25 czerwca 2018

"Pułapki przyjemności" Robert Rutkowski






Rozpoczęły się wakacje, zatem mam więcej wolnego czasu... poprawka - mam jakikolwiek "czas wolny"... I jak co roku zabieram się nad pracę nad sobą... Uwielbiam ten czas, kiedy mogę zająć się sobą! W nadziei spędzenia uroczego i budującego popołudnia sięgnęłam po książkę jednego z moich ulubionych psychologów - Roberta Rutkowskiego... I.. zamiast relaksu, zostałam walnięta w łeb! 


"Zatem święta zasada, od której nie ma odstępstwa (niezależnie od tego, czy jesteśmy pracownikami, czy właścicielami): w momencie, kiedy jesteśmy w domu, nie powinniśmy mieć nic wspólnego z pracą".



Przecież to miała być książka o przyjemnościach, ok o pułapkach przyjemności, ale, żeby tak już na początku burzyć mój idealny świat? Ale że niby jak?



"Mówiłem wcześniej, że nie należy przenosić pracy do domu. Większość z nas tego nie potrafi i problemy związane z pracą próbuje rozwiązywać również poza nią, czyli w czasie, który powinien być przeznaczony tylko i wyłącznie na odpoczynek, regenerację. Nie da się rozwiązywać problemów i efektywnie regenerować. Kiedy myślę o pracy w czasie wolnym, to osłabiam zdolności regeneracyjne. Jeżeli budzę się i nie mając jeszcze uruchomionej funkcji „powitanie dnia”, analizuję, co czeka mnie dzisiaj w pracy, to znaczy, że już od tego momentu w niej jestem, w myśl zasady: „Jesteśmy tam, gdzie nasze myśli”. Najpierw należy wyjrzeć przez okno, uśmiechnąć się, głośno powiedzieć: „Witaj, piękny świecie, to będzie udany dzień!”, po czym spokojnie zasiąść do najważniejszego posiłku, czyli śniadania. Dopiero potem, może na parkingu w samochodzie, w metrze, autobusie, w drodze do pracy, możemy delikatnie przekierowywać się na zadania zawodowe".





Kolejny cios! Jak teraz to wszytko sobie poukładać? Na szczęście są wakacje, czas wolny od mojej pracy... Zatem niech to będzie czas spokojnego powrotu do siebie samej, do tego, co lubię robić poza pracą, do moich pasji, marzeń, tego, co kocham :) 


Książka cudna, ale wbiła mnie w fotel wiele razy. Tak to już jest z panem Robertem Rutkowskim. Uwielbiam go... Słucham wszystkich jego audycji, wykładów.  Zwyczajnie trafia do mnie w 200%. Ale co potem z tym zrobić? Cóż, chyba trzeba zakasać rękawy i zabrać się, nomen omen, do pracy... nad sobą oczywiście... 



"W naszym życiu najważniejsza jest harmonia i równowaga. Jeśli jest czas pracy, to powinien być też czas zabawy (...) Podprogowo powinniśmy pamiętać, że chociaż mamy świetną pracę, w której się doskonale czujemy, nie zwalnia nas to z obowiązku, żeby zadać sobie minimalny wysiłek, wyłączyć aplikację bycia wygodnickim leniem i poszukać aktywności, która nie ma nic wspólnego z zarabianiem pieniędzy. To po prostu działa".



Przede mną dwa miesiące wolne od pracy..., a że książka demaskuje różne pułapki (jedzenie, związki, sport, portale społecznościowe), w jakie codziennie wpadamy, więc jest nad czym popracować...




Anna M.




Jeszcze jedna myśl, zawsze traktowałam psychologię jako sferę myśli, emocji, a nie biologii. A tu dowiedziałam się o czysto biologicznych mechanizmach, o neurohormonach, adrenalinie, kortyzolu itd. Nasze myśli mogą być stymulowane przez odpowiednie hormony?  Jeśli odczuwam stres, następuje wyrzut kortyzolu, który zagęszcza krew, co z kolei sprawia, ze gorzej dotleniony jest mój mózg i trudniej mi się myśli, reaguje, regeneruje... A jak ktoś żyje w nieustannym stresie? To zwyczajnie trudno być sobą? Muszę zgłębić ten temat... KONIECZNIE










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts