11 sierpnia 2018

"Głaskologia" Miłosz Brzeziński




Modne od lat słowo "motywacja"... W szkole odmieniane przez wszystkie przypadki, te rokujące i te genialne i te, którym już tylko owa motywacja może pomóc przejść z klasy do klasy... Gdy na kolejnym szkoleniu słyszę "może nie umiesz go dostatecznie mocno zmotywować do nauki?" to zwyczajnie poddaje się. A kto mnie kiedykolwiek nauczył motywować innych, albo siebie? Jakoś nie przypominam sobie! Na studiach? Absurd. Znajomi i rodzina? Raczej demotywują. Telewizja? O matko, lepiej nie zagłębiać się. W pracy? Pozostawiam bez komentarza... Zatem jak motywować siebie i innych? 







I tu przychodzi z pomocą książka "Głaskologia". Kiedyś od bardzo mądrej szkolnej pani psycholog usłyszałam: "wiesz, bo dzieci trzeba chwalić, dostrzegać w nich dobro, które mają, nauczyć się patrzeć na nie tak, aby widzieć to, co mają fajnego". To był mój pierwszy rok pracy i dziś już wiem, że Aldona miała 200% racji. Ale system wciąga w swoją bezduszna machinę, przecież na sprawdzianach podkreślamy błędy, wyłapujemy potknięcia, oceniamy, wpisujemy setki uwag i nagan, a pochwał raczej w dzienniku brak. Jak to zmienić? Jak wrócić do entuzjazmu pierwszych lat pracy?  Mi już trochę o tym przypomnieli sami uczniowie, o czym pisałam we wcześniejszych postach. Dziękowałam im za to milion razy, ale wydaje się, że nie rozumieją, jak wielką zmianę we mnie wywołali... 







Uwielbiam słuchać szkoleń, filmów  z udziałem pana Miłosza Brzezińskiego. Jego poczucie humoru i porównania sprawiają, że czasem śmieję się nawet w publicznych miejscach wywołując powszechne poruszenie. Tak, tak, "Głaskologii" słuchałam na okrągło i wszędzie, chyba ze 3 razy z uśmiechem na twarzy przesłuchałam całą książkę. Jest genialna, trafia do mnie każde słowo w niej zawarte, wszystkie badania, porównania, przykłady i teorie. To jest banalnie proste! Głaskać i tyle! Ale mądrze! I o to tu chodzi... Można przez to zdziałać więcej, niż nam się wydaje, a życie może być lepsze, bardziej satysfakcjonujące. 




Już na początku autor zaskoczył mnie genialnym (jak dla mnie w 100%)  porównaniem naszych zasobów do kubeczka czekolady. Każdy z nas ma pusty kubeczek, zrobić coś dobrego dla kogoś, to dolać mu do kubeczka gorącej czekolady. Jeden mały gest, każde dobre słowo, komplement, uśmiech i chlup - dolewka czekolady. Nawet jeśli pozornie nic z tego nie mam, że jestem miły, to jest jak inwestycja, bo jeśli będę głodna, to mogę podejść do tej osoby i łyżeczką zabrać trochę czekolady z jej kubeczka. Mogę, ale tylko wtedy, gdy dolewałam wcześniej czekolady. Dobro trzeba gromadzić, zbierać, mieć odłożone na później.  Przyznaję, że ta metafora trafiła do mnie i zmieniła moje patrzenie na bycie dobrym, miłym, docenianie i motywowanie innych. A czekoladę kocham, więc możliwość dzielenia się nią, by potem ktoś mi dolał tego gorącego, słodkiego i pachnącego złota, kiedy będę zmęczona, zziębnięta i smutna, jest ofertą nie do odrzucenia!



Ale czekoladowa metafora to nie jedyny atut książki. Urzekły mnie przedstawione i omówione w niej liczne badania naukowe potwierdzające moc motywacji, komplementów i bycia zwyczajnie  wobec innych i siebie. Rozdział o prawieniu komplementów jest bezcenny, a ten o ich przyjmowaniu i returnowaniu rzuca nowe światło na naszą czasem fałszywą skromność, bo tak nas niestety kiedyś nauczyli...


Dużo dobrych myśli, ale i praktycznych rad. Ćwiczenie z codziennym pisaniem trzech dobrych rzeczy, które zrobiłam danego dnia, wykonywałam już dawno (nawet polecałam innym ten sposób na uwierzenie we własne siły). Zupełnie jednak nie zdawałam sobie sprawy, że można iść o wiele dalej i pisać również, dzięki jakim moim cechom te rzeczy zrobiłam, jak to zrobiłam, co mi to dało? GENIALNE


Do dzieła, pora na głaskanie siebie i innych :)








Anna M.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts