24 stycznia 2017

"Running. Autobiografia mistrza snookera" Ronnie O'Sullivan







O snookerze nie wiem nic, no prawie nic - wiem tyle, że to jakaś odmiana gry w bilard??? Przepraszam znawców za moją ignorancję...  Lubie oglądać sport w telewizji, a ponieważ jestem chora i uziemiona w łóżku, a do tego trwa Australian Open, całe dnie (właściwie to noce z uwagi na różnicę czasu) spędzam gapiąc się w ekran. W przerwach między meczami Eurosport transmitował Turniej Masters z Londynu, w którym Ronnie O'Sullivan, jak zwykle ponoć, rozgromił przeciwnika...   Spojrzałam na półkę z książkami i ... jest - mam autobiografię O'Sullivana. Przyznam - obserwowanie gry było torturą, ironicznie powiem: "co za zwroty akcji"..., ale książka to już zupełnie inna bajka.  W przeciwieństwie do samego snookera jest to dosyć chaotyczna opowieść Ronnie'go o grze, swoich nałogach, bieganiu, szczycie kariery, odwykach, rozwodzie, braku pieniędzy, triumfie, terapii, idolach, skandalach i wreszcie o tym, co najważniejsze - wyjściu z tego bagna... Autor przeskakuje miedzy faktami i wydarzeniami, nie trzyma się chronologii, powtarza całe rozdziały, ale to tylko nadaje smak tej opowieści i sprawia, że czytelnik wie, że to prawdziwa spowiedź geniusza. 







"Gdyby nie bieganie, moja kariera by już dawno upadła. Bieganie to moja religia, system wartości i przekonań, coś, co mnie uspokaja. To niezwykle bolesna i wymagająca dziedzina sportu, ale również jedyna, która pozwala mi osiągnąć najwyższy stan duchowy. Chciałbym zarazić swoją pasją biegania wszystkich - ci, którzy złapali już tę fazę, zrozumieją, o czym piszę w książce. Być może znajdą tu kilka cennych wskazówek. Innych być może ośmielę do wyjścia na świeże powietrze w poszukiwaniu zbawiennego zastrzyku serotoniny" (s.14)



Dlaczego ta historia jest mi tak bliska? Cóż, moje najlepsze lata to te, kiedy biegałam... Gdy  z różnych powodów przestałam, wszystko zaczęło się sypać, bardzo przytyłam i zamieniłam się w kanapowca. Coś jest magicznego w tym sporcie, coś, co nie pozwala o nim zapomnieć. Dziś cały czas myślę o powrocie na ścieżki biegowe (choć nadal muszę sporo schudnąć), a historia O'Sullivana bardzo mnie w tym utwierdziła. 





"Biegacze to zupełnie inny gatunek ludzi. Nie interesują ich pieniądze, status, praca. Chodzi im wyłącznie o to, żeby biegać" (s.225)



Doprawdy życie Ronniego nigdy nie było łatwe. Wcześnie zaczął grać wspierany przez ojca. Poświęcał wszystko, rzucił szkołę w wieku 16 lat, był najlepszy, genialne dziecko..., później jego ojca skazano na dożywocie za morderstwo, a następnie do więzienia trafia matka. Ronnie uzależnił się od alkoholu, narkotyków, rozwiódł i stracił fortunę w sądach walcząc o prawa do widywania dzieci. Cały czas grał mierząc się bardziej z własnymi wewnętrznymi demonami niż z przeciwnikiem. Przyszedł kryzys... Rezygnował z meczy, zawiesił karierę, zatrudnił się na farmie i... zaczął biegać. Mimo, że bieganie było cały czas obecne w jego życiu, to widać, że w okresie, gdy je porzucał, pakował się wyłącznie w kłopoty i wracał do nałogów,   



Nie będę opisywała całej historii, koniecznie musicie sami przebrnąć przez chaos i zawiłości życia  i kariery Ronniego. Mnie urzekł swoją szczerością, czasem brutalną prawdą o sobie, no i nie zdawałam sobie sprawy, że tak statyczny sport jakim jest snooker może generować tyle emocji u zawodników. Niebywałe! A już rozdział o idolach O'Sullivana, gdzie opisuje Rogera Federera - wisienka na torcie. Tak na marginesie własnie oglądam pojedynek na australijskich kortach Federer-Zverev. Maestro jak zwykle najlepszy, choć w drugim secie niebezpiecznie zaczyna mieć kłopoty... 



Swoją drogą sportowcy to fascynujący ludzie. My widzimy tylko maleńki wycinek ich życia, występ w zawodach, triumf. Przez wiele lat myślałam "oni to maja super życie, taki talent, tyle szczęścia". Dopiero, gdy zaczęłam uważniej śledzić życie moich idoli, więcej o nich czytać, zrozumiałam, że to, co oglądamy, to tylko szczyt góry lodowej. Cała ukryta przed okiem publiczności reszta to godziny ciężkich treningów, praktycznie zniszczone dzieciństwo, mnóstwo poświęceń, walki, kontuzji, życie na walizkach. I kiedy mistrz podnosi swoje trofeum musimy pamiętać, że jest ono okupione niesamowitym poświęceniem i tysiącem wyrzeczeń. Za to zawsze będę miała szacunek dla każdego sportowca. My zbyt często chcielibyśmy wygrywać nic nie robiąc, tymczasem mistrz patrzy na mnie i zdaje się mówić: "hej, zleź z kanapy, zacznij trenować, zrezygnuj z śmieciowego żarcia, mniej imprezuj, chodź spać wcześniej, wyrzuć telewizor, nie trać czasu na bezsensowne znajomości i przede wszystkim uwierz w siebie. Wtedy pogadamy o zwycięstwie..."







Anna M.


P.S. Skończyłam pisać, skończył się mecz! Maestro w półfinale Australian Open!





2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Też tak na początku myślałam, dlatego książka sporo czasu przeleżała na półce. Mimo wszystko polecam - mnie urzekła... chaosem...

      Usuń

Recent Posts