30 lipca 2016

"Benedict Cumberbatch. Czas zmian. Nieautoryzowana biografia. Historia niezwykłej kariery" Porter Lynnette




Dla K.S.



Przestałam pisać na blogu, przestałam czytać książki, musiałam odpocząć, zająć się zupełnie inną kwestią w moim życiu, zresztą, im więcej ode mnie oczekują i naciskają, tym bardziej nie mam ochoty ulegać wizji innych osób. 

K.S. zawsze mnie strofuje, że nie piszę nic na blogu - zatem nie pisałam...

K.S. odpuścił i pogodził się ze śmiercią bloga (lub dobrze grał niezainteresowanego tematem) - ale będąc u mnie pożyczył książkę o Alanie Turingu - swoją drogą śmiertelnie nudną, co i sam przyznał. Ale dzięki rozmowie o tej książce przypomniałam sobie cudny film z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej. Potem poszło już lawinowo... Najpierw obejrzałam sobie wszystkie (prawie wszystkie, no co są wakacje i nie mam nic do roboty) filmy z tym aktorem, zwłaszcza jego chyba najlepsze wcielenie, czyli Sherlocka Holmesa, a następnie rzuciłam się na książkę  Lynnette Porter. 

I tak K.S. osiągnął zamierzony cel - wróciłam na blog :) znów zaczęłam czytać... znów zaczęłam pisać i mieć z tego frajdę :)




Benedict Cumberbatch to jeden z tych aktorów, których cenie nie tylko za role, ale i za osobistą postawę i życie. Niewiele o nim wiadomo, bo usilnie chroni swoją prywatność, ale mimo to lubię jego sposób bycia, ciekawią mnie jego poglądy, a moje serce zdobył całkowicie, gdy przeczytałam, że po szkole spędził rok jako wolontariusz w tybetańskim klasztorze, gdzie uczył angielskiego. I choć książka Lynnette Porter jest jedynie skrupulatnym przewodnikiem po rolach aktora, to można i między wierszami przeczytać odrobinę o nim samym. 


Zawsze zastanawiało mnie, jacy są aktorzy prywatnie. Nie jestem typem fanki, która czyta brukowce i szuka sensacji, jakie to buty dziś ubrała Cichopek lub jak Lopez wygląda bez makijażu (choć i samo słowo aktorka w tych przypadkach jest wielkim nadużyciem). Mnie ciekawią poglądy kogoś, kto tak dobrze potrafi zagrać każdą rolę, jest tak sugestywny, tajemniczy i prawdziwy, że zaczynam utożsamiać go z pierwowzorem, a jeśli gra wymyślone postacie, to żyją one swoim "realnym" życiem jeszcze długo po napisach końcowych. Przecież nie można zagrać wszystkiego, nie da się udawać emocji, być zupełnie inna osobą, niż jest się w rzeczywistości. Myślę, że każda postać grana przez aktora ma cechy jego samego. Masło maślane i niby rzecz powszechnie wiadoma, ale mnie to zawsze zwala z nóg. Jaki trzeba mieć talent, żeby stać się daną postacią z filmu, a jednocześnie, jak to musi wpływać na życie prywatne, osobowość, poglądy... Wybierając dane kreacje, czytając scenariusze, trzeba przecież poznać również życie osoby, którą masz się stać na ekranie. Myśleć, jak ona, zachowywać się jak ona, wreszcie być nią. A potem wrócić do swojego "zwyczajnego" wcielenia, by zacząć czytać kolejny proponowany scenariusz... Fascynujące.... 



Tymczasem oczekuję już na nowy sezon Sherlocka Holmesa...




Anna M.


P.S. Pewnie teraz K.S. znów westchnie "nareszcie". Pozdrawiam i dzięki... 







Recent Posts