22 czerwca 2018

"Roger Federer. Geniusz przy pracy" Mark Hodkinson



Uwielbiam oglądać grę Federera, choć uczciwie przyznaję, nie jest moim nr 1. Sorry Roger, ale wiele lat temu moje serce skradł Rafa... No, ale dziś kilka słów o Maestro...





Nie będę pisała o jego rekordach, bo chyba nie ma takiej kategorii, w której by nie prowadził. Nie chcę się też zatrzymywać na jego geniuszu w grze, bo najlepsi już analizowali jego technikę, serwis, nawet trzymanie rakiety czy ilość kroków. Znane są memy porównujące go do baletnicy, sam nazywany jest wirtuozem, Maestro. Kiedy wchodzi na kort, trybuny są jego. Robi z publicznością, co tylko mu się podoba... Nawet rywale zaakceptowali, że tłum będzie wspierał tylko jego.

Nie chcę też przekonywać Was, że talent to nie wszystko. Federer jest ponadprzeciętnie utalentowany, ale nic by z tego nie było gdyby nie fakt, że wkłada w to, co robi ogromną pracę. Całe życie podporządkował tenisowi. O tym wszystkim można zresztą przeczytać w książce.





Ja chcę opowiedzieć o tym, dlaczego tak lubię oglądać go na korcie... 

Uczę się od niego wielu rzeczy...


PRZYJAŻŃ...

Każdy, kto choć trochę interesuje się tenisem wie, że Roger Federer i Rafael Nadal to najlepsi kumple ever...  Wspierają się, prywatnie bardzo przyjaźnią i wzajemnie sobie pomagają... Każdy też wie, że ich mecze to ogromne widowisko. Na przestrzeni lat, co jakiś czas, zamieniają się miejscami w rankingu ATP, ich spotkania przechodzą do historii, a świat dzieli się na fanów Rafy i fanów Maestro. Wymarzone spotkanie w finale to właśnie Rafa - Federer, wtedy wiadomo - będzie się działo. I to mnie fascynuje. Przyjaźń nie ogranicza, nie każe rezygnować z własnych marzeń. Przyjacielem jest się zawsze, nawet gdy wychodzisz na kort i starasz się z całych sił pokonać rywala. Może też dlatego ich spotkania są tak fascynujące, bo znają swoje mocne i słabe strony, na korcie mają do siebie ogromny szacunek, ale też nie wahają się wykorzystać słabości przeciwnika... 



PRACA NAD SOBĄ...

Roger jest geniuszem, czas jego królowania na korcie powszechnie nazywany jest "Erą Federera"... Ale wiedzieliście, że jako junior nie rokował dobrze... Był porywczy, potrafił podczas spotkania złamać kilka rakiet, wściekać się na przeciwnika, a po przegranym meczu rozpłakać? Komentatorzy twierdzili, że ma słabą psychikę i nie da rady z presją podczas wielkoszlemowych turniejów. Ale Federer postanowił zmienić się, poznać swoje mocne i słabe strony i z roku na rok pokazał światu, że przy ciężkiej pracy można wszystko. Udowodnił, że da radę!!!! Andy Roddick powiedział kiedyś: "On uwierzył, że może chodzić po wodzie i wcale nie jest daleki od prawdy" Dziś Federer jest oazą spokoju, opanowania, precyzji, geniuszu i ogromnej kultury na kortach całego świata...  



NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ!

Rafa i Federer przez wiele lat rządzili na kortach. Nikt nawet nie śmiał się zbliżać do nich, a wylosowanie któregokolwiek z nich jako przeciwnika oznaczało dla nieszczęśliwca pożegnanie się z turniejem. Ale ta era miała się skończyć. Kłopoty ze zdrowiem obu otworzyły pole do rozwoju innych zawodników np. Djokovica, czy ostatnio tzw "nowego pokolenia" reprezentowanego przez Dimitrowa, Thiema czy mojego nr 3 Saschy Zvereva. I znów zwiastowano koniec ery Federer-Nadal. Zresztą obaj panowie są już grubo po 30-stce, co na realia tenisowe oznacza, że powinni już dawno korzystać z życia na emeryturze... Ale po kilku sezonach ciszy i dalekiego miejsca w rankingu, nagle świat mógł zobaczyć odrodzenie i Nadala i Federera... To wydawało się niemożliwe... a jednak! Obaj wrócili na tron, są silniejsi, mądrzejsi, grają dojrzalej, przystosowali się do nowych warunków, wieku i młodości rywali... Znów są niepowstrzymani... 





Za tydzień zaczyna się Wimbledon, najbardziej prestiżowy turniej tenisowy Wielkiego Szlema... I znów wszystkim marzy się kolejny finał Federer-Nadal... 


Anna M.
                                   




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts