15 lipca 2018

"Mózg nastolatka. Jak przetrwać dorastanie własnych dzieci" Frances E. Jensen, Amy Ellis Nutt








Tytuł mówi sam za siebie. I choć nie mam własnych dzieci, to w pracy jestem przecież wychowawcą gromadki 13-nastolatków. Juz jakiś czas temu zauważyłam, że moje "dzieciaczki" (a jestem z nimi od maluszków), dawno już wyrosły z przysłowiowych pieluch. Ostatnie półrocze poruszałam się po omacku szukając potrzebnej mi wiedzy. Mogłabym tupać nogami, tęsknić do czasów, kiedy uczyłam moje dzieci wiązać buty, ale postanowiłam, jako odpowiedzialny dorosły, zmierzyć się z mrożącym krew w żyłach tematem "zbuntowany nastolatek". 



Pierwsze zderzenie z tym "innym światem" miałam już za sobą - przecież od pół roku uczyłam 3 klasę gimnazjum. Już wcześniej pisałam, że był to dla mnie niesamowity czas, bo moi gimnazjaliści nauczyli mnie o pracy z młodzieżą więcej, niż studia, podyplomówki i kursy razem wzięte. Z drugiej strony głosy niektórych nauczycieli, że ich nie da się zrozumieć, sprawiły, że przeszła mi przez głowę niepokojąca myśl - a może jednak da się to jakoś wyjaśnić na tyle, aby nie stać po dwóch stronach barykady?  Zaczęłam szukać w necie książek i wykładów na ten temat i ... okazało się, że jest ich mnóstwo. Na pierwszy ogień poszły książki o neurologii i biologii. Pomyślałam, że zanim zacznę zgłębiać triki wychowawcze, może lepiej byłoby zrozumieć, co się tak naprawdę zaczyna dziać z moimi uczniami? Dlaczego nagle przestaję ich poznawać i rozumieć?


"Jak to się dzieje, gdy kończą czternaście, piętnaście czy szesnaście lat? Jak to jest, że słodkie, grzeczne, szczęśliwe i dobrze sprawujące się dziecko, które znamy od ponad dziesięciu lat, staje się nagle kimś, kogo w ogóle nie poznajemy?" (s. 26)


No właśnie!!!!! A to wszystko jeszcze przede mną? Przecież czeka mnie po wakacjach klasa 7 i 8!!! 



Nie będę streszczała książki, bo nawet nie wiedziałabym jak to zrobić, żeby nie pominąć jakiejś ważnej kwestii. Mój egzemplarz jest cały popisany, z kolorowymi znacznikami, komentarzami na marginesie. Powiem tak - czytałam z zapartym tchem i co kilka stron otwierałam buzie ze zdziwienia lub wykrzykiwałam "o kurcze, dokładnie jak moje dzieci" lub "to dlatego tak zrobił/zrobiła". Niestety też muszę przyznać, że z powodu mojej ignorancji i nieznajomości tego, co zachodzi w głowach moich dzieci na poziomie neurologii, wiele razy źle je oceniałam, za dużo wymagałam i zwracałam uwagę na rzeczy, które były od nich zupełnie niezależne. We wrześniu będę musiała je za to przeprosić... 


"Nastolatki mogą wyglądać jak dorośli, nawet myśleć jak dorośli w różnych sytuacjach, a ich zdolność do uczenia się jest niesamowita, ale zwykle ważne jest, by wiedzieć, do czego nie są zdolne - jakie są ich ograniczenia emocjonalne, poznawcze i behawioralne (s.75)



Autorka jest neurobiologiem i przedstawia biologiczne podstawy tych zachowań nastolatków, które my, dorośli, niestety często błędnie przypisujemy tzw. złemu wychowaniu, hormonom, czy okresowi buntu. W większości przypadków to kwestia etapów rozwoju mózgu, kształtowaniu emocji, a nawet właściwym godzinom snu, czy eliminacji stresu. Ta wiedza z pewnością pomoże mi w nowym roku szkolnym... Ostatnie tygodnie starego roku wykorzystałam na obserwację moich dzieciaków, próbę nauki nowej komunikacji z nimi dostosowanej do nich, a nie do tego, co przywykłam oczekiwać od nich, gdy byli małymi dziećmi lub na co mogę liczyć już u  dorosłych. I wiecie co? TO DZIAŁA!!!! Zrozumiałam ważną rzecz - nie mogę oczekiwać od moich nastolatków tego samego myślenia, reakcji czy emocji, co od dzieci lub od dorosłych!!! To dwa inne światy!!!! 



Ale to nie koniec. Autorki podejmują i spokojnie wyjaśniają wiele tak denerwujących dorosłych spraw: sposób uczenia się nastolatków, ich impulsywność, brak koncentracji, późne zasypianie i jeszcze późniejsze wstawanie, zachowania ryzykowne, podatność na stres, nowe technologie, pierwsze miłości i zaznaczanie indywidualności w ubiorze, czy wreszcie zbyt głośne słuchanie muzyki...



Każdy opisany przez nie przykład wstrząsnął mną, bo mogłabym w mgnieniu oka podać imię dziecka, u którego się z tym spotkałam i które w ten własnie sposób wyprowadziło mnie kiedyś z równowagi. Ale wiedząc już, dlaczego tak się dzieje i co jeszcze ważniejsze, jak powinnam jako dorosła zareagować,  świat szkolny stał się o wiele prostszy. Nagle przestałam się tak denerwować, ciągle poprawiać uczniów pod moje oczekiwania, a pewne rzeczy, za radą autorek, uznałam na "normalne" i naturalne...  I co dla mnie chyba najistotniejsze - moje dzieciaki w ostatnim tygodniu stwierdziły, że "nareszcie przestałam się czepiać i można ze mną normalnie pogadać"... Dla mnie to ogromne wyróżnienie i tylko nie mogę sobie darować, ze tak późno zaczęłam szukać wiedzy, którą powinnam przecież otrzymać już na studiach?



"Wasze nastolatki to nie przybysze z obcej planety, lecz osoby znajdujące się w bardzo ważnym momencie rozwoju, w którym wszystko jest nie do końca zsynchronizowane" (s.309)



To oznacza, że muszę się jeszcze sporo o moich podopiecznych nauczyć. Na szczęście są wakacje, czytam mnóstwo książek, chodzę na wykłady i kursy na wydziale psychologii, a przede wszystkim - rozmawiam z młodzieżą, uczę się słuchać, dzielnie przyjmuję ich wskazówki, czasem krytykę i pracuję nad zrozumieniem tego, co właśnie przeżywają...  Dzięki, że w porę zrozumiałam, że wina za nasze "konflikty" leży głównie po mojej stronie, bo tak naprawdę nie rozumiałam, co się z nimi dzieje i jak widzą świat... Teraz mogę spróbować się nauczyć, kim są moi uczniowie... tak na prawdę, a nie kim chciałabym je widzieć...



"Nastolatki uważają, że są dorosłe, i im bardziej je tak traktujemy, tym większa szansa na to, że będą się tak zachowywać". (s.93)



Anna M.


Teraz czytam książki dr Marka Kaczmarczyka "Unikat" i "W szkole neuronów"






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts