7 maja 2017

"Magia sprzątania" Marie Kondo



Żyję w małym, wynajętym mieszkanku na 12 piętrze. Nie mam nawet balkonu, choć okno balkonowe z barierką istnieje. Swoją drogą wiedziecie jak takie okno nazywa się w nomenklaturze biur wynajmu nieruchomości? To "balkon papieski"! Niewiarygodne, jak dobry marketing może zmienić ponurą  rzeczywistość na coś "ekskluzywnego". Doprawdy - szczęściara ze mnie - mam nie jakiś tam zwykły balkon, gdzie mogłabym posiedzieć latem, ale mam "balkon papieski"... Ale nie narzekajmy, jeszcze dwa lata temu wynajmowałam tylko mały pokoik, a teraz? Całe mieszkanie, i to z balkonem papieskim! 


Jednak po początkowym entuzjazmie samodzielnego mieszkania na "dużej" przestrzeni, zaczęłam się w nim dusić, ilość rupieci zwyczajnie mnie przytłaczała, nic nie mogłam znaleźć i zaczęłam się źle czuć... "duchowo". Po co ja mam tyle niepotrzebnych rzeczy, kiedy stałam się zbieraczem, inni nie mają tego wszystkiego, chce pomagać biednym, a sama co?  Ubrania leżą wszędzie, mam kilka zbędnych telefonów komórkowych, całą szafę starych plecaków i jeszcze więcej zakurzonych książek. KONIEC. Czas zmienić coś w moim życiu...  Dodatkowo jakiś czas temu zafascynowałam się nurtem minimalizmu, ale nigdy nie miałam odwagi wprowadzić go na swoje "podwórko". W jedzeniu - ok! "Slow Food" się sprawdziło. Ale prawdziwy minimalizm? Z jednej strony mnie fascynował, a z drugiej przerażał...


 

Książki KonMari spadła mi z nieba. Kupiłam ją, nie ukrywam, z lekkim zażenowaniem. Ja i książka w stylu "perfekcyjna pani domu" - porażka. Oj, jak bardzo się myliłam. Marie Kondo choć całe swoje życie zajmuje się profesjonalnym sprzątanie, więcej uwagi poświęca porządkowaniu swojej duszy, niż mieszkania. Pisze o radości życia w poukładanym i funkcjonalnym otoczeniu, o jasnym umyśle w jasnym domu. Obiecuje wolność od przymusu posiadaniu wielu rzeczy w zamian za kilkanaście godzin uczciwego sprzątania według jej wskazówek. Zaryzykowałam i ... nie zawiodła mnie. Wolność przychodzi już w trakcie pozbywania się niepotrzebnych rzeczy, ubrań, książek, nagromadzonych latami dokumentów. Umysł podąża za tym, co robimy i również układa swoje wspomnienia, myśli, troski i na nowo "odkurza" marzenia.






Zatem - książka KonMarie, sporo wolnego czasu (u mnie cały weekend) miotła, ścierka i dużo worków na śmieci.... 


ZACZYNAMY!  

UBRANIA


rzeczy odwiozłam do jednej z organizacji pomocowych


Zabrzmi to nieprawdopodobne, bo znana jestem  z tego, że ciągle chodzę w jeansach i T-shirtach, ale miałam tyle uzupełnienie już niepasujących na mnie ciuchów, że mogłabym otworzyć Lumpeks :) Moja znana powszechnie przypadłość - efekt jojo - sprawiła, że miałam w szafie rozmiarówkę od 38 do 52! Co więcej - często tą samą bluzkę w kilku rozmiarach! To mój genialny wynalazek - wydawało mi się, że jeśli noszę ten sam ciuch, to nie widać, że tyję, a ja powiększałam rozmiar bluzki czy spódniczki, a nikt nie wiedział o tym. Genialne! Wymaga to tylko opatentowania :) I choć w rozmiar 38 już nigdy się nie wcisnę, to marzyłam o nim latami. Nic z tego, niestety nie pomogło nawet powieszenie swego czasu sukienki na lodówce. W końcu wszystko wylądowało w wielkich workach i  komuś na pewno się przyda, często są to ubrania, które miałam tylko raz na sobie i ... jakoś mi się przytyło (doprawdy nagle!).


"Żeby móc w pełni cieszyć się rzeczami, które są dla ciebie ważne, musisz najpierw pozbyć się tych rzeczy, które spełniły swój cel. Wyrzucanie rzeczy, których nie potrzebujesz, nie jest ani marnotrawstwem, ani powodem do wstydu. Czy możesz z pełną szczerością stwierdzić, że cenisz coś, co leży na dnie twojej szuflady? Gdyby rzeczy miały uczucia, z pewnością nie byłyby z tego powodu uszczęśliwione. Uwolnij je z więzienia, pomóż im opuścić tę bezludną wyspę, na która je skazałaś. Puść je wolno z wdzięcznością. Nie tylko ty, ale i te przedmioty zyskają nowy blask"

Pierwszy raz w życiu mam w szafie tylko to, co na mnie idealnie pasuje... 


KonMari radzi, aby pozostawione rzeczy składać w charakterystyczny sposób i układać w szafie pionowo. Początkowo pomyślałam, że to dziwaczne, ale przyznaję - zajmują one w ten sposób o wiele mniej miejsca :) A widok poskładanych ubrań daje wytchnienie i organizuje naszą przestrzeń. Bezcenne!




KSIĄŻKI


Przez lata nagromadziłam potworne ilości książek. Wielu z nich nawet nie przeczytałam. Co kilka miesięcy tylko przerzucałam je z miejsca na miejsce, dbając tylko, żeby były należycie wyeksponowane. Cóż, wkradł się w moje życie mały snobizm - wiadomo, kto dużo czyta, musi być przecież mądry. Usiadłam zatem przed moimi regałami i zaczęłam rozmawiać z książkami, opowiedziałam im o moim szalonym pomyśle i ku mojemu zdziwieniu same się zgodziły. Chyba one równie miały dosyć leżenia latami na półce, pewnie wolą być przez kogoś czytane. Wstałam i zaczęłam wyjmować te, które miały zmienić właściciela. Na koniec wszystko spakowałam i zaniosłam do kilku regałów miejskich w nadziei, że ktoś się nimi zajmie. Kilka też zostawiłam w tramwaju. I powiem Wam jedno - niesamowicie oczyszczające doświadczenie. Teraz na półkach mam tylko to, do czego chcę wracać, co przez lata mnie kształtowało i nie powala o sobie zapomnieć :)





"Książki to tak naprawdę papier - kartki pokryte drukiem i połączone ze sobą. Mają one służyć jako lektury i źródło informacji dla czytelników. To zawarta w nich informacja jest znacząca, przez samo stanie na półkach nie nabierają one znaczenia. Czytamy książki, żeby doświadczyć czytania. Książki, które przeczytałaś, są już częścią twojego doświadczenia, ich treść żyje w tobie, nawet jeżeli tego nie pamiętasz. (...) Zatrzymaj tylko te książki, których sam widok na półkach cię uszczęśliwia, te, które naprawdę kochasz".






Jeszcze na koniec jedna rada:


"Ukryj porządki przed rodziną. W wyniku maratonu sprzątania powstaje góra śmieci. Na tym etapie niespodziewana wizyta eksperta od recyklingu pod postacią matki może wyrządzić więcej szkód niż trzęsienie ziemi" 



Święte słowa! Mieszkam jakieś 150 km od od domu rodzinnego, ale niestety coś wspomniałam w rozmowie telefonicznej o moim pomyśle. No i wpadłam po same uszy... Mama poradziła mi, żebym nie oddawała książek, ale ... schowała je do szafy, której nie używam - to przecież tak samo, jakby ich nie było...  ;)



DWA DNI PÓŹNIEJ...

Sprzątanie zajęło mi całe dwa dni. Zaczynałam o 6.00, kończyłam przed północą. Przez większość czasu... jeździłam windą.  Efekt przerósł moje oczekiwania. POLECAM...


mały pokój, kiedyś w nim mieszkałam, ale teraz pełni rolę garderoby


Moja droga do minimalizmu została rozpoczęta.... Niestety została mi do wysprzątania jeszcze kuchnia. Marie Kondo radzi, aby najtrudniejsze emocjonalnie rzeczy zostawić na koniec... Dojrzewam do tego...



Anna M.

P.S. Teraz czytam "Minimalizm po polsku" Anny Mularczyk-Meyer. Polecam również kanał na YouTube i blog Oresta Tabaki :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts