15 kwietnia 2018

"Plan Campbella" Thomas Campbell


Wcześniej czytałam książkę Campbella seniora, dziś polecam też Campbella juniora :)


Wiem, jestem monotematyczna... Trudno. Zaczęłam nowy etap w  życiu i chcę się tym podzielić. Jeśli kobiety przechodzą kryzys wieku średniego, to ja właśnie taki w zeszłym roku zaliczyłam (nie żebym już miała 40-stke, ale wielkimi krokami się zbliża). Chwytałam się wszystkiego, żeby wyjść z "dołka". No i znalazłam. 


Okazuje się, że powiedzenie "w zdrowym ciele zdrowy duch" jest genialnie prawdziwe. Powoli moje zdrowie, to fizyczne i to duchowe, wraca na stare, dobre tory. Czy to sprawa wyłącznie zmiany jedzenia? Nie sądzę, ale wiem, że ma ono bardzo duży wpływ na nasze postrzeganie świata i siebie. Zmiana na lepsze zawsze rozwija. Paradoksalnie w moim przypadku, zdrowe odżywianie, przesunęło akcent z dbanie o wszystkich kosztem wykańczania siebie, na dbanie o siebie, by być dla innych.  Dziś już wiem, że jeśli wezmę na siebie za dużo, nie podołam podstawowym zadaniom (niestety niektóre zobowiązania muszę dokończyć, choć wiem, że są destrukcyjne).  Wiem też, że jeśli np. się nie wyśpię, następnego dnia będę sfrustrowana, przemęczona i zła na cały świat.  Kiedyś wszystko inne było ważniejsze, dziś staram się powolutku to zmieniać. Jasne, świat jest ważny, ale jeśli będę przemęczona, zła i głodna, to nic w tym świecie nie zrobię. A  moje ja mi cały czas daje znak, aby się wreszcie nim zajęła. No to się zajmuję - jestem początkująca w tej dziedzinie, więc wpadki są nieuniknione. Ale idzie mi całkiem dobrze. 



Przyznaję, że potrzebuję takich książek, jak ta, aby motywować się i utwierdzać w  mojej drodze ku dobremu. No bo przecież wszyscy wiemy, że śmieciowe jedzenie jest dla nas toksyczne, a chemia do niego dodawana powoli nas zabija. A jednak strasznie trudno jest zmienić dietę. Brak czasu, wygoda, dostępność produktów, lenistwo, pieniądze, brak edukacji w zakresie żywienia - to tylko niektóre wymówki i przyczyny braku próby zmiany. Największym jednak jest UZALEŻNIENIE.  To z nim trzeba najdłużej walczyć...



Dr. Thomas Campbell jak dobry lekarz, prowadzi nas za rękę pośród zawiłości zdrowego odżywiania. Z jednej strony daje nam ogromną porcję wiedzy medycznej, z drugiej konkretne porady na wypadek, gdybyśmy "utknęli" w teorii.  Jest tu zatem i wykład o cukrze, oleju i modnych suplementach, jak i propozycja menu, lista zakupów i konkretne przepisy dla kulinarnych żółtodziobów. Dla mnie strzał w 10!


moja zdrowa dieta wcale nie jest nudna i mdła...


(...) to co ty jesz, co ja jem - ma ogromny wpływ na nasze zdrowie. Żywność ma większą moc uzdrawiania niż cokolwiek, co może ci przepisać lekarz". (s. 222)



Polecam i smacznego!.
Anna M













8 kwietnia 2018

"Nowoczesne zasady odżywiania. Przełomowe badanie wpływu żywienia na zdrowie" T. Colin Campbell, Thomas M. Campbell II


Mój dietetyczny coming out... 


"Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych żyją w dobrobycie i z tego powodu umierają. Codziennie ucztujemy jak królowie i to nas zabija" (s. 121)


Książkę Campbella poleciła mi koleżanka, która od wielu lat nie je mięsa. Zaczęłam więc czytać z prawdziwym zaciekawieniem, które z czasem przerodziło się w, nomem omen, "pożeranie" kolejnych rozdziałów... 


I tu należy się pewne wyjaśnienie. Dołączyłam do roślinożerców jakieś 5 miesięcy temu, ale zrobiłam to zupełnie intuicyjnie. Co prawda zdarzały mi się okresowe odstępstwa od weganizmu i daleko mi od ideologi obrońców praw zwierząt, ale każdy powrót na "zieleninę" odczuwałam z ulgą, ku własnemu zaskoczeniu...


Moje powody rezygnacji z produktów odzwierzęcych są prozaiczne - zwykła chęć poprawy stanu zdrowia. Od wielu lat byłam ciągle na jakiejś diecie, z większym lub mniejszym sukcesem. Chyba już byłam zmęczona ustawicznym liczeniem kalorii, unikaniem słodyczy i dla odmiany rzucaniem się na nie. Byłam zniechęcona, a fast foody przejęły kontrolę nade mną i moim życiem. Dieta roślinna, oparta wyłącznie na nieprzetworzonych produktach wydała mi się naturalna. Zmęczyło mnie śmieciowe jedzenie, które może i było niskokaloryczne i przynosiło oczekiwane rezultaty odnośnie spadku wagi, ale czy było zdrowe? NIE.


Początki były trudne, chyba głównie przez moje złe nawyki i slogany powtarzane przez przez znajomych, jakoby weganizm był czystą i do tego niezdrową fanaberią.  Pierwszy miesiąc, nie będę ukrywała i koloryzowała, był koszmarny. Wszędzie czaiło się jedzenie, a sery wręcz kusiły (robią to do dziś, szczególnie te pleśniowe). Z łatwością zrezygnowałam z mięsa, ale nabiał to już inna bajka. Wreszcie się udało! Ostatnia "przeszkodą" do pokonania była... moja mama. Ostatecznie przekonały ja dopiero szczegółowe wyniki badań laboratoryjnych (w życiu nie pobrano mi tyle krwi), do których mnie oczywiście zmusiła i za które na szczęście sama zapłaciła. Wbrew jej oczekiwaniom (o ironio) wszystkie odczyty znacznie się poprawiły, a ja nigdy wcześniej nie miałam tak niskiego poziomu cukru, cholesterolu, a zarazem wysokiego poziomu żelaza i wapnia! Za zmianami odżywiania szły oczywiście zmiany w gotowaniu. Dziś jem proste potrawy, najczęściej gotowane na parze lub pieczone w piekarniku, dużo surowych warzyw, kasze, bakalie, owoce. Kupiłam obrzydliwie drogi blender ze szklanym kielichem, żeby się zmobilizować do robienia zielonych, warzywnych  koktajli. Przecież skoro wydałam tyle kasy na sprzęt, to teraz trzeba "mielić" ile się da! I to był strzał w dziesiątkę, choć początkowo mdliło mnie już po pierwszym łyku, dziś ze smakiem piję codzienną porcję naturalnych "witaminek" :) Wystarczyła cierpliwość i determinacja, aby zmienił mi się smak (zresztą i tak ograniczony, jak wiecie).




mój zdrowy obiad
Zatem jako początkująca weganka sięgnęłam po książkę z ciekawością i pewnymi oczekiwaniami i otrzymałam wiedzę, którą chyba powinnam mieć na początku mojej drogi, więc z miłą chęcią nadrobiłam zaległości "naukowe". Przede wszystkim zrozumiałam, że nie jestem weganką! Okazuje się, że moja intuicyjna dieta to NPR, czyli odżywianie oparte na nieprzetworzonych produktach roślinnych. Nieco się też uspokoiłam, czytając między innymi o tym, że powinniśmy ograniczać białko i tłuszcze (bo przecież zewsząd krzyczą o proteinowych batonach, odżywkach, koktajlach). Dieta roślinna przeciwdziała wielu chorobom, a unikanie mięsa może przynieść tylko korzyści. 





"Wszystkie powyższe choroby, oraz wiele innych, rozwijają się z tego samego powodu: niezdrowej w dużej mierze toksycznej diety i niezdrowego stylu życia, wypełnionych czynnikami promującymi choroby i zbyt ubogich w czynniki wspierające zdrowie. Innymi słowy, z powodu diety zachodniej. Z drugiej strony znana jest dieta, która przeciwdziała wszystkim tym chorobom: pełnoziarnista dieta roślinna" 


Zdrowie - to była moja pierwsza motywacja. Druga - no oczywiście, że zrzucenie zbędnych kilogramów raz na zawsze. I to działa! Powoli, bez wysiłku i rygorystycznego ograniczania jedzenia, waga naturalnie spada :) Hmmm - taki uboczny efekt ;) Jakaż to odmiana w porównaniu z milionem wcześniejszych diet, które stosowałam. 


"Stosowanie specjalnych programów utraty zbędnych kilogramów i łykanie pigułek w celu zmniejszenia apetytu czy zmiany metabolizmu to nasz narodowy sport. (...) Czemu więc bezustannie próbujemy nowych diet, koktajli, batonów energetycznych i wierzymy w poradniki o odchudzaniu, skoro nie spełniają swoich obietnic?" (s.149)



Ale książka to nie tylko biochemiczne laboratorium i analiza wieloletnich badań. Po "naukowej" części, autor przechodzi do praktycznych wskazówek i omawia 8 zasad odżywiania i zdrowia. Okazuje się, że są one mi bliższe, niż wcześniej mi się zdawało. Unikanie suplementów diety, ograniczanie białka, wyrzucenie oliwy, przejście na dietę roślinną, zdrowy tryb życia, unikanie stresu - to tylko wybrane zasady. Chodzi o trwałe zmiany, nie tylko te powierzchowne i czasowe. Życie jest w naszych rękach - zdrowe i szczęśliwe życie.


"Proces jedzenia jest prawdopodobnie najbardziej intymna interakcja z naszym światem; to, co jemy, staje się częścią naszego organizmu" (s. 247)



Anna M.







Recent Posts