy do przyrządzania klasycznych francuskich potraw wykorzystywali produkty oraz techniki gotowania pochodzące z różnych stron świata.




Kocham gotować, uwielbiam jeść, a kuchnia francuska jest jedną z tych, które szczególnie lubię. Czego chcieć więcej? Może jeszcze książki jednego z najlepszych kucharzy i znawców smaków Francji? Kiedy trzymam w rękach książkę Davida Lebovitza, zaczynam układać w głowie listę zakupów... Co zrobić... A jeśli zobaczycie zdjęcia, wpadniecie po same uszy i nie wiadomo kiedy piekarnik już będzie włączony na odpowiednią temperaturę. 


Kuchnię Davida Lebovitza poznałam przy okazji książki "Słodkie życie w Paryżu", dziś polecam "Moją kuchnię w Paryżu". Znajdziecie w niej wszystko, co konieczne, aby stać się mistrzem kuchni: od porad na temat przypraw, przez zwierzenia o kupowaniu naczyń do tart, aż do gotowych przepisów. Wszystko jasno, prosto i z właściwym autorowi poczuciem humoru. Między przepisami i zdjęciami można znaleźć opowieści z życia w Paryżu, kulinarne ciekawości z przeróżnych warzywnych straganów i porady, jak nie spalić dania, a jedynie smakowicie przypiec.


"Największym wyzwaniem, jakiemu musiałem stawić czoło, gdy urządzałem w Paryżu moją pierwszą kuchnię z prawdziwego zdarzenia, nie było podjęcie decyzji, w jakiej odległości od lodówki zamontować piekarnik albo z czego powinny być zrobione blaty. Nie miałem trudności z wyborem materiału na podłogi ani szafek do przechowywania garnków i patelni. Nie chodziło też o to czy piekarnik ma być gazowy, czy elektryczny. Problemem okazał się zlewozmywak. Po dziesięciu latach mieszkania we Francji w końcu zdecydowałem się kupić własne mieszkanie. Jak dotąd wszyscy byli przekonani, że miałem ogromną designerską i profesjonalną kuchnię, podczas gdy tak naprawdę musiał mi wystarczyć blat wielkości szachownicy. Żonglowałem miskami, garnkami i patelniami, wiecznie zmagając się z brakiem miejsca".


pyszny quiche



I już za to kocham Davida, mam podobne dylematy w mojej kuchence bez okien... :) Bo kiedy musisz się zastanawiać, co pozmywać, aby było więcej miejsca, a piekąc ciasto otwierasz okno w pokoju bo jest za gorąco, wiesz, ze może cię zrozumieć ktoś, kto zna wyzwania maleńkiej kuchni :) Później otworzyłam książkę akurat na zdjęciu autora wybierającego plats a gratin, czyli naczynia do zapiekanek. Ku mojemu zdziwieniu trzymał w rękach maleńkie ceramiczne naczynie wprost z mojej kuchni :) Przypadek? Nie sądzę, bo już wtedy wiedziałam, że uda mi się coś ugotować z jego książki. Oczywiście marzyła mi się czekoladowa tarta Tarte au chocolat et confiture de lait, ale nie mam w mojej mini-kuchni dobrego piekarnika. Zatem wybór padł na mój ulubiony  quiche, czyli słoną tartę. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym odrobinę nie zmodyfikowała przepisu, zamiast proponowanych gruszek dodałam szynkę :) Ale ser pleśniowy pozostał... Pyszne! I jak tu się odchudzać... Dobrze, jutro zrobię sałatkę. A tymczasem wracam do jedzenia i zgłębiania tajników kuchni francuskiej. Mam wrażenie, że dziś wszystko w moim mieszkanku na dwunastym piętrze pachnie Paryżem.




Polecam książkę, ale ostrzegam, nie da się jej "tylko" przeczytać. Z pewnością wyjmiecie garnki i pobiegniecie do najbliższego sklepu. Ja tak zrobiłam!





moje naczynia do zapiekanek

Autor wybierający naczynia... (zdj. z książki)






















Anna M.




Polecam stronę Wydawnictwa Pascal i dziękuję :)












11 lipca 2015

"Świat według Janki. Rozmawiała Marzena Zdanowska" Janina Ochojska-Okońska




W nocy przylecieli do Polski pierwsi uchodźcy - nareszcie! Wstyd mi za nasz kraj, że dopiero teraz przyjął uchodźców i że jest ich tak mało. Na świecie dzieją się rzeczy, o których nikt nie mówi głośno, a my, społeczeństwo już przecież bogate nie chcemy wyjść ze swojego bagienka. Na każdym kroku tylko rozpaczamy nad przeszłością, machamy szabelką i liczymy, jacy to jesteśmy biedni. Pora już zrozumieć - tak, na świecie jest gorzej niż u nas, tak ginie tam więcej ludzi niż w całej naszej historii, i tak, to im trzeba pomagać, nie nam... 






Właśnie skończyłam czytać książkę Janiny Ochojskiej "Świat według Janki". Polecam ją wszystkim, którzy nigdy nie wystawili nosa z własnego podwórka. Cenię i szanuję p.Ochojską za jej punkt widzenia, odwagę i siłę. Nie można spokojnie przeczytać tej książki, krew się w żyłach gotuje, ja, choć od kilku lat staram się wciągać dzieci do pomocy charytatywnej, to przy tej książce musiałam robić sobie przerwy. To trudna lektura, burzy masze wyobrażenia o świecie, ludziach a nawet o samej pomocy humanitarnej. Książka bardzo potrzebna, stawiająca pytania, szukająca najprostszych odpowiedzi, pozostawiająca czytelnika z decyzją o tym, kim chce tak naprawdę być. Można nigdzie nie wyjeżdżać, a mieć serce i umysł otwarte na to, co dzieje się za naszymi granicami. Ale uwaga: zbyt wiele prawdy dla tych, którzy wolą żyć w kłamstwach.




"Dzisiaj dwadzieścia cztery tysiące ludzi umrze z głodu, z czego trzy czwarte to będą dzieci poniżej piątego roku życia. Z powodu braku odpowiedniej opieki umrze tysiąc czterysta czterdzieści kobiet w ciąży, sześć tysięcy dzieci umrze z powodu braku dostępu do wody pitnej, a kolejne trzydzieści tysięcy dzieci umrze na uleczalne choroby. Takich strasznych liczb można by podać więcej, bo wiele krajów wyniszczają wojny i czystki etniczne, w innych z kolei ludzie cierpią z powodu systemów totalitarnych". (s.26)



Janina Ochojska z wielką szczerością i otwartością opowiada o swoim życiu, pracy, codziennych dylematach,  prawdzie o potwornych kosztach pomocy, tych osobistych, ale i tych społecznych. Nie boi się trudnych i niewygodnych tematów, nie unika pytań o kradzieże w konwojach, o rekwirowanie przez wojsko przesyłek. Pomaga mimo wszystko, pomimo czasem negatywnych opinii społeczeństwa, mimo braku pomocy ze strony państw czy innych organizacji. Pomaga, bo widzi w tym cel. Janina Ochojska nie jest jednak idealistką, zdaje sobie sprawę z absurdu tworzenia obozów dla uchodźców, którego koszty przewyższają normalne utrzymanie tych ludzi poza obozem, wie, że za tym stoją ogromne pieniądze państw, na terenie których dany obóz się znajduje, strach ludzi i polityka. Każdego innego człowieka taka wiedza by z pewnością załamała, ale nie Ochojską. Pomoc dotkniętym klęską humanitarną jest ważniejsza od osobistej dumy.


"Dzisiaj w porównaniu z przeszłością mamy większe możliwości, większą świadomość mechanizmów działających w świecie. Korzystajmy z tego. Jeśli będzie nas wielu, to uda nam się zmienić nawet wielkie instytucje. Ale musimy zacząć od samych siebie. To jest podstawa każdej pozytywnej zmiany w każdej dziedzinie życia. I pamiętajmy, że dobra jest jednak więcej" (s. 313).



Książka porusza wiele tematów, mnóstwo ognisk zapalnych w naszym świecie. Janina Ochojska mówi o sytuacji Palestyńczyków, o Strefie Gazy, o Libanie, o Kabulu. Polska Akcja Humanitarna kopie studnie w Sudanie, wspomaga budowę szpitali w Korei Północnej, czy buduje szkoły w Afganistanie. Autorka wspomina wiele innych miejsc, o których świat zapomniał, gdy tylko wyjechał ostatni fotoreporter, czy stacja telewizyjna. Opisuje też wspaniałych ludzi, których na swojej drodze spotkała, ale i wspomina również o tych, którzy nigdy nie powinni pracować w organizacjach humanitarnych. To nie jest idealny świat, może dlatego PAH jest jedną z nielicznych organizacji, które pracują w najbardziej niebezpiecznych rejonach, pomagają tym, z których już zrezygnowały inne organizacje.



I jeszcze jedno słowo dla nas, bardzo dziś aktualne...


"Zapomnieliśmy o tym, że sami kiedyś byliśmy uchodźcami, dostawaliśmy azyle polityczne w różnych krajach. Znam wielu ludzi, którzy wyemigrowali w 1968 roku, miałam szczęście poznać ich przez najróżniejsze środowiska. Są wykształceni i oddają swoją wiedzę i umiejętności państwom, które ich kiedyś przyjęły. My o tym albo nie pamiętamy, albo wydaje się nam, że polscy uchodźcy są kim zupełnie innym niż ludzie, którzy u nas szukają schronienia. Mimo że właściwie od czasów zaborów doświadczaliśmy wielokrotnie bardzo dobrego przyjęcia przez różne państwa, nadal nie chcemy w podobny sposób przyjmować innych u siebie. To jest smutne. Dziś siedemdziesiąt procent Polaków nie chce, żeby Polska przyjmowała uchodźców z Ukrainy. (...) Jesteśmy wciąż bardzo ksenofobiczni". (s. 71)

Janki nic już chyba nie zdziwi i nie zniechęci do niesienia pomocy. Niezwykła kobieta, niezwykła książka...


Anna M.




LINKI

Polska Akcja Humanitarna



Recent Posts