4 marca 2018

"Najlepszy" Łukasz Grass




Powrót po roku na bloga? Czemu nie... Niestety praca na dwa etaty i nauka angielskiego wieczorami sprawiły, że wpadłam w wir "praca - jeszcze więcej pracy" i zapomniałam totalnie o sobie. Na efekty nie trzeba było długo czekać - zmęczenie, wypalenie, przytyłam, zaczęłam częściej chorować. Przebudzenie przyszło też zupełnie niespodziewanie - ale to już zwierzenia na inny post... Jednym słowem - wróciłam...




Dziś książka i film, które mnie poruszyły szczególnie "Najlepszy" Łukasza Grassa


Mimo, że mam jeszcze ze 20 kg do zrzucenia, to nadal marzę o powrocie na ścieżki biegowe i chyba dlatego tak ciągnie mnie do tego typu literatury. Jednak książka Grassa to przede wszystkim zastrzyk energii i wiary w to, że zawsze można wyjść na prostą. To historia walki z własnymi demonami, uzależnieniem, opinią społeczną. Jerzy Górski pokazuje, że nie ma rzeczy niemożliwych, a sport może być niezłą terapią... nawet w naszych codziennych małych słabościach, stresach i chwilach zwątpienia...








Takie osoby jak Jerzy Górski inspirują mnie, zwłaszcza wtedy, kiedy sama czuję, że czas coś zmienić w moim życiu.  Właściwie od dłuższego czasu widzę, że moje życie nie idzie we właściwym kierunku. Coraz więcej pracy i stresu z nią związanego zaczęło się odbijać na moim zdrowiu. I to nie przez ilość pracy, bo przecież kocham uczyć dzieci, ale przez moje podejście do tego wszystkiego.  Kiedy spostrzegłam, że przestałam czerpać radość z życia, przestałam się uśmiechać i znajomi zaczęli pytać, co się dzieje, zrozumiałam, że czas coś zmienić.  Był to przełom grudnia i stycznia, pomogły mi książki, spędzanie czasu na świeżym powietrzu, zajmowanie się sobą i swoimi potrzebami, a nie tylko potrzebami innych. Zwolniłam tempo życia, powoli przestaję przejmować się tym, na co nie mam wpływu, a efektywniej zarządzać czasem i zadaniami do wykonania.  Przypomniałam sobie, że przecież moje życie jest tak samo ważne, jak życie innych i pora poświęcić chwilę sobie, zamiast brać udział w bezsensownej gonitwie, bo wszyscy  dookoła ślepo biegną dają się wciągnąć w wir życia serwowany przez naszą chorą cywilizację. 



Jerzy Górksi pokazał mi, że warto mieć cel, nawet jeśli jest on początkowo mało realny. Warto skupić się na swoim życiu, by móc potem pomagać innym. Trzeba najpierw wyleczyć siebie i pokonać swoje słabości, trzeba zacząć naprawdę żyć.  Nikt tego za mnie nie zrobi, nikt nie zatroszczy się o mnie, jeśli ja sama rezygnuję z siebie. 



„W wieku 35 lat, po 14 latach narkomanii, ćpania niezliczonej ilości morfiny i heroiny, picia wódki i palenia 100 papierosów dziennie, po sześciu latach terapii, udowodniłem, że ograniczenia w ludzkim życiu stawiamy sobie sami. One istnieją tylko w naszej głowie. Ulegają im ci, którzy mówią zamiast działać".



Koniec z ograniczeniami, które sama sobie stawiam. Koniec z lękiem... 






Anna M.




6 komentarzy:

  1. :-)
    Cieszę się na Twój powrót. A Najlepszy jest najlepszy i Ty wiesz dlaczego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj po dłuższej przerwie :) już się zastanawiałam, co u Ciebie Aniu słychać i skąd taka cisza. Gratuluję motywacji i powrotu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dużo się działo... Przeprowadzka, trochę zmian, mały kryzys w życiu osobistym i zawodowym, powrót na formy... No i jestem, nowa, zmotywowana, z przemeblowanym życiem...
      Pozdrawiam
      :)

      Usuń
    2. I tak ma być :) Ja również jestem po zawirowaniach życiowych i dokładnie wiem o czym piszesz :)
      Pozdrawiam - Ania
      :)

      Usuń
    3. Dzięki i pozdrawiam majowo :)

      Usuń

Recent Posts