13 maja 2017

„Minimalizm po polsku” Anna Mularczyk-Meyer






"Czas nie jest z gumy. Jeśli się chce mieć go więcej, trzeba lepiej nim gospodarować, a co za tym idzie - nauczyć się mówić <<nie>>"













Otworzyłam "Minimalizm po polsku" na dosyć przypadkowej stronie, chcąc przejrzeć najpierw jej zawartość, zanim się zagłębię w treść. I uderzyło mnie jak grom z jasnego nieba! To jest to! Uporałam się już ze sprzątaniem otoczenia - pozbyłam się wszystkiego, czego nie używam, co było zbędne i zaśmiecało mój świat. Ale to jeszcze nie dawało mi spokoju i wolności. Zaczęłam czytać książkę Anny Mularczy-Meyer i to jedno zdanie sprawiło, że poczułam jak odchodzi cały mój niepokój. Minimalizm i slow life to przede wszystkim oczyszczenie sfery duchowej i emocjonalnej, i autorka niesamowicie mi w tym pomogła. Rzeczy to tylko rzeczy - łatwo je wyrzucić, oddać, obyć się bez większości z nich. Ale uczucia? Emocje? Relacje? Okazuje się, że można żyć w minimalistycznym otoczeniu, ale ilość zajęć, bałagan w kalendarzu, nadmiar obowiązków, pogoń za złudnym sukcesem sprawiają, że nadal będziemy przytłoczeni światem. Jedynym rozwiązaniem wydaje się być wprowadzanie ograniczeń również w tej dziedzinie. Jest to o wiele trudniejsze, bo często niezauważalnie brniemy w toksyczne relacje, miotamy się między równymi aktywnościami, za dużo kupujemy, a w konsekwencji musimy na to więcej pracować. W dalszej kolejności zadłużamy się, aby zaimponować sobie i innym lub zrekompensować sobie zły dzień. Potem już tylko jak po równi pochyłej staczamy się w coraz większy chaos. Zaśmiecamy nasze umysły podobnie jak nasze domy. 


"Nie chcę ślizgać się po powierzchni, ograniczać do zdawkowych znajomości czy bezrefleksyjnego pochłaniania dóbr kultury. Wolę obejrzeć dwa razy ten sam spektakl - i go zrozumieć - niż być na bieżąco ze wszystkimi premierami. Mieć kilku sprawdzonych i życzliwych przyjaciół zamiast zastępów wirtualnych znajomych, na których nie będę mogła liczyć w trudnych chwilach"



Anna Mularczyk-Meyer zaleca zrobienie porządku w swoim wnętrzu, a w swojej książce również opowiada, jak sama przeorganizowała swój czas, jak zajęła się finansami, uwolniła od przymusu konsumpcjonizmu, a co za tym idzie, przestała pracować ponad normę, bo i przestała żyć ponad stan. Dotychczasowa pensja zaczęła jej wystarczać na skromniejsze, ale bardziej spokojne i szczęśliwe życie, mogła więc zrezygnować z udzielania korepetycji i w to miejsce zacząć spełniać swoje marzenia. Przestała ciągle oglądać się za siebie, gonić wczorajszy dzień i zarywać noce na nadganianie zaległych projektów. Oj jak bardzo mnie to zaciekawiło! Przecież to cała ja! Jakbym czytała o własnych problemach. Co więcej - też chcę uwolnić się od tego, co sprawia, że każdego ranka budzę się już zmęczona nadchodzącym dniem...! Przestać przejmować się opiniami innych, przestać żyć życiem, jakiego oni oczekują, a nie takim, którego ja pragnę. Przestać brać na siebie dodatkowe obowiązki, bo inni nauczyli się, że można na mnie zrzucić wszystko, a ja i tak nie odmówię i ogarnę.


"Zewnętrznym obserwatorom może się wydawać, że minimalizm skupia się wyłącznie na rzeczach. Jeśli jednak stosuje się go konsekwentnie, wykracza daleko poza sferę materialną i służy osiągnięciu spokoju ducha i jasności umysłu. Pozwala uświadomić sobie własną siłę, samodzielnie kształtować swoje otoczenie, nauczyć się żyć chwilą i w pełni doświadczać tu i teraz, bez oglądania się na przeszłość i ciągłego wybiegania myślami w przyszłość. Krótko mówiąc, minimalizm pozwala uprościć życie. Niektórym trudno w to uwierzyć, ponieważ są przekonani, że życie nie może być proste". 



Świat przyspiesza, a ja już nie chce biec, by za wszelką cenę dotrzymywać mu kroku. Jestem zmęczona ciągłym wyścigiem szczurów, narzuconymi przez innych wartościami, ciągłą potrzebą porównywania się i nieustanną rywalizacją na każdym polu...



"Zamiast pielęgnować w sobie poczucie niezadowolenia z tego, kim jesteśmy i w jakim okropnym kraju żyjemy, spróbujmy zacząć dostrzegać dobre strony. (...) Żeby jednak się cieszyć pięknem przyrody i czerpać radość z uroków jesieni czy zimy, trzeba najpierw je zauważać. Czyli zacząć być obecnym. gdy nie pamiętamy niedawno przeczytanych książek i obejrzanych filmów, gdy nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie szczegółów emocjonującej rozmowy i wydaje nam się, że Wigilię  i Wielkanoc dzielą zaledwie dwa tygodnie, to wyraźny znak,że żyjemy na autopilocie. Jeśli go nie wyłączymy, będziemy nadal jechać na piątym biegu, nie wiedząc nawet dobrze, w jakim kierunku zdążamy". 








Wyłączam zatem mojego autopilota i zaczynam żyć :)




"Jeżeli życie jest podróżą, nie chcę, żeby było wycieczką objazdową o napiętym programie. Chcę na każdym etapie mieć czas nacieszyć się widokami. Poznać dobrze swoich współtowarzyszy i dowiedzieć się czegoś o ludziach spotykanych po drodze. Zobaczyć coś więcej, niż oferuje standardowy pakiet atrakcji. Zawędrować na bezdroża i w rzadko odwiedzane zaułki. Iść w swoim tempie, niepoganiana przez żwawych animatorów". 





Anna M.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts